DOBROWOLNIE I BEZ ŻADNEGO PRZYMUSU

Wolność ma czasami dziwne dróżki. Ostatnio miałem okazję uczestniczyć w kilku uroczystościach ślubnych. Te przypomniały mi różne perypetie z używaniem wolności przez młodych podczas ślubu. Zdawałoby się, że główni bohaterowie stojąc przed ołtarzem, mają już za sobą decyzje odnośnie zadysponowania swoją wolnością. Ale…

Po kazaniu zwracam się do młodych zgodnie z formułą:

– Czy chcecie dobrowolnie i bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński?
A pan młody:
– Ech… – ciężki oddech – nie ma wyjścia…

Mimo to wierzę, że było „bez żadnego przymusu”…

Drugim razem po tym samym pytaniu „Czy chcecie…”, pan młody wyrzekł:
– Raczej tak…
A ja pomyślałem, że wobec takiego dictum zakończę:
– Małżeństwo RACZEJ przez was zawarte błogosławię…

W trzecim przypadku w roli głównej wystąpiła młoda panna. Znowu zadałem urzędowe zapytanie o wolę (wolność) „Czy chcecie…”. A oni oboje milczą i dość zmieszani patrzą na mnie. Więc ja – szukając punktu oparcia – wymownie spojrzałem na pana młodego. Ten jeszcze mocniej się strapił. I – szukając ratunku – spojrzał na narzeczoną. A ta wtedy szybciutko nachyliła główkę ku niemu i wyszeptała:
– Powiedz: chcę…
Pan młody natychmiast rozpromieniony spojrzał na mnie i zdecydowanie oznajmił:
– Chcę!

Tym razem też uznałem, że obyło się bez żadnego przymusu i jak najbardziej dobrowolnie.

PS. Zarzekam, że historie tu opowiedziane wydarzyły się więcej jak 5 lat temu, stąd moi młodzi przyjaciele z ostatnich ślubów nie powinni doszukiwać się żadnych aluzji.

Itinerarium , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.