KRÓTKI WPIS O SZCZĘŚCIU

Sobota 27 września 2014

O szczęściu rzadko dziś się rozmawia, pisze, oczywiście poważnie. Nie wiem czy ktoś jeszcze sięga po wielostronicowy traktat prof. Władysława Tatarkiewicza („O szczęściu”). Autor rozpoczął nad nim pracę prawie 100 lat temu, w trakcie rewizji w czasie wojny (1944) niemiecki oficer wyrzucił rękopis dzieła do rynsztoka. Profesor wyjął ociekające gnojówką stronice, a potem przeredagował i dopisał różne kwestie, wreszcie książka ukazała się drukiem.

Oczywiście, dziś mało kto w poszukiwaniu szczęścia będzie sięgał po książki, raczej pojedzie w ciekawe miejsce na świecie. Znam takich, co wędrują z państwa do państwa, z miasta do miasta, trochę tak, jakby szczęście uciekało i trzeba było je gonić.

Przypomnę tylko, że w kwestii szczęścia nie wolno dać się oszukać. Ono jest dziś w każdym z nas. Żyjesz, masz chleb, dach nad głową, ludzi do których możesz mówić i słuchać, różaniec dzięki któremu jednoczysz się z Bogiem, niebo z którego raz parę kropel spadnie a raz kilka jesiennych liści. Szczęście.

Właśnie takim szczęśliwym ludziom dedykują dzisiejszy wpis.

Itinerarium

NA STADIONACH I AUTOSTRADACH

Piątek 26 września 2014

Niemal co drugi dzień czytam, że jakieś miasto czy region w Polsce (również Lublin) dokonały skoku cywilizacyjnego. Tak przynajmniej jest w tytułach. Potem okazuje się, że został oddany do użytku nowy odcinek autostrady czy ekspresówki albo że powstało lotnisko (w tym przypadku należy mówić raczej o „wzlocie cywilizacyjnym”) albo stadion.

Nie przekonuje mnie rozwój cywilizacji mierzony liczbą nowych dróg i innych obiektów. Po nowych drogach jeżdżą bezmyślni i szaleni kierowcy, zabijający co roku blisko 4 000 ludzi (tu jesteśmy daleko od średniej europejskiej). Na nowych stadionach dochodzi do bójek i zadym i jesteśmy jednym z ostatnich krajów w Europie, gdzie strach jest pójść z dziećmi na mecz.

Jak jeden człowiek staje się bardziej czuły, życzliwy i sprawiedliwy, cywilizacja rozwija się we właściwym kierunku. Najbardziej zaś rozkwita jeżeli trochę głębiej i goręcej kocha. Na drodze, w samolocie i na stadionie.

Itinerarium

WSZYSCY JESTEŚMY SAMOTNYMI WYSPAMI

Czwartek 25 września 2014

Znów się rozległ historii dzwon, Jugosławia umiera. Najstarsi czytelnicy Itinerarium nawet nie pamiętają, że tak rozpoczynał się protest song w wykonaniu słynnej kapeli rockowej (punk) z Ustrzyk, czyli KSU. To był rok 1993, niewyobrażalne rzezie niewinnych ludzi w Bośni i krajach powstałych po rozpadzie dawnej Jugosławii. Chłopaki z Ustrzyk Dolnych śpiewem protestowali przeciwko obojętności Europy i śmierci dziesiątków tysięcy ludzi. KSU ma w dorobku także piosenkę o Libanie – Bejrut, Trypolis, Sydon, Tyr się palą  – Kule, napalm, masakra, bomby wybuchają (1989). Chłopaki z Ustrzyk przejmowali się dramatem Libanu.

W jakimś stopniu o Bośni pamiętało też U2, śpiewając „Miss Sarajevo” (razem z Luciano Pavarottim). Bono zresztą wcześniej dedykował Lechowi Wałęsie i Solidarności „New Year’s Day” (rok 1983). Z kolei Sting w „They dance alone”  zajął się tragiczną dolą chilijskich wdów, których mężowie zginęli z rąk dyktatora Pinocheta. Szkoci z Simple Minds przypominali w „Mandela Day” o heroicznej walce Mandeli przeciw apartheidowi w RPA.

Dawne to czasy, dawne dzieje, ale tak było. Tak było, że chłopcy z Ustrzyk Dolnych pamiętali o Libanie i Bośni, a chłopcy z  Glasgow o czarnych Afrykanach. Dlaczego?

Nie znam dobrych piosenek, które jakoś mówiłyby o tragedii w Czeczeni, wojnie w Gruzji czy agresji Rosji na Krym i wschodnią Ukrainę. Słyszałem co Maleńczuk śpiewa o Putinie i Enej (z kompanią) w utworze „Brat za brata”.  Szkoda komentować.

Świat rozpadł się na fragmenty, wyspy, nie wiem czy cokolwiek jeszcze łączy nas ludzi. Zapadły mi w pamięci (i sercu) frazy, które mogą dziś wydać się kompletnie naiwne. Nigdy nie pytaj, komu bije dzwon, bije on tobie (Hemingway, „Komu bije dzwon”) – ja w to wierzę. „Nikt nie jest samotną wyspą” (Thomas Merton) – też w to wierzę.

Płaczcie z tymi, którzy płaczą, weselcie się z tymi, którzy się weselą (Rz 12,15). W to też wierzę. I praktykuję.

Itinerarium

PRZYSTĄP BLIŻEJ DO BOGA

Środa 24 września 2014

Każdy z nas, jeśli zechce szczerze przyznać, ma problem z Panem Bogiem. To co innego niż życie religijne, które może być obfite i nawet wyrafinowane. Ale Bóg? Jak to jest między mną a Nim? Liczba odmówionych modlitw nie jest całkiem bez znaczenia, ale nie mówi niczego o związku z Bogiem.

Znalazłem radę, zapisaną przez św. Jakuba, jak myślę wynikającą z jego doświadczenia. Przystąpcie bliżej do Boga, to i On zbliży się do was (Jk 4,8). Pan Bóg nie jest intruzem, nie przychodzi nieproszony. Przystąpcie bliżej. Inicjatywa, poruszenie, pierwszy krok, decyzja, to jest po naszej stronie. Przystąpcie bliżej do Boga, to i On zbliży się do was.

Samo wezwanie nie wystarcza, jak przystąpić bliżej do Boga? W lewo, prawo? Gdzieś wejść a może zejść? Co zrobić? Oczekujemy bardzo namacalnych podpowiedzi i chętnie zaangażujemy nogi czy ręce.

Banalnie zabrzmi, ale przekonany jestem, że znowu chodzi o ruch serca, który jest najtrudniejszy, trudniejszy niż aktywność mięśni czy warg.  Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych (Łk 21,34), ostrzega Chrystus. Jak się już objuczą tym wszystkim, nie drgną nawet ku Bogu. Więc jeśli bliżej Boga, to najpierw ruch w sercu.

 

Itinerarium

CZEREŚNI PRZY DRODZE JUŻ NIE MA

Wtorek 23 września 2014

W moim mieście wkrótce otwarty zostanie nowy stadion. To będzie zapewne ostatni moment, aby wspomnieć, że w tym miejscu przez wiele lat funkcjonowała lubelska cukrownia. Mija 120 lat od jej powstania. Wówczas był to efekt industrializacji i unowocześniania miasta i regionu. Dzisiaj znakiem nowoczesności jest powstający w tym miejscu stadion.

Za sto lat ktoś inny napisze może, że przyszedł czas, aby wyburzyć niefunkcjonalny stadion (dawniej cukrownia) i zastąpić go bardziej współczesnym obiektem. Obecnie żyjemy w epoce wielkiej wiary, że nowe jest lepsze i że dzięki nowym rzeczom będziemy bardziej szczęśliwi. Bo w końcu po co powstają nowe drogi, nowe chodniki, sklepy, galerie handlowe, lotniska, teatry i kina? Żebyśmy byli szczęśliwsi!

Jest taka ładna glosa w Ewangelii: Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare.(Mt 13, 52). Mądrość polega na umiejętnym pogodzeniu tego co nowe i dawne.

Lubię nowe drogi, ale wspominam z wielką sympatią drogę z dzieciństwa, do szkoły. Prawie trzykilometrowa szosa (słabej jakości) wysadzona była po obu stronach czereśniami. W czerwcowe popołudnia powrót ze szkoły ogromnie się wydłużał, żal było nie zasiąść na czereśni i nie kosztować soczystych owoców. Potem o te drzewa czereśniowe zaczęli się rozbijać coraz częściej pijani kierowcy na motorach i w samochodach, więc dla bezpieczeństwa wycięto przydrożny sad, całkowicie, dziś nie ma nawet śladu po pniach.

Wiara w szczęście płynące z nowych dróg, lotnisk i sklepów jest bardzo naiwna i bardzo powszechna. Zaufanie w nowość rozciąga się także na inne sfery ludzkiego życia. Popularne są nowe prawdy, nowe poglądy, nowe religie, nowe zachowania i nowe emocje. Przymiotniki „nowy”, „nowszy”, „najnowszy”, „najnowocześniejszy” zyskały status wartościujący, należy je czytać jako „lepszy”, „najlepszy”. Rzeczywiście widzę wiele nowych i nowszych rzeczy i idei, ale jeśli zadaję sobie pytanie czy są prawdziwe, dobre lub piękne, rzadko tak odpowiem. Przeciwnie wiele z tych nowości ma charakter dziwaczny, pokraczny, niesmaczny a nawet złowrogi.

Ojciec rodziny, mądry ojciec, wydobywa ze skarbca rzeczy nowe i stare, ale wszystkie są dobre, piękne i wartościowe. To stara (stara!) prawda, ale prawda. Dużo więcej warta niźli  ślepa wiara w nowe iluzje.

Itinerarium

TANIEC Z MATKĄ BOŻĄ

Poniedziałek 22 września 2014

Dawno temu – ale prawda – do jednego z klasztorów wstąpił prosty chłopak ze wsi. Zaczął przyglądać się życiu mnichów, słuchał ich miarowo odmawianych psalmów, w bezgłośnym zachwycie chłonął wspaniałe śpiewy, zwłaszcza te dedykowane Matce Bożej.

Po tygodniu prawie się załamał, psalmów nie znał, melodii utrzymać nie potrafił a z uczonych dysput nie rozumiał niczego. Wieczorem zszedł do klasztornej piwnicy i rozpłakał się. Podjął decyzję o opuszczeniu zakonu, ale na koniec postanowił zatańczyć. „Matko Boża, ja naprawdę umiem tylko tańczyć, więc przyjmij moje pląsy na Twoją chwałę!” Zaczęły się podskoki, obroty, wygibasy, skłony i przysiady. I to coraz szybciej. W pewnym momencie do tańca przyłączyła się nagle jakaś postać, a mnich bezwiednie ujął ją za rękę i tańczyli razem. „Przyjacielu, nikt tak pięknie mnie nie ugościł, dziękuję” – pożegnała się dama. Dopiero wtedy tancerz zobaczył, że jego partnerka ma nad głową znajomy wieniec z dwunastu gwiazd, że to sama Matka Boża.

Potem adept klasztorny uprosił mądrego przeora o specjalne prawo wychwalania tańcem Boga i Jego Matki. Tak spełniło się wezwanie z psalmu 150 – „Chwalcie Go tańcem!”.

Chwalmy Boga tym, co umiemy robić najpiękniej i ze szczerego serca. To największa radość dla Niego i dla nas.

Itinerarium

LUDZIE JEDENASTEJ GODZINY

Kazanie na 25 Niedzielę Zwykłą 21 września 2014

Kobieta próbuje pójść na odwyk, na razie się nie udaje. Mężczyzna ląduje kolejny raz w więzieniu, ale ma plan normalnego życia. Ona była piękną dziewczyną, teraz na twarzy ma strupy. On zawsze był dowcipnym chłopakiem, tarapaty jednak dopadały go wszędzie i zawsze. Znam ich oboje, mówię o nich więcej w kazaniu głosem – www.itinerarium.pl. Są ludźmi Jedenastej Godziny.

Ludzie Jedenastej Godziny, w życiorysach mają wpadki, spóźnienia, draki, wyroki, odsiadki, skandale i tragedie. Niektórzy się rozwiedli, inni przegrali z marihuaną, w żaden sposób nie pasują do przykładnych robotników w winnicy, którzy od początku skwapliwie pracowali nad swoim szczęściem. Dlatego zostali skreśleni przez ludzką sprawiedliwość. Dosadnie mówi się o nich „margines”, poprawnie „wykluczeni”.

Na szczęście Bóg wymyślił ostatnią szansę, „last minute”, Jedenastą Godzinę.

 

LITURGIA SŁOWA

 

 

(Mt 20,1-16a)
Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie najął. Rzekł im: Idźcie i wy do winnicy! A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych! Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty. Na to odrzekł jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.

(Iz 55,6-9)
Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko! Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a Ten się nad nim zmiłuje, i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu. Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi.

(Ps 145,2-3.8-9.17-18)
REFREN: Pan bliski wszystkim, którzy Go wzywają

Każdego dnia będę Ciebie błogosławił
i na wieki wysławiał Twoje imię.
Wielki jest Pan i godzien wielkiej chwały,
a wielkość Jego niezgłębiona.

Pan jest łagodny i miłosierny,
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich,
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.

Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach
i łaskawy we wszystkich swoich dziełach.
Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają,
wszystkich wzywających Go szczerze.

(Flp 1,20c-24.27a)
Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć. Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk. Jeśli bowiem żyć w ciele – to dla mnie owocna praca, co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć. Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść, a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, pozostawać zaś w ciele – to bardziej dla was konieczne. Tylko sprawujcie się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej.

(Dz 16,14b)
Otwórz, Panie nasze serca, abyśmy uważnie słuchali słów Syna Twojego.

 

Itinerarium

CZTERECH POLAKÓW PRZECIW UKRAINIE

Sobota 20 września 2014

Czterech polskich europosłów głosowało przeciwko ratyfikacji umowy stowarzyszeniowej pomiędzy Unią Europejską a Ukrainą. Nie chcieli zbliżenia Ukrainy i Europy. Przypomnę, że kijowski Majdan (i wszystko co potem działo się za naszą wschodnią granicą) był wielotysięcznym wołaniem Ukrainy o możliwość jedności ze strukturami europejskimi.

Przeciwko temu głosowali Polacy: Robert Iwaszkiewicz, Michał Marusik, Janusz Korwin Mikke i Stanisław Żółtek (wszyscy z Kongresu Nowej Prawicy).

Mam emocjonalny stosunek do dążeń Ukraińców. Niedawno po raz kolejny odwiedzałem ich kraj. Rozmawiałem z rodzinami zabitych na Majdanie i poległych w rejonie Donbasu.  Znam wielu Ukraińców, których marzeniem jest Europa. Dziesięć lat temu to marzenie było w wielu polskich głowach, spełniło się.

Doskonale wiem, że droga Ukrainy do Europy jest jeszcze daleka. Bardzo mi jednak nie po drodze z tymi, którzy nie chcą Ukrainy w rodzinie europejskich narodów. Jakoś przykro, że są wśród nich także Polacy.

Za umową stowarzyszeniową UE – Ukraina głosowało 535 europosłów, przeciwko – 127, wstrzymało się – 35. Szczegółowe wyniki głosowania:

http://www.votewatch.eu/en/term8-eu-ukraine-association-agreement-with-the-exception-of-the-treatment-of-third-country-nationals-lega.html#/##vote-tabs-list-3

Itinerarium

WOJTEK WALCZY O NOWE ŻYCIE

Piątek 19 września 2014

Z Lublina do Zgorzelca jest prawie 900 km. W niedzielę na tę trasę pójdzie Wojtek, młody chłopak, który właśnie otrzymał warunkowe zwolnienie z aresztu. Pójdzie, aby powalczyć o wolność i nowe życie. Jest po wyroku, weźmie udział w tegorocznej wersji programu resocjalizacyjnego pod nazwą „Nowa Droga”. Więcej o tym pisałem przed rokiem – http://itinerarium.pl/2013/12/13/900-km-po-nowe-zycie/#.VBs3YPl_vXU.

Dziesięciu chłopaków przeszło w ubiegłym roku szlakiem św. Jakuba owe 900 km, z Lublina do Zgorzelca. Co się dzieje z nimi teraz? Piszę z lekkim zafrasowaniem, ponieważ ogłaszanie stuprocentowego sukcesu ponoć dobrze nie wróży. Jednakże mogę z całą odpowiedzialnością poinformować, że żaden z owych dziesięciu nie wrócił (jak dotąd – i oby tak dalej) do przestępstwa. Niemal wszyscy podjęli już pracę, a jeden nawet został wybrany przez załogę brygadzistą w swoim zakładzie. Dał się polubić i jest cenionym pracownikiem.

W warunkach polskich 7 na 10 więźniów powraca za kraty, co wystawia słabe świadectwo działaniom podejmowanym na terenie zakładów karnych, pokazuje także toksyczny wpływ środowisk z których pochodzą skazani. Każdy pomysł, który obniża tę statystykę jest bezcenny.

Co się dzieje z młodymi więźniami w „Nowej Drodze”? Najpierw przygotowywani są w więzieniu do nowego wyzwania. Potem poznają swoich opiekunów, czyli osoby towarzyszące im w czasie trzydziestodniowego marszu. Dalej, przez 30 dni, bez względu na pogodę (deszcz, upał, wiatr), idą po 25 – 35 km. Od parafii do parafii, przez 9 diecezji. Idąc rozmawiają. O wszystkim. O życiu, rodzinie, marzeniach, Bogu, ludziach, pracy czy studiach, o seksie, przyjaźni, miłości, czyli o wszystkim. I tak przez 30 dni, razem prawie 900 km.  Przed wyjściem w drogę, w jej trakcie oraz po zakończeniu, byłych więźniów wspiera zespół kilku osób, w którym mam przyjemność uczestniczyć. Jeżeli więzień poradzi sobie z wyzwaniem długiego marszu, idzie na szkolenie zawodowe, potem na staż i w końcu do pracy.

Trzydzieści dni wędrówki to ogromne wyzwanie dla ciała i mięśni, trzeba pokonywać nie tylko kilometry ale przede wszystkim siebie samego. Trzeba poznać 30 nowych miejsc, kilkudziesięciu nowych ludzi. Taki forsowny marsz pozwala poznać siebie, przemyśleć życie, przymierzyć się do nowej perspektywy, uwierzyć w swoje możliwości (jak dam radę przejść 900 km, to i wszystko inne jest możliwe). Tak się zaczyna nowe życie.

Od prawie 2 000 lat miliony ludzi podejmowało i podejmuje pielgrzymkę, wędrówkę, właśnie po to, aby odnaleźć siebie, Boga i sens. Bardzo wielu się to udało. Wierzę, że Wojtkowi także się powiedzie.

 

Itinerarium

BÓG GOŚCIEM

Czwartek 18 września 2014

Święty Stanisław Kostka, patron polskiej młodzieży, ma dziś święto. Zupełnie nie wiem jak przedrzeć się do młodych polskich głów z ważnym przesłaniem, jakie niesie Stanisław.

Nie wymażemy z historii postaci młodego Polaka, choć moralne i religijne wzorce jego życia są dziś mało przekonujące – mdlał na dźwięk przekleństwa, długie godziny poświęcał modlitwie do Matki Bożej, solidnie podchodził do nauki (łacina, greka, niemiecki).

Poza szesnastowieczną ornamentyką („kiedy modlił się, twarz jego jaśniała tajemniczym blaskiem”), św. Stanisław świadczy o czymś co wydaje mi się szokujące. Szokujące, bo patron dzisiejszy miał osiemnaście lat, kiedy umierał. To, co mnie zachwyca – i czego jeszcze nie umiem – to absolutne zaufanie Bogu. Zachowania Świętego (konflikt z rodziną, trudna wyprawa przez Alpy z Wiednia do Rzymu) wynikały z gorącego pragnienia zjednoczenia z Bogiem.

Bóg, opowieść o św. Stanisławie jest w gruncie rzeczy opowieścią o młodym polskim chłopaku, którego zachwycił Bóg, o chłopaku, który dla Niego chciał zrobić wszystko. Gościł w swoim sercu Boga, co dziś wydaje się przenośnią lub truizmem.

No właśnie, Bóg. Bóg gościem mojego serca. Tak ważnym, słyszalnym i pewnym, że można Mu zaofiarować całe życie. Bóg gościem mojego serca. Zawsze można usłyszeć – „Dobrze się czujesz?”. Można też temu Bogu zaufać i pójść z Nim tam, gdzie On zaprasza.

 

Itinerarium