W Ewangelii na dzień dzisiejszy jest ważna wskazówka dla chrześcijaństwa.
Młode wino należy wlewać do nowych bukłaków. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków (tragiczne marnotrawstwo); w przeciwnym razie młode wino rozerwie bukłaki i samo wycieknie i bukłaki się zepsują.
I to nasze młode wino (miłość, Ewangelia) wciąż próbujemy zmieścić w starych bukłakach. Zamiast się modlić, odmawiamy różańce i pacierze, zamiast przeistaczać w Chrystusa „chodzimy na mszę” (co i myszom kościelnym się zdarza), zamiast świętej miłości wikłamy się w konieczność dostarczenia odpowiedniej ilości zaświadczeń. Pewien mój bliski znajomy, agnostyk, chadza do kościoła co niedzielę. Raz z powodu żywo i głęboko wierzącej małżonki (nie uchodzi jej samej zostawiać), raz pewnie z racji uczciwego poszukiwania. Podczas kolędy ksiądz pyta:
– Chodzi pan do kościoła?
– No, tak, do kościoła to chodzę…
– To pięknie!
– Ale proszę księdza, ja jestem niewierzący…
-O! Niewierzący? Hm… Wie pan, ja tu nie mam takiej rubryki, wierzący czy niewierzący… Mam tylko czy ktoś chodzi czy nie chodzi… Więc jak pan chodzi, to dobrze….

