ŁATWO TYLKO NA MATURZE

W niepamiętnych czasach (koniec lat 60-tych) Elvis Presley wystąpił w kiepskim dość filmie „Easy come, easy go” („Łatwo przyszło, łatwo poszło”).

Bohater filmu łatwo zdobył majątek (skarb z dna morza) i oczywiście łatwo go też traci (balangi, hulanki). Muzyka, piosenki Presleya ratowały to dziełko.

Dziś wiele rzeczy jest łatwych, bardzo prostych, a zasada „łatwo przyszło, łatwo poszło” rozprzestrzenia się w bardzo wielu dziedzinach. Łatwo dziś o komunikację (telefony komórkowe, maile, komunikatory), o przemieszczanie się w przestrzeni (szybkie auta, samoloty). Dosyć łatwo zdaje się maturę (niech mi wybaczą ci, którzy akurat zakuwają do kolejnych egzaminów), banalnie łatwo dostać się na studia (uczelnie niemal błagają, aby wstąpić w ich szeregi). Samochody i komputery są proste w obsłudze, bankomaty ułatwiają operowanie pieniędzmi.

W tym potoku łatwizny, gubimy jednak najważniejsze rzeczy, które osiąga się jednak tylko z wielkim wysiłkiem, mozolnie, z dużą pracą, całkowitym zaangażowaniem i kosztem wielu poświęceń. Nie ma dobrych więzi z ludźmi, które zdobywa się łatwo, bez wydatkowania czasu, energii i siły. Przyjaźń i miłość wymagają oddania tego, co mamy najlepszego, często rezygnując z własnego szczęścia.

Jeszcze trudniej jest z doświadczaniem Boga. Tutaj już króluje zasada „wszystko albo nic”. W Ewangelii znajdziemy podpowiedź (niezauważalną prawie), aby Boga szukać i miłować – całym sercem, całą duszą, całą mocą i całym umysłem (np. Mt 22,37). Całym.

Czy nie tu tkwi najistotniejsza kwestia naszego życia?

Itinerarium , , , , , , , , , ,

Comments are closed.