Ktoś się zabija. W środku życia. Bez najważniejszych rozdziałów życia.
Jak powieść z ledwo zarysowaną fabułą.
Ktoś inny ściga się bolidem w centrum miasta – lepiej żyć krótko a na pełnych obrotach.
Hutu znów mordują bezbronnych Tutsi na granicy Konga i Burundi.
Równie bezbronna dziewczyna ginie w pociągu w zabawie szaleńców.
Inna szuka schronienia bo w domu piekło.
Może to jest tak, że żyjemy póki wierzymy ?
A jak tracimy wiarę, agonia jest kwestią przypadku lub upływu czasu ?
Wiara nie jest przywilejem oświeconych ale chybotliwym ogarkiem próbujących kochać.

