Czy wiara, którą mam, w to, że możliwa jest istotna zmiana świata, jest naiwnością? Świat ma za duże gabaryty? A to, co się na nim dzieje przerasta wysiłki jednostki czy nawet zorganizowanych grup? Jezusowe zapowiedzi Królestwa Bożego – rosnącego powoli jak maleńkie ziarno gorczycy – są użyteczną metaforą czy jednak programem?
Tak dużo rzeczy niemożliwych już się wydarzyło na moich oczach. Polak został Papieżem. Upadł mur berliński. Po komunie tylko smutne wspomnienie. Otóż historia i doświadczenie podpowiadają mi, że każdy wysiłek zmiany świata (według Ewangelii) ma sens. I jak ktoś mi mówi, że świata nie da się zmienić, z czystym sumieniem odpowiadam: Aleś ty głupi!

