Gdyby Biblię potraktować jako zbiór pobożnych zachęt, te z dzisiejszej Ewangelii (Mt 7, 7-12)brzmią dość banalnie. Proście, szukajcie, kołaczcie, to czyńcie ludziom, czego od nich sami oczekujecie.
Głębiej wczytując się w tekst dzisiejszej Ewangelii, odnajdziemy w niej NIEZWYCIĘŻONOŚĆ DUCHA. A to jest coś, co się nie bierze z niczego, ale co się kształtuje i tworzy. Wymaga ćwiczeń i nieustannego zwierania się z przeciwnościami. Prócz tego, co dziś czytamy, Chrystus w wielu innych miejscach Ewangelii mówi o tym rysie człowieczeństwa.
Zawsze napotkamy w życiu przeciwności, trudności i problemy. Od tego Chrystus – ani nikt inny – nie uwolni nas. Będziemy mieli sytuacje dramatyczne, bolesne, zamieszanie, będziemy mieli wrogów i drani wokół siebie, nieraz nawet cały świat przeciw sobie. Tego samego zresztą doświadczał Chrystus i przed tym nas nie ustrzeże.
Ale On mówi, że możesz zostać niezwyciężony. Bo nie ma takiej rzeczy, takiej sytuacji, takiego dramatu, takiej podłości – które mogłyby cię złamać. Czasem wyobraźnia podpowie nam, ze coś nas przerasta. Wtedy przegrywamy, niekiedy sromotnie i całkowicie. Jednak naprawdę, człowieczeństwo wyposażone w niezwyciężoność ducha, pokonuje każde możliwe zło.
Kiedy mówię o niezwyciężoności ducha, muszę dodać, że dziś – chyba się nie mylę – więcej kobiet posiada ten rys ducha, niźli mężczyzn. Tak wiele dziś silnych, niezwyciężonych kobiet i coraz mniej mężczyzn, gotowych stawić czoła wszelkim niebezpieczeństwom.
Ważne jest to, żeby spotykając się z czymś trudnym – fizycznie, moralnie, psychicznie, emocjonalnie, duchowo – patrzeć z perspektywy zwycięstwa. Zwyciężysz, bo człowiek zawsze zwycięża.

