O RZEŚKOŚCI DUCHA

Mknie szybko lato, już prawie gotowe powitać jesień. Za kilka dni zamienią się miejscami w kalendarzu.

Poranki są bardzo rześkie, o czym przypominam tym, którzy nie gustują we wcześniejszym wstawaniu. Rześkie, to znaczy żywe, świeże, z wyostrzonymi zapachami. Może jesień zaczyna się od zapachów.

Taka rześkość potrzebna jest naszemu duchowi. Duch ma tendencje do gnuśnienia i wiotczenia. Zbierają się nam różne kłopoty, zmartwienia, niepowodzenia, trudne sprawy. Nie omija nas lenistwo i powierzchowność. Napięcia w relacjach z ludźmi (do jakiegoś stopnia nieuchronne) i zmaganie z powszednimi problemami, też dokładają swoje. Zawsze też gdzieś czyha niepokój o przyszłość, o rodzinę, bliskich.

Duch rześki, żywy i mocny, ma swoje imię w Ewangelii, św. Paweł woła „Bądźcie płomiennego ducha”. Rześkość czy płomienność ducha, rodzi się z ufnego przekonania o Bożej bliskości, ale także z wiary w przyszłość i dobrego myślenia o ludziach. I to trzeba sobie czasem przypomnieć, wziąć do serca. Rześki duch nie jest furią i tornadem, jeśli mogę jakoś nakierować was na jego rozumienie, odsyłam do doświadczenia wrześniowych poranków.

Rześki, płomienny duch, otwarty jest na Pana Boga, wychyla się z wiarą w nadchodzące dni i polega na ludziach. Dzięki niemu życie staje się i piękniejsze i lepsze. Co więcej, o ile gnuśność i martwota ducha, rozłażą się po nas powoli i w jakimś dłuższym czasie, rześkość przychodzi natychmiast, wraz z pragnieniem odnowy. Zdarzyło się wam wyskoczyć z domu, rankiem, na ulicę i czujecie powietrze, jak rozkleja oczy, przenika do głowy i trzepocze włosami? Nagle, szybko, prosto.

Niech taki rześki, płomienny, żywy duch powieje w naszych sercach.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

Woland

Religia w szkole, katolicki głos w twoim domu, bezwzględne odzyskiwanie majątku, msze z okazji i bez okazji, święcenie wszystkiego, pomnikomania, walka do upadłego o preambuły i wartości chrześcijańskie (na papierze). To wtedy rozlało się mleko.

A może to nie było mleko, tylko olej słonecznikowy, który rozlała Annuszka z ulicy Sadowej? To byłaby wersja optymistyczna. I nierealna, niestety.

Spoza kruchty , , , , , ,

TYLKO KSIĄŻECZKA CZEKOWA

kazanie na XXV niedzielę zwykłą
19 września 2010

Wpłata, wypłata, zapłata, spłata, dopłata, przedpłata. Pieniądze są tak silnie obecne w naszym życiu, że chyba nie ma dnia, kiedy byśmy ich jakoś nie używali.

Wiemy, że Jezus także miał do czynienia z pieniędzmi (kazał m.in. Piotrowi zapłacić podatek) i nie piętnował tych, którzy je posiadali. Krytycznie oceniał sposób używania bogactw (vide: opowieść o Bogaczu i Łazarzu) i ostrzegał, że mogą być przeszkodą do zbawienia („trudno bogatym wejść do Królestwa”). Problem zaczyna się w momencie, kiedy „służymy mamonie”, tu Jezus wyraźnie mówi: „Nie możecie.”

Kiedy zaczyna się ta naganna i groźna dla zbawienia służba mamonie? Jednym z mierników złego korzystania z pieniędzy (i innych bogactw), jest czas, jaki im poświęcamy. Liczenie, przeliczanie, rachowanie we wszystkie strony, czy to w portfelu czy na koncie, może zajmować tak wiele czasu, że pochłonie większość energii i uwagi. A miejscem najgłębszej uwagi i źródłem najlepszej ludzkiej energii, jest serce. Wówczas pieniądze staną się ważne, bardzo ważne, a z czasem nawet najważniejsze. Będą decydowały o innych naszych sprawach i zajęciach, staną się regulatorem czasu i życia. To, co ważne, zwykle zajmuje nam dużo czasu.

Służyć mamonie oznacza jeszcze coś więcej. Troska o pieniądze może wyprzeć z pamięci i świadomości zachwyt nad życiem, przyrodą, sztuką, jakimkolwiek pięknem. Aż po żartobliwą sytuację, kiedy na pytanie jaką książkę ostatnio czytałeś, ktoś odpowiedział, że czyta tylko czekową. Służyć komuś oznacza też poddawać się jego woli, słuchać go, i zależeć od niego. Naturalnie, jest duża różnica między służeniem komuś a czemuś. Każdy z nas jednak musi dać sobie odpowiedź, czy nie przekracza granicy, kiedy rozpoczyna smutną służbę miedziakom i banknotom

LITURGIA SŁOWA

(Am 8,4-7)
Słuchajcie tego wy, którzy gnębicie ubogiego i bezrolnego pozostawiacie bez pracy, którzy mówicie: Kiedyż minie nów księżyca, byśmy mogli sprzedawać zboże? Kiedyż szabat, byśmy mogli otworzyć spichlerz? A będziemy zmniejszać efę, powiększać sykl i wagę podstępnie fałszować. Będziemy kupować biednego za srebro, a ubogiego za parę sandałów i plewy pszeniczne będziemy sprzedawać. Przysiągł Pan na dumę Jakuba: Nie zapomnę nigdy wszystkich ich uczynków.

(Ps 113,1-2.4-8)
REFREN: Pana pochwalcie, On dźwiga biednego

Chwalcie słudzy Pańscy,
chwalcie imię Pana.
Niech imię Pana będzie błogosławione,
teraz i na wieki.

Pan jest wywyższony nad wszystkie ludy,
ponad niebiosa sięga Jego chwała.
Kto jest jak nasz Pan Bóg,
co ma siedzibę w górze,
i w dół spogląda na niebo i na ziemię.

Podnosi z prochu nędzarza
i dźwiga z gnoju ubogiego,
by go posadzić wśród książąt,
wśród książąt swojego ludu.

(1 Tm 2,1-8)
Zalecam przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi: za królów i za wszystkich sprawujących władze, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością. Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Zbawiciela naszego, Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy. Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus, który wydał siebie samego na okup za wszystkich jako świadectwo we właściwym czasie. Ze względu na nie, ja zostałem ustanowiony głosicielem i apostołem – mówię prawdę, nie kłamię – nauczycielem pogan we wierze i prawdzie. Chcę więc, by mężczyźni modlili się na każdym miejscu, podnosząc ręce czyste, bez gniewu i sporu.

(2 Kor 8,9)
Jezus Chrystus, będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was swoim ubóstwem ubogacić.

(Łk 16,1-13)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał go do siebie i rzekł mu: Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą. Na to rządca rzekł sam do siebie: Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mię zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mię ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu. Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: Ile jesteś winien mojemu panu? Ten odpowiedział: Sto beczek oliwy. On mu rzekł: Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt. Następnie pytał drugiego: A ty ile jesteś winien? Ten odrzekł: Sto korcy pszenicy. Mówi mu: Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt. Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości. Ja też wam powiadam: Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy /wszystko/ się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków. Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobro kto wam powierzy? Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze? żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie.

Itinerarium , , , , , , ,

PIĘKNIE CZYLI PO SWOJEMU

Kazanie na święto Stanisława Kostki
Sobota 18 września 2010

Nigdy nie było łatwo być sobą, dziś chyba jeszcze trudniej. Przy zmasowanym ataku mediów i reklamy, wręcz narzucających wzorce życia, najprościej jest – trochę w myśl czynności komputerowych – tworzyć życie na zasadzie „kopiuj, wklej”.

Piszę te słowa w kontekście patrona dzisiejszego, św. Stanisława Kostki. Nawet jak pobieżnie spojrzycie na jego życiorys (patrz niżej), znajdziecie w nim staranie o życie według swoich najgłębszych przeczuć. Potrzebujemy przypomnienia, że bycie sobą jest warunkiem sensu. Przekaz Ewangelii jest także jasny w tym względzie, Jezus zapłacił za konsekwentne bycie sobą, cenę najwyższą. Naśladowanie Go, nie polega na przemienianiu wody w wino i chodzeniu po lustrze jeziora, zdecydowanie bardziej na zdolności samodzielnego kształtowania swojego życia, pomimo pokus kopiowania popularnych wzorców.

Modlitwa o własne, niepowtarzalne, piękne i jedyne życie, przez wstawiennictwo Stanisława, jest ważna i potrzebna, daje siłę do mądrych wyborów. Pozwala także zadać sobie odważne pytania, czy to, co robię w życiu (te studia, ta praca, to miejsce), jest moje i najlepsze. Obawiam się czasami, że wolimy żyć tak, żeby się nikt nas specjalnie nie czepiał, niźli naprawdę po swojemu. A po swojemu, paradoksalnie, znaczy pięknie i po Bożemu.

ŻYCIORYS ŚW. STANISŁAWA

Stanisław urodził się 28 grudnia 1550 r. w Rostkowie na Mazowszu. Był synem Jana, kasztelana zakroczymskiego. Miał trzech braci i dwie siostry. Historia nie przekazała nam bliższych szczegółów z lat dziecięcych Stanisława. Wiemy tylko z akt procesu beatyfikacyjnego, że był bardzo wrażliwy. Dlatego ojciec w czasie przyjęć, kiedy musiał na nich bywać także Stanisław, napominał gości do umiaru w żartach, gdyż inaczej chłopiec może omdleć.
Pierwsze nauki Stanisław pobierał w domu rodzinnym. W wieku 14 lat razem ze swoim bratem, Pawłem, został wysłany do szkół jezuickich w Wiedniu. Kostkowie przybyli do Wiednia w dzień po śmierci cesarza Ferdynanda, to znaczy 24 lipca 1564 r. Wiedeńska szkoła jezuitów cieszyła się wówczas zasłużoną sławą. Codziennie odprawiano Mszę świętą. Przynajmniej raz w miesiącu studenci przystępowali do sakramentów pokuty i komunii. Modlono się przed lekcjami i po nich. Na pierwszym roku wykładano gramatykę, na drugim “nauki wyzwolone”, na trzecim – retorykę.
Początkowo Stanisławowi nauka szła trudno. Nie miał bowiem dostatecznego przygotowania w Rostkowie. Pod koniec trzeciego roku studiów należał już jednak do najlepszych uczniów. Władał płynnie językiem łacińskim i niemieckim, rozumiał również język grecki. Pozostały zeszyty Stanisława z błędami poprawianymi ręką nauczyciela. Pozostały również notatki dotyczące problemów religijnych, jakie poruszano, aby chłopców przygotować także pod tym względem i umocnić ich w wierze katolickiej. Wolny czas Stanisław spędzał na lekturze i modlitwie. Ponieważ w ciągu dnia nie mógł poświęcić kontemplacji wiele czasu, oddawał się jej w nocy. Zadawał sobie także pokuty i biczował się. Taki tryb życia nie mógł się podobać kolegom, wychowawcy i bratu. Uważali to za rzecz niemoralną, a Stanisława za “dziwaka”. Usiłowali go przekonywać złośliwymi przycinkami “jezuity” i “mnicha”, a potem nawet biciem i znęcaniem skierować na drogę “normalnego” postępowania. Stanisław usiłował im dogodzić, dlatego nawet brał lekcje tańca. Nie potrafił się jednak w tym odnaleźć.
W grudniu 1565 r. ciężko zachorował. Według własnej relacji, kiedy był pewien śmierci, a nie mógł otrzymać Komunii świętej, gdyż właściciel domu nie chciał wpuścić kapłana katolickiego, wtedy sama św. Barbara, patronka dobrej śmierci, do której się zwrócił, w towarzystwie dwóch aniołów nawiedziła jego pokój i przyniosła mu Wiatyk. W tej samej chorobie zjawiła mu się Najświętsza Maryja Panna z Dzieciątkiem, które złożyła mu na ręce. Od niej też doznał cudu uzdrowienia i usłyszał polecenie, aby wstąpił do Towarzystwa Jezusowego.

Jezuici jednak nie mieli zwyczaju przyjmować kandydatów bez zezwolenia rodziców, a na to Stanisław nie mógł liczyć. Zdobył się więc na heroiczny czyn: zorganizował ucieczkę, do której się starannie przygotował. Było to 10 sierpnia 1567 r. Legenda osnuła ucieczkę szeregiem niezwykłych wydarzeń. O jej prawdziwym przebiegu dowiadujemy się z listu samego Stanisława. Za poradą o. Franciszka Antonio, który był wtajemniczony w jego plany, udał się nie wprost do Rzymu, gdzie byłby łatwo pochwycony w drodze, ale do Augsburga, gdzie przebywał św. Piotr Kanizjusz, przełożony prowincji niemieckiej. Spowiednik Stanisława stwierdza, że w drodze otrzymał on również łaskę Komunii świętej z rąk anioła, kiedy wstąpił do protestanckiego kościoła w przekonaniu, że jest to kościół katolicki. W Augsburgu nie zastał Piotra Kanizjusza, dlatego podążył dalej do Dylingi. Trasa z Wiednia do Dylingi wynosi około 650 km. W Dylindze jezuici mieli swoje kolegium. Tam Stanisław został przyjęty na próbę.
Wyznaczono mu zajęcia służby u konwiktorów: sprzątanie ich pokoi i pomaganie w kuchni. Stanisław boleśnie przecierpiał tę decyzję. Ufając jednak Bogu, starał się wypełniać swoje obowiązki jak najlepiej. Po powrocie do Dylingi św. Piotr Kanizjusz bał się przyjąć Stanisława do swojej prowincji w obawie przed gniewem rodziców i ich zemstą na jezuitach w Wiedniu. Mając jednak od miejscowych przełożonych bardzo dobre rekomendacje, skierował go wraz z dwoma młodymi zakonnikami do Rzymu z listem polecającym do generała. Droga była długa i uciążliwa. Stanisław z towarzyszami odbywał ją przeważnie pieszo. Dotarli tam 28 października 1567 r.

Stanisław został przyjęty do nowicjatu, który znajdował się przy kościele św. Andrzeja. Było z nim wtedy około 40 nowicjuszów, w tym czterech Polaków. Rozkład zajęć nowicjatu był prosty: modlitwy, praca umysłowa i fizyczna, posługi w domu i w szpitalach, konferencje mistrza nowicjatu i przyjezdnych gości, dyskusje na tematy życia wewnętrznego i kościelnego. Stanisław rozpoczął nowicjat pełen szczęścia, że nareszcie spełniły się jego marzenia. Ojciec jednak postanowił za wszelką cenę go stamtąd wydobyć. Wykorzystał w tym celu wszystkie możliwości. Do Stanisława wysłał list, pełen wymówek i gróźb. Za poradą przełożonych Stanisław odpisał ojcu, że powinien raczej dziękować Bogu, że wybrał jego syna na swoją służbę. W lutym 1568 r. Stanisław przeniósł się z kolegium jezuitów, gdzie mieszkał przełożony generalny zakonu, do domu św. Andrzeja na Kwirynale, gdzie przebywał do śmierci.
Swoim wzorowym życiem, duchową dojrzałością i rozmodleniem budował całe otoczenie. W pierwszych miesiącach 1568 r. Stanisław złożył śluby zakonne. Miał wtedy zaledwie 18 lat. W prostocie serca w uroczystość św. Wawrzyńca (10 sierpnia) napisał list do Matki Bożej i schował go na swojej piersi. Przyjmując tego dnia Komunię świętą, prosił św. Wawrzyńca, aby uprosił mu u Boga łaskę śmierci w święto Wniebowzięcia. Prośba została wysłuchana. Wieczorem tego samego dnia poczuł się bardzo źle. 13 sierpnia gorączka nagle wzrosła. Przeniesiono go do infirmerii. 14 sierpnia męczyły Stanisława mdłości. Wystąpił zimny pot i dreszcze, z ust popłynęła krew. Była późna noc, kiedy zaopatrzono go na drogę do wieczności. Prosił, aby go położono na ziemi. Prośbę jego spełniono. Przepraszał wszystkich. Kiedy mu dano do ręki różaniec, ucałował go i wyszeptał: “To jest własność Najświętszej Matki”.
Zapytany, czy nie ma jakiegoś niepokoju, odparł: że nie, bo ma ufność w miłosierdziu Bożym i zgadza się najzupełniej z wolą Bożą. Nagle w pewnej chwili, jak zeznał naoczny świadek, kiedy Stanisław modlił się, twarz jego zajaśniała tajemniczym blaskiem. Kiedy ktoś zbliżył się do niego, by zapytać, czy czegoś nie potrzebuje, odparł, że widzi Matkę Bożą z orszakiem świętych dziewic, które po niego przychodzą. Po północy 15 sierpnia 1568 r. przeszedł do wieczności. Kiedy podano mu obrazek Matki Bożej, a on nie zareagował na to uśmiechem, przekonano się, że cieszy się już oglądaniem Najświętszej Maryi Panny w niebie.

Jego kult zrodził się natychmiast i spontanicznie. Wieść o śmierci świętego Polaka rozeszła się szybko po Rzymie. Starsi ojcowie przychodzili do ciała i całowali je ze czcią. Wbrew zwyczajowi zakonu zwłoki młodzieńca ustrojono kwiatami. Z polecenia św. Franciszka Borgiasza, generała zakonu, ciało Stanisława złożono do drewnianej trumny, co również w owych czasach było wyjątkiem. Także na polecenie św. Franciszka Borgiasza, magister nowicjatu napisał o Stanisławie krótkie wspomnienie, które rozesłano po wszystkich domach Towarzystwa Jezusowego. O. Warszewicki ułożył dłuższą biografię Stanisława. W dwa lata po śmierci współbracia udali się do przełożonego domu nowicjatu, aby pozwolił im zabrać ze sobą relikwię głowy Stanisława. Kiedy otwarto grób, znaleziono ciało nienaruszone.
Proces kanoniczny trwał jednak długo. W latach 1602-1604 Klemens VII zezwolił na kult. 18 lutego 1605 r. Paweł V zezwolił na wniesienie obrazu Stanisława do kościoła św. Andrzeja w Rzymie oraz na zawieszenie przed nim lampy i wotów; w 1606 r. ten sam papież uroczyście zatwierdził tytuł błogosławionego. Uroczystości beatyfikacyjne odbyły się najpierw w Rzymie w domu św. Andrzeja, a potem w Polsce. Był to pierwszy błogosławiony Towarzystwa Jezusowego. Klemens X zezwolił zakonowi jezuitów w roku 1670 na odprawianie Mszy świętej i brewiarza o Stanisławie w dniu 13 listopada. W roku 1674 tenże papież ogłosił bł. Stanisława jednym z głównych patronów Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litwy. Dekret kanonizacyjny wydał Klemens XI w 1714 r. Jednak z powodu śmierci papieża obrzędu uroczystej kanonizacji dokonał dopiero Benedykt XIV 31 grudnia 1726 r. Wraz z naszym Rodakiem chwały świętych dostąpił tego dnia również św. Alojzy Gonzaga (+ 1591). Jan XXIII uznał św. Stanisława szczególnym patronem młodzieży polskiej.
Relikwie Świętego spoczywają w kościele św. Andrzeja na Kwirynale w Rzymie. Św. Stanisław jest patronem Polski (od 1671 r.) i Litwy, archidiecezji łódzkiej i warszawskiej, diecezji chełmińskiej i płockiej, Gniezna, Lublina, Lwowa, Poznania, Warszawy; studentów oraz nowicjuszy jezuickich, a także polskiej młodzieży.

Św. Stanisławowi Kostce przypisuje się zwycięstwo Polski odniesione nad Turkami pod Chocimiem w 1621 r. W tym dniu o. Oborski, jezuita, widział św. Stanisława na obłokach, jak błagał Matkę Bożą o pomoc. Król Jan Kazimierz przypisywał orędownictwu Świętego zwycięstwo odniesione pod Beresteczkiem (1651).

W ikonografii św. Stanisław Kostka przedstawiany jest w stroju jezuity. Jego atrybutami są: anioł podający mu Komunię, Dziecię Jezus na ręku, krucyfiks, laska pielgrzymia, lilia, Madonna, różaniec.

LITURGIA SŁOWA

(Mdr 4,7-15)
Sprawiedliwy, choćby umarł przedwcześnie, znajdzie odpoczynek. Starość jest czcigodna nie przez długowieczność i liczbą lat się jej nie mierzy: sędziwością u ludzi jest mądrość, a miarą starości – życie nieskalane. Ponieważ spodobał się Bogu, znalazł Jego miłość, i żyjąc wśród grzeszników, został przeniesiony. Zabrany został, by złość nie odmieniła jego myśli albo ułuda nie uwiodła duszy: bo urok marności przesłania dobro, a burza namiętności mąci prawy umysł. Wcześnie osiągnąwszy doskonałość, przeżył czasów wiele. Dusza jego podobała się Bogu, dlatego pospiesznie wyszedł spośród nieprawości. A ludzie patrzyli i nie pojmowali, ani sobie tego nie wzięli do serca, że łaska i miłosierdzie nad Jego wybranymi i nad świętymi Jego opatrzność.

lub

(1 J 2,12-17)
Piszę do was, dzieci, że dostępujecie odpuszczenia grzechów ze względu na Jego imię. Piszę do was, ojcowie, że poznaliście Tego, który jest od początku. Piszę do was, młodzi, że zwyciężyliście Złego. Napisałem do was, dzieci, że znacie Ojca, napisałem do was, ojcowie, że poznaliście Tego, który jest od początku, napisałem do was, młodzi, że jesteście mocni i że nauka Boża trwa w was, i zwyciężyliście Złego. Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki.

(Ps 148,1-2.11-13a.13c-14)
REFREN: Chłopcy i dziewczęta, chwalcie imię Pana

Chwalcie Pana z niebios,
chwalcie Go na wysokościach.
Chwalcie Go, wszyscy Jego aniołowie,
chwalcie Go, wszystkie Jego zastępy.

Królowie ziemscy i wszystkie narody,
władcy i wszyscy sędziowie tej ziemi,
Młodzieńcy i dziewczęta,
starcy i dzieci
niech imię Pana wychwalają.

Majestat Jego ponad ziemią i niebem
i On pomnaża potęgę swego ludu.
Oto pieśń pochwalna wszystkich Jego świętych,
synów Izraela, ludu, który jest Mu bliski.

(Mt 5,8)
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

(Łk 2,41-52)
Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.

Itinerarium , , , , , , , , ,

ŻYJEMY ZA KRÓTKO

Współczesne technologie umożliwiają na niezwykłą skalę operacje werbalne. Prościej mówiąc, błyskawicznie i na cały świat możemy wysyłać bardzo różne rzeczy.

Możemy skłamać i natychmiast powielić to w Internecie, co spowoduje, że część ludzi w kłamstwo uwierzy. Możemy kogoś oplotkować i za parę minut będą to powtarzać setki i tysiące innych ludzi. Możemy zareklamować wyjątkowo niską cenę jakiegoś przedmiotu, a znajdzie się wielu chętnych, „łowców okazji”, czyhających na „żer dla skner”.

A przecież czekamy na zupełnie inne komunikaty. I być może nawet natychmiast powinniśmy je wysłać komuś.

1. Jak dobrze, że jesteś, źle by było, gdyby cię nie było.
2. Potrzebuję cię. Bez ciebie jest smutno i nijak.
3. Czuję, że jesteś mi bliski. I to jest fantastyczne!
4. Fajnie cię widzieć, choć wiesz, Miss (Mister) Świata, to ty nie jesteś!
5. Dzwonię tylko, żeby ci powiedzieć, że pamiętam o tobie.
6. Robi się chłodniej, pamiętaj, żeby się ubrać solidnie.
7. Tęsknię za tobą.

Ponieważ żyjemy króciutko, za krótko, słowa są bezcenne.

Itinerarium , , , ,

DROŻSZY GAZ CZY WOLNOŚĆ

Dziś rozpoczyna się Światowy Kongres Narodu Czeczeńskiego, spotkanie odbywa się w Polsce. I bardzo się cieszę, że mój kraj gości przedstawicieli narodu, który nie ma prawa do swojego państwa.

Więcej jednak mam powodu do smutku i goryczy. Smutku, bo ambasador Rosji w Polsce uznał, że taki Kongres to bardzo niebezpieczna sprawa i jego kraj odczuwa ból i ma skrajnie negatywne podejście do takich spotkań.

Poprzedniczka obecnej Rosji, ta carska, w XIX wieku, miała skrajnie negatywne podejście do polskich prób odzyskania niepodległości, co zresztą udowodniła dotkliwie poprzez krwawe ich stłumienie. Anglicy mieli skrajne negatywne podejście do Hindusów, krwawo dowodząc, że Indie nie powinny być niepodległym państwem. Wybitnie skrajnie negatywne podejście do narodu żydowskiego wykazywali hitlerowcy w czasie Drugiej Wojny Światowej. Wielokrotnie w historii zdarzało się, że mocarstwa niepokoiły się wolnością podlegających im narodów.

Mało znana, ale ważna, Deklaracja Powszechna Praw Narodów (Algier 1976), mówi m.in.:
Artykuł 1. Wszystkie ludy mają prawo do egzystencji.
Artykuł 2. Wszystkie ludy mają prawo do poszanowania swej tożsamości narodowej i kulturowej.
Artykuł 3. Wszystkie ludy mają prawo do zachowania spokojnego posiadania terytorium i powrotu w razie wydalenia.
Artykuł 5. Wszystkie ludy mają niepodlegające przedawnieniu i niezbywalne prawo samostanowienia. Określa ono status polityczny w całej wolności bez żadnej zewnętrznej ingerencji.

Lud czeczeński ma prawo do istnienia i tworzenia swojego państwa, wedle woli swoich obywateli. Odmawia mu tego prawa wielka i silna Rosja. To powód mojego zasmucenia.

Mam też powód do goryczy, a nawet do tego, żeby mnie trafił przysłowiowy szlag. Otóż rzecznik mojego polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Marcin Bosacki, odniósł się do wspomnianego Kongresu następująco:

Bosacki podkreślił, że współorganizatorem zjazdu Czeczenów “jest tak zwany rząd Czeczeńskiej Republiki Iczkerii, którego to rządu nie uznawał i nie uznaje żaden kraj na świecie, w tym Rzeczpospolita Polska”.

Rzecznik poinformował również, że “już wiele miesięcy temu niektórzy parlamentarzyści zgłaszali się do MSZ z prośbą o opinię, czy wziąć udział we współorganizowaniu takiego zjazdu – MSZ im to odradzał z tego powodu, że jest on (zjazd-red.) współorganizowany przez rząd, którego nie uznajemy i nie uznamy nigdy”.

– Będziemy z troską i bardzo uważnie przyglądać się przebiegowi tego zjazdu – zapowiedział rzecznik. Jak podkreślił, resort ma nadzieję, że zjazd “nie skończy się postulatami, które godzą w polską politykę zagraniczną, na przykład, że nie zostanie sformułowany postulat dezintegracji terytorialnej Rosji, z którą mamy dobrosąsiedzkie stosunki”.

Pan rzecznik i cała nasza władza powinna znać prawa narodów do samostanowienia. Prawa, których naszemu narodowi odmawiano przez setki lat. Czy nie jest obowiązkiem (oczywistym) narodu i jego władz, wspieranie dążenia do podstawowej wolności innego narodu? Zapewne, jeślibyśmy ten obowiązek wypełnili w stosunku do Czeczeni, mielibyśmy droższy gaz, bo władze Wielkiej Rosji karzą w ten sposób tych, co upominają się los małego i dzielnego narodu kaukaskiego.

Czeczeni (podobnie jak inni muzułmanie) skończyli niedawno ramadan, trzydziestodniowy post i świętowali ten fakt w postaci bajram, czyli wspaniałej uczty z wieloma potrawami. Byłem gościem w kilku zaprzyjaźnionych rodzinach czeczeńskich. W jednej wysłuchałem historii dwunastoletniego Islama, któremu rosyjski snajper przykładał lufę karabinu do skroni, chcąc wymóc informacje na temat miejsca pobytu jego ojca, partyzanta. Islam w panice uciekł i nadział się na ostry bolec w bramie, rozpłatał sobie głowę, szramę ma do dziś. W innej rodzinie rozmawiałem z piętnastoletnim Adamem, na pytanie, co chciałby robić w przyszłości, szczerze powiedział, że chciałby wrócić do Czeczeni i walczyć o niepodległość swojego kraju, tak jak jego ojciec, który zginął w górach Kaukazu.

Na jego miejscu zrobiłbym to samo.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

MIŁOŚĆ MAMY POD CELĄ

kazanie na wspomnienie Matki Boskiej Bolesnej
środa 15 września 2010

Rozmawiałem z matką, której syn musiał być przewieziony do ośrodka terapeutycznego dla narkomanów. Inną spotkałem w sali widzeń w budynku aresztu.

Macierzyństwo, nie wątpię, jest radosnym i cudownym doświadczeniem, spełnieniem kobiecości. W macierzyństwo (i w rodzicielstwo) wpisane są jednak doświadczenia najtrudniejsze, z tych, jakie przechodzą ludzie. Może nawet miłość matki jest nadludzka, skoro nie anuluje jej w chwilach wstydu za swoje dzieci, w rozczarowaniach i przykrościach. Miłość matki nie ustaje w sali sądowej, nie cofa się spod drzwi więzienia, szpitala czy odwyku. I wtedy, gdy jest najtrudniej, gdy trzeba swoje dziecko odprowadzić na cmentarz.

Jeśli ktoś wątpi w miłość, niech przypomni sobie mamusię, mamę, matkę. Taki nietypowy dziś Dzień Matki, ale bardzo ważny, godny pięknej modlitwy za nią i ciepłego wspomnienia.

LITURGIA SŁOWA

(Hbr 5,7-9)
Chrystus podczas swojego życia doczesnego z głośnym wołaniem i płaczem zanosił gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają,

(Ps 31,2-6.15-16.20)
REFREN: Wybaw mnie, Panie, w miłosierdziu swoim

Panie, do Ciebie się uciekam:
niech nigdy nie doznam zawodu,
wybaw mnie w sprawiedliwości Twojej.
Nakłoń ku mnie Twe ucho,
pospiesz, aby mnie ocalić.

Bądź dla mnie skałą schronienia,
warownią, która ocala.
Ty bowiem jesteś moją skałą i twierdzą,
kieruj mną i prowadź przez wzgląd na swe imię.

Wydobądź z sieci zastawionej na mnie,
bo Ty jesteś moją ucieczką.
W ręce Twoje powierzam ducha mego:
Ty mnie odkupisz, Panie, wierny Boże.

Ja zaś pokładam ufność w Tobie, Panie,
i mówię: „Ty jesteś moim Bogiem”.
W Twoim ręku są moje losy,
wyrwij mnie z rąk wrogów i prześladowców.

Jakże jest wielka dobroć Twoja, Panie,
którą zachowałeś dla bogobojnych.
Okazujesz ją tym, którzy uciekają się do Ciebie
na oczach ludzi.

Błogosławiona jesteś, Panno Maryjo, która bez śmierci wysłużyłaś palmę męczeństwa pod krzyżem Chrystusa.

(J 19,25-27)
Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

lub:

(Łk 2,33-35)
A Jego ojciec i Matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. Symeon zaś błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu.

Itinerarium , , , , , ,

KRZYŻ NAD RĘKAMI I GŁOWAMI

kazanie na święto Podwyższenia Krzyża Świętego
wtorek 14 września 2010

Według jakichś badań (chodziło o młodzież), przeprowadzonych chyba w Niemczech, znak firmowy Coca – Coli, był bardziej rozpoznawalny niż krzyż.

Myślę, że w Polsce, z powodu zadym przed pałacem prezydenckim, krzyż może stać się znakiem walki, o ile już nie jest. Chciałbym, myślę, że nie tylko ja, ochronić wszystkie piękne rzeczy, jakie wyraża znak krzyża.

Najpierw ten krzyż, który kreślę nad złączonymi rękami nowożeńców, kiedy przysięgają sobie miłość do końca. Ten krzyż ma jeszcze bardziej złączyć ich życia, wzmocnić wzajemną miłość, chronić przed różnym złem. Wcześniej widuję, jak rodzice podają młodym drewniany zwykle, domowy, krzyż, do ucałowania. Ten znak, który chronił domy ich rodziców, ma teraz chronić ich przyszły dom.

Krzyż, który kreślę nad głowami spowiadających się, wyraża znowu wolność od win, daje nowy początek i chęć do ponownych zmagań o lepsze życie.

Krzyż, który kreślę nad chlebem i innymi potrawami, jako wyraz wdzięczności za każdy dar, jaki otrzymuję, a wierzę, że ostatecznie każdy jest od Boga.

Krzyż, o nakreślenie którego proszą mnie ci co udają się w długą, podróż, często wiążącą się z niepewnością. Niech Ten, co zna wszystko, będzie z tymi, którzy do końca nie wiedzą, co ich czeka.

I wreszcie ten krzyż, który wpisany jest w ciało każdego z nas. Głowa, niczym wierzchołek, nogi jak podstawa i rozciągnięte ręce, obejmujące całą szerokość życia.

We wszystkich tych sytuacjach, i wielu innych, krzyż kojarzy się z jakimś dobrem, ufnością, miłością. Takie sensy krzyża chciałbym ocalić.

LITURGIA SŁOWA

(Lb 21,4b-9)
W owych dniach podczas drogi jednak lud stracił cierpliwość. I zaczęli mówić przeciw Bogu i Mojżeszowi: Czemu wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy tu na pustyni pomarli? Nie ma chleba ani wody, a uprzykrzył się nam już ten pokarm mizerny. Zesłał więc Pan na lud węże o jadzie palącym, które kąsały ludzi, tak że wielka liczba Izraelitów zmarła. Przybyli więc ludzie do Mojżesza mówiąc: Zgrzeszyliśmy, szemrząc przeciw Panu i przeciwko tobie. Wstaw się za nami do Pana, aby oddalił od nas węże. I wstawił się Mojżesz za ludem. Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu. Sporządził więc Mojżesz węża miedzianego i umieścił go na wysokim palu. I rzeczywiście, jeśli kogo wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża miedzianego, zostawał przy życiu.

(Ps 78,1-2.34-38)
REFREN: Wielkich dzieł Boga nie zapominajmy

Słuchaj, mój ludu, nauki mojej,
nakłońcie wasze uszy na słowa ust moich.
Do przypowieści otworzę me usta,
wyjawię tajemnice zamierzchłego czasu.

Gdy ich zabijał, wtedy Go szukali,
nawróceni garnęli się do Boga.
Przypominali sobie, że Bóg jest ich opoką,
że Bóg najwyższy jest ich Zbawicielem.

Lecz oszukiwali Go swymi ustami
i kłamali Mu swoim językiem.
Ich serce nie było Mu wierne,
w przymierzu z Nim nie byli stali.

On jednak będąc miłosierny
odpuszczał im winę i nie zatracał,
gniew swój często powściągał
i powstrzymywał swoje wzburzenie.

(Flp 2,6-11)
Chrystus Jezus, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM – ku chwale Boga Ojca.

Uwielbiamy Cię, Chryste, i błogosławimy Ciebie, bo przez Krzyż twój święty, świat odkupiłeś.

(J 3,13-17)
Jezus powiedział do Nikodema: Nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

POZOSTAŁO PO BOGATYCH

Na terenach powodziowych na Powiślu, gdzie bywam ostatnio dość często, spotykam ślady pięknych dzieł, zrealizowanych przez dawnych, bogatych właścicieli tych ziem.

Ród Kleniewskich troszczył się o Powiśle od lat siedemdziesiątych XIX wieku, aż do roku 1946, kiedy zmarła p. Maria Kleniewska, a ich dobra przejęła tzw. władza ludowa. Po Kleniewskich pozostał kościół i cukrownia w Zagłobie (obecnie zakład przetwórstwa owoców), szkoła w Kluczkowicach (działa do dziś) czy wspomnienie Piastowej Chaty we Wrzelowcu, swoistego ludowego domu spotkań.

Po Firlejach, znanym rodzie zakorzenionym na północy Lubelszczyzny, pozostał zamek w Janowcu, część zamku w Dąbrowicy oraz Lubartów i miasteczko Firlej. Po Zamojskich, wiadomo, mamy m.in. Zamość i Zwierzyniec.

Po bogatych dawnych właścicieli tych ziem, pozostały pałace, kościoły, szkoły, piękne parki.

Dziś też mamy bardzo bogatych ludzi w naszym regionie. Co po nich pozostanie? Echo skandali, wpisy na blogach, wille otoczone murami z napisem, że teren jest strzeżony przez agencję ochrony?

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

Memento

W dość beznadziejnych, ale z mojej perspektywy całkiem fajnych (bo byłem młody) czasach PRL furorę robił pewien dowcip. Rzecz działa się w Czechosłowacji. Może nie wiecie, ale wtedy Czechy i Słowacja były jednym państwem.

I w tejże Czechosłowacji, na posiedzeniu biura politycznego komunistycznej partii pewien wiekowy towarzysz zasnął. – Pane Havranek, ne spite! My tu socjalizm budujemy! – potrząsnął śpiochem towarzysz-sąsiad. – Ja tam se ne boje, ja mam raka – odparł tow. Havranek.

Ja też się nie boję, bo mam 52 lata.

Ale gdybym był 30 lat młodszy, to bym się trochę bał.

Spoza kruchty , , , , ,