9 czerwca 2006
O Mundialu dzisiaj. Aj! Zabolało niektórych? Trudno. Podparłbym się argumentem, że Jan Paweł II też kopał i oglądał relacje z Mundialu. Że Benedykt XVI radził, by Jego pielgrzymki nie sytuować w czasie Mundialu. A Pan Jezus, niestety, nic na ten temat nie powiedział. Straszny to grzech nie oglądać Mistrzostw Świata! Straszny!
Pan Jezus nie opuszczał żadnej fiesty swojego narodu, bywał na największych pielgrzymkach, lubił tłumy i emocje. Ba, nawet na imprezy zakrapiane suto (vide: Kana Galilejska) chadzał i nie omijał ludzkiego świętowania. Popijał wino, miał przyjaciół z kręgów różnych. A to wątpliwej reputacji Magdalena (święta potem), a to skorumpowany Mateusz (święty potem), albo nędzarz Łazarz (święty potem).
Jedyny problem, że nie będzie kibicował dziś Pan Jezus swojej reprezentacji narodowej, bo się nie dostali do finałów. Jednak prawda jest taka, że On jest wciąż bliżej nas, niż się spodziewamy.

