O czasie i pieniądzach

Mamy nową encyklikę Papieża. M.in. o kapitalizmie, liberalizmie itp. Mało kto ją czytał (ja nie), ale pierwsze komentarze już znam.

Mój komentarz do komentarzy jest taki: nic po encyklikach, jeśli nie ma kindersztuby, albo wrodzonej elementarnej wrażliwości. Ale na aprioryczną (trudne słówko?) wrażliwość bym nie liczył, bo to kwestia przypadku. Kindersztuba jest lepsza, bo wyuczalna (jak prawie wszystko).

Dla opornych intelektualnie dam przykład: jesienią ub. roku, w zastępstwie rzecz jasna, bo jakiś ks. prof. dr hab. miał ważniejsze sprawy i nie dojechał, załatałem dziurę na Kongresie Kultury Chrześcijańskiej na KUL. Zawsze nieźle mi wychodziła rola małpy (za taką też robię w kruchcie, dzięki łaskawości Księdza Rektora). Miałem za zadanie bronić liberalizmu, mając przeciw sobie mocno dogmatycznego i niezwykle oczytanego Księdza Profesora ze stolicy, mocno dogmatyczną, choć mniej oczytaną publikę (która przyszła się utwierdzić w opinii, że liberalizm jest be) oraz mniej dogmatyczną, ale przeintelektualizowaną garstkę akademików, dla której problemem zasadniczym były różnice między Novakiem, Balcerowiczem, Berlinem, Popperem itd. Ale to nieważne.

Ważne to, co nastąpiło później. Po pasjonującej dyskusji, w której liberalizm (tzn. ja) został zmiażdżony, sala błyskawicznie opustoszała i pozostał poruszający się o kuli moderator panelu oraz ja. Zapytałem nieopatrznie: Ksiądz pewnie teraz idzie na kolację? Odpowiedział: Nie, nikt mnie nie zaprosił, muszę się dostać na dworzec.

Co było robić, podwiozłem. Kindersztuba, albo geny, nie wiem. Ale one są ważniejsze niż wszelkie encykliki.

Możecie sobie myśleć inaczej. Na pewno zaoszczędzicie na czasie i benzynie.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , ,

Comments are closed.