ODWAGA PORZUCANIA I WYBIERANIA

Na progu Adwentu słyszymy opowieść o powołaniu, Andrzeja i Piotra. Otrzymali misję, pewne zadanie, odmieniło się ich życie.

Stajemy wobec tej opowieści, jakby legendy, o dawnych cudach. Czy cokolwiek ważnego z tej opowieści znajdujemy w naszym życiu? Czy jej przesłanie w ogóle może nas dotyczyć?

Być może dotyczy niektórych ludzi, wobec których Bóg ma jakiś szczególny plan, ale my? My, którzy mamy rodziny, pracę, dzieci, utrzymanie domu na głowie? Jakie powołanie? Prawdopodobnie, gdyby dotarł do nas głos powołania (wzywającego do wykonania jakiegoś niezwykłego dzieła), uznalibyśmy to za przykrą ingerencję w nasze sprawy. Mamy, coraz częściej od wczesnej młodości, zarysowany scenariusz kariery i celów do osiągnięcia. Czy bylibyśmy gotowi przyjąć propozycję z zewnątrz, właśnie od samego Boga? I zrezygnować ze swojej wizji życia?

Czemu zatem Andrzej, pewnie podobnie myślący jak my, a za nim Piotr i inni, „natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Jezusem.”? Przydarzyło im się coś niezwykłego, absolutnie innego, porywającego, olśniewającego, zachwycającego i bardzo prawdziwego. Coś, dla czego warto było natychmiast rzucić to, co było dotąd ich życiem. Jeżeli przykuci jesteśmy do swojej wizji życia, bez względu na to czy ma jakiś głębszy sens, jeśli przywarliśmy do niej, bo jest nasza i ten walor jest najistotniejszy, szanse na choćby minimalny wpływ Boga na nasze życie są nikłe. Wszystko, co nie nasze, będzie złe, choćby było fantastyczne i cudowne.

Może już o tym pisałem, rozmawiała ze mną dziewczyna, po studiach, bardzo dobrych, za kilkanaście dni miała wychodzić za mąż. Zaproszenia rozesłane, sala na bal zarezerwowana, ślub w kościele także, była suknia, pantofle, welon i wszystko inne. Zrezygnowała tuż przed datą ślubu. „Poszłam na spacer i nagle uderzyła mnie jasna myśl: Ja go nie kocham! Dałam się nakręcić! Obok kolejne koleżanki wychodziły za mąż, rodzina naciskała trochę, chodziłam z chłopakiem dwa lata, nawet fajnym. Ale ja go nie kocham!”

Olśnienie, nagła świadomość, poczucie absurdu i jasna pewność, że musi radykalnie inaczej spojrzeć na swoje życie. Możecie sobie wyobrazić reakcje rodziny i najbliższych. Ja przyjąłem jej decyzję ze zrozumieniem, choć także ze współczuciem dla chłopaka.

Właśnie coś takiego musi się nam przydarzyć, sprawa wielkiej wagi, albo w sensie odrzucenia czegoś, albo absolutnego zachwytu, abyśmy pojęli sedno powołania i szczęścia, jakie ono ze sobą niesie. I tego też każdemu z was życzę na początku Adwentu. Miejmy odwagę przyjrzeć się swojemu życiu. I zdecydować, co trzeba porzucić, natychmiast. I z odwagą wybrać, to co lśni jako zapowiedź nowego szczęścia.

LITURGIA SŁOWA

(Iz 49,1-6)
Wyspy, posłuchajcie Mnie! Ludy najdalsze, uważajcie! Powołał Mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię. Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki Mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie. I rzekł mi: „Tyś Sługą moim, Izraelu, w tobie się rozsławię”. Ja zaś mówiłem: Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga mego. Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą. Teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego Sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela. A mówił: „To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi”.

lub

(Rz 10,9-18)
Jeżeli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia. Wszak mówi Pismo: żaden, kto wierzy w Niego, nie będzie zawstydzony. Nie ma już różnicy między Żydem a Grekiem. Jeden jest bowiem Pan wszystkich. On to rozdziela swe bogactwa wszystkim, którzy Go wzywają. Albowiem każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony. Jakże więc mieli wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? Jakże mieli uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił? Jakże mogliby im głosić, jeśliby nie zostali posłani? Jak to jest napisane: Jak piękne stopy tych, którzy zwiastują dobrą nowinę! Ale nie wszyscy dali posłuch Ewangelii. Izajasz bowiem mówi: Panie, któż uwierzył temu, co od nas posłyszał? Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa. Pytam więc: czy może nie słyszeli? Ależ tak: Po całej ziemi rozszedł się ich głos, aż na krańce świata ich słowa.

(Ps 19, 2-3. 4-5ab)
REFREN: Po całej ziemi ich głos się rozchodzi

Niebiosa głoszą chwałę Boga
dzieło rąk Jego obwieszcza nieboskłon.
Dzień opowiada dniowi,
noc nocy przekazuje wiadomość.

Nie są to słowa ani nie jest to mowa,
których by dźwięku nie usłyszano:
Ich głos się rozchodzi po całej ziemi,
ich słowa aż po krańce świata.

(Mt 4,19)
Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi.

(Mt 4,18-22)
Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

Comments are closed.