SZÓSTA TRZYDZIEŚCI

Zapraszam w pewnej grupie młodzież akademicką na Roraty. Na szóstą trzydzieści.
– Super! – komentuje pewna studentka, po uzyskaniu stosownych wyjaśnień cóż to Roraty.
– Będziecie musieli dosyć wcześnie wstać – dodaję.
– O Jezu! To chodzi o szóstą trzydzieści rano ?!
– No tak, oczywiście, rano – tłumaczę.
– Nie, to chyba żart! – protestuje niewczesna adeptka – w życiu nie wstałam przed ósmą!
To paradoks, że Kościół proponuje Mszę Roratnią długo przed wschodem słońca (pamiętam tradycję godziny szóstej), akurat w czasie gdy wstaje ono najpóźniej w roku. Wszystko raczej przemawia za „liturgią ciepłego łóżeczka”, pytanie zatem o sens zrywania się w nienormalnej porze, jest zasadne.
Adwent to piękny czas walki o światło i blask, mimo pomroki i ociężałości pogody. Ostatnie nabożeństwa Roratnie przypadną już w okresie przesilenia, gdy dnia będzie przybywać. Fizycznej walce ze snem i ociężałością towarzyszy wewnętrzne uwalnianie tego, co w nas najbardziej żywotne i autentyczne. Duch potrzebuje niekiedy impulsu ze strony ciała, aby ujrzeć perspektywę odnowy i wzrostu. A to jest bardzo ważne, ponieważ zawsze jesteśmy w drodze.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.