ZBAWIENNA OBECNOŚĆ

Piątek 17 października 2014
Wczorajszy dzień, rocznica wyboru Jana Pawła II, był ważny dla mnie, ważny także pewnie dla wielu z Was. Przyznaję, że ogromnie szybko te lata przeszły, najpierw z Papieżem żyjącym, teraz już ze świętym.
Przyznaję także (zabrzmi nieskromnie), że nie straciłem tego czasu. Przejęły mnie – na przykład – słowa Jana Pawła II z Ełku (1991): Na różnych miejscach bowiem cierpi człowiek i woła o człowieka. Potrzebuje jego obecności, jego pomocy. Jakże ważna jest ta obecność ludzkiego serca i ludzkiej solidarności. Tak jak potrafiłem i potrafię, staram się o obecność wśród tych, których głos słyszę i odbieram jako wezwanie. Tak robił Papież, stając w różnych miejscach, wtedy gdy odwiedzał Ali Agcę, zatrzymywał się przy osobach na wózkach inwalidzkich czy przytulał dzieci. No ale przecież to nie był teatr, jakieś zbijanie punktów popularności. To było naśladowanie Jezusa, który był z ludźmi i odpowiadał na ich wezwania.
Kiedy Jezus rozpoczynał swoją misję, posłużył się starym proroctwem Izajasza:

Duch Pański spoczywa na Mnie,
ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie,
abym ubogim niósł dobrą nowinę,
więźniom głosił wolność,
a niewidomym przejrzenie;
abym uciśnionych odsyłał wolnymi,
abym obwoływał rok łaski od Pana (Łk 4,18-19)

Swoją misję rozumiał i praktykował jako obecność wśród ludzi. Ktoś może z konsternacją powiedzieć – cóż to wielkiego? Myślę, że obecność, otwarta obecność, w której można tworzyć wspólnotę z innymi jest wielką sztuką. Co więcej, jest naśladowaniem Chrystusa. W tej „obecności ludzkiego serca” jest tajemnica sensu życia i miłości.
Jeżeli więc jakoś mogę wiernie iść za Janem Pawłem II (a z nim za Chrystusem), droga obecności otwartej wydaje mi się prosta i zbawienna.

Itinerarium

MŁOTEK ODCISKI POKOLENIE JP2

Czwartek 16 października 2014

 Wczoraj spotkaliśmy się w grupie wolontariuszy pracujących latem tego roku przy pomocy powodzianom w Serbii (pisałem o tym już wcześniej, relacja jest m.in. tu:

http://www.solidarity.com.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=257:solidarni-z-serbi). Ponad 30 wolontariuszy z naszego lubelskiego środowiska przygotowywało do remontu szkołę w Obrenovac. Studenci, strażacy z OSP (Niemce, Moszenki, Radawiec), uczniowie, pracownicy naukowi, skuwali tynki, zrywali zmurszałe podłogi, wynosili spleśniałe sprzęty, usuwali szlam. Dziś szkoła funkcjonuje już normalnie, chodzi do niej prawie 2 000 dzieci. Inni wolontariusze przyjmowali w Lublinie w czasie wakacji 40 dzieci z tej szkoły, dziatwa serbska do dziś wspomina czas spędzony w gościnnej Polsce.

Jako ludzie – a jeszcze bardziej jako chrześcijanie – potrzebujemy doświadczenia miłości bliźniego. Słusznie, bo to weryfikuje prawdę o naszym życiu i wierze. Czasem boję się jednak, że miłość bliźniego, solidarność, sprowadzać się mogą do wzruszeń (nawet mocnych), i mglistego współczucia. Nauczyłem się, że jeśli już ma to być miłość czy solidarność (a ja jeszcze nazywam to – za Janem Pawłem II – budowaniem Cywilizacji Miłości) potrzebuje bardzo twardych znaków. Skuta ściana pod remont (kto raz próbował, wie co to znaczy), taczka, młotek, łom. W „budowniczym” są to odciski, czasem zadrapania, draśnięcia. Jeszcze inaczej są to dni zabrane z urlopu czy wakacji, ufundowana benzyna, chleb kupiony komuś, dobre ubranie oddane bezdomnemu.

Dziś rocznica wyboru Jana Pawła II. Jego wezwanie do budowania Cywilizacji Miłości jest ciągle do odczytania i zrobienia. Twarde znaki miłości i solidarności, które angażują ciało, mięśnie, kieszeń, samochód, to znaki rozpoznawcze „Pokolenia JP2”.

 

Itinerarium

PIĘKNY SENS ZWYKŁYCH RZECZY

Środa 15 października 2014

 Codziennie ze sobą rozmawiamy, niekiedy wpadamy do siebie na imieniny. Udaje się nam zarejestrować początek jesieni, bliskość zimy i nadejście wiosny. Cieszymy się z domu i pracy. To z jednej strony.

Z drugiej – chorujemy, ostatnio coraz więcej. Nosimy w sobie niepokój o dzieci, rodziców. Dopadają nas smutki i lęki. Budzimy się z wyrzutami sumienia, dręczą nas grzechy. W głowach mamy pytania o sens życia i o to, co po śmierci. Czasem (lub częściej) brakuje nam pieniędzy. W marzeniach tęsknimy za nowym życiem.

Kocham klimat Ewangelii ponieważ jest bliski wszystkim moim ludzkim sprawom. Kiedy stykam się z reklamami, w mediach czy na bilbordach, mam wrażenie, że to nie mój świat. Słuchając polityków czuję się trochę głupio, niby mówią po polsku ale na pewno nie o polskich sprawach. Telewizja tonie w absurdach, które mnie nie bawią, w sumie podoba się pewnie sama sobie.

Wertując Ewangelię i przyglądając się spotkaniom i rozmowom Chrystusa, widzę, że chodzi o zwykłe ludzkie sprawy. Chrystus jest bardzo bliski ludzkim sprawom, radosnym i smutnym. Choroby, smutki, najważniejsze pytania, problemy rodzinne, spotkania międzyludzkie – to wszystko jest treścią Jego dialogów i działań. Czytając i rozmyślając nad Ewangelią czuję się w samym centrum życia, to są moje sprawy, codzienne, radosne i niepokojące, ale bliskie.

Pośród zwykłych spraw, w domu, pracy, na studiach, imieninach, przy ślubach i pogrzebach, idzie razem ze mną Chrystus. Dlatego to zwykłe życie ma tak piękny i głęboki sens.

 

Itinerarium

PIJANA POLSKA EBOLA

Wtorek 14 października 2014

Polowanie na ebolę trwa na całym świecie, moda przyszła też do Polski. Oczywiście zrobiliśmy to po swojemu. Jak niedawno przeczytałem omal nie zdiagnozowano tej epidemii u jednego gościa spod Sieradza. Już byśmy mieli swojego zarażonego, ale po dokładniejszych badaniach okazało się, że jest tylko nietrzeźwy. I to jest najgorsza polska ebola, takich zarażonych mamy chyba kilka milionów i to każdego dnia. No cóż, musimy dybać na inną okazję, aby ogłosić, że nie jesteśmy gorsi od reszty świata i też mamy ebolę. Czekam jeszcze kiedy na rynku pojawią się niezawodne (i drogie) szczepionki przeciw epidemii.

Współczesna ebola miała wcześniej kilka innych wcieleń, które dobrze pamiętam. Jeszcze słabym echem pobrzmiewa „afrykański pomór świń”, którym media straszyły nas kilka lat temu. Wcześniej były groźne grypy, świńska (A/H1N1) oraz ptasia, które miały zgładzić ludzkość z powierzchni ziemi. A jeszcze wcześniej przetrzebić miał nas wirus HIV.

Nie lekceważę epidemii, każda jest smutna, umierają ludzie. Niemniej, w Polsce w ubiegłym roku w wypadkach drogowych zginęło ponad 3 500 ludzi i jest to liczba zbliżona do ofiar eboli na całym świecie. Inne choroby, dobrze znane i leczone, co roku pochłaniają kilkukrotnie więcej ludzkich istnień.

Codziennie na świecie umiera z głodu ponad 30.000 ludzi, a półki sklepowe uginają się od wymyślnych smakołyków.

Cała obecna gonitwa za ebolą jeszcze raz potwierdza narastający odwrót od rozumu, musi być jakiś temat, najlepiej pachnący zgrozą, z mocnymi zdjęciami. Dziś jest to ebola, choć obok są ważne problemy, które dość łatwo, przy dobrej woli można rozwiązać.

Zalecałbym spokój, to tylko ebola. Albo nadmiar alkoholu we krwi.

Itinerarium

TO JEST SZCZĘŚCIE

Poniedziałek 13 października 2014

Życie nie ma sensu bez prostych i dobrych rzeczy, które każdego dnia możemy zrobić. Ale każdego dnia, wraz z umyciem zębów, trzeba też zrzucić z siebie lenistwo, obojętność i egoizm. Siedzą w nas mocno.

Co tam przyniesiemy dzisiaj ludziom? Smutek kaca po weekendzie? Opowieści z seriali? Komentarze do pierwszych objawów grypy?

Wiem, nie jesteśmy aniołami, ale każdemu spotkanemu dziś człowiekowi możemy dać dobre i proste rzeczy. Krótka lista: dobre słowa (nawet „dzień dobry”), ciepło w uścisku dłoni, jakiś żart z nadzieją w puencie albo niespodzianie zrobiona herbata bez powodu.

Oj, to szczęście! Oj, gdzie to szczęście? Proste i dobre rzeczy, to jest szczęście.

 

 

Itinerarium

BÓG RATUJE WBREW NASZEJ WOLNOŚCI

Kazanie na 28 Niedzielę Zwykłą

12 października 2014

 Z pozoru znajdziemy zgrzyt pomiędzy naszym obrazem Boga jako dobrego przyjaciela, wszystko rozumiejącego i wybaczającego a srogim królem, który stosuje metody siłowe, tak jak to czytamy dziś w Ewangelii.

Czasem przypominamy zdeterminowanego samobójcę, który w swojej wolności chce skończyć ze sobą. Bóg odcina sznur, ratuje, wbrew woli człowieka. Naganianie na ucztę to desperacki akt miłości Boga, który z lęku o los swoich dzieci, zabiera je niemal siłą z drogi zguby. Rodzice dobrze znają sytuacje, kiedy siłą odciągają dzieci od niebezpieczeństw, od rozgrzanych pieców, znad głębokich dołów, wyciągają z wiru wody lub odrzucają od gniazdka z prądem.

Zbawienie to najpoważniejsza sprawa naszego losu. Igramy z nim, niekiedy z lekceważenia, czasem z racji wrogości wobec Boga – o tym mówię w kazaniu głosem na www.itinerarium.pl. Bóg to widzi, a ponieważ nas kocha, również wtedy gdy zachowujemy się głupio, musi użyć siły. Na szczęście.

 

Liturgia słowa

 

 

(Mt 22,1-14)
Jezus w przypowieściach mówił do arcykapłanów i starszych ludu: Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę! Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich], pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego? Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych.

(Iz 25,6-10a)
Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarz wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody; raz na zawsze zniszczy śmierć. Wtedy Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza, odejmie hańbę od swego ludu na całej ziemi, bo Pan przyrzekł. I powiedzą w owym dniu: Oto nasz Bóg, Ten, któremuśmy zaufali, że nas wybawi; oto Pan, w którym złożyliśmy naszą ufność: cieszmy się i radujmy z Jego zbawienia! Albowiem ręka Pana spocznie na tej górze. Moab zaś będzie rozdeptany u siebie, jak się depcze słomę na gnojowisku.

(Ps 23,1-6)Refren: Po wieczne czasy zamieszkam u Pana

Pan jest moim pasterzem,
niczego mi nie braknie.
Pozwala mi leżeć
na zielonych pastwiskach.

Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwałę.

Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska
są moją pociechą.

Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów.
Namaszczasz mi głowę olejkiem,
obficie napełniasz mój kielich.

Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni życia.
I zamieszkam w domu Pana
po najdłuższe czasy.

(Flp 4,12-14,19-20)
Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia. W każdym razie dobrze uczyniliście, biorąc udział w moim ucisku. A Bóg mój według swego bogactwa zaspokoi wspaniale w Chrystusie Jezusie każdą waszą potrzebę. Bogu zaś i Ojcu naszemu chwała na wieki wieków! Amen.

(Ef 1,17-18)
Niech Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa, przeniknie nasze serca swoim światłem, abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania.

 

 

 

Itinerarium

SŁOWA DO ŻYCIA KONIECZNE

Sobota 11 października 2014

Nie pozwolił upaść żadnemu Jego słowu na ziemię. Tak napisano o proroku Samuelu (1 Sm 3,19). Nie pozwolił upaść żadnemu słowu Boga na ziemię, chwytał je i zatrzymywał w swoim umyśle, duszy, gdzieś w sobie.

Dziś deklaracja tego typu uznana byłaby za widzimisię nawiedzonego, kto chwyta słowa Boże i jak? Nawet Norwidowskie „Przez wszystko do mnie przemawiałeś – Panie” (całość na końcu) pachnie trikiem poetyckim.

Z drugiej strony, w potokach słów, codziennie zalewających nasze uszy, oczy i głowy, zgłodniali jesteśmy innego Słowa, pełnego znaczenia, piękna, inspiracji, słowa, które jest prawdą i mocą. Nosimy też ukrytą pretensję, że Bóg milczy.

Recepty niezawodnej na spotkanie ze Słowem Boga nie ma. Ja sam, pewnie i wielu z nas, codziennie staram się słuchać Go przez lekturę Pisma. Słucham także uważnie ludzi, lubię słuchać ludzi. Lubię także ciszę, ta w poranki jest bardzo czysta, choć nie milcząca. I nie unikam kontaktu ze swoimi myślami, na zasadzie pogadania ze sobą samym.

Recepty niezawodnej nie ma, ale szukać warto. Innego Słowa, które jest prawdą i mocą. Potrzebuję takich słów, aby żyć.

 

 

Przez wszystko do mnie przemawiałeś – Panie,

Przez ciemność burzy, grom i przez świtanie;

Przez przyjacielską dłoń w zapasach z światem,

Pochwałą wreszcie – ach! – nie Twoim kwiatem…

 

I przez tę rozkosz, którą urąganie

Siódmego nieba tchnąć się zdaje – latem –

I przez najsłodszy z darów Twych na ziemi,

Przez czułe oko, gdy je łza ociemi;

Przez całą dobroć Twą, w tym jednym oku,

Jak całe niebo odjaśnione w stoku!…

 

Przez całą Ludzkość z jej starymi gmachy,

Łukami, które o kolumnach trwają,

A zapomniane w proch włamując dachy,

Bujnymi z nowa liśćmi zakwitają.

Przez wszystko!…

 

Panie! – ja nie miałem głosu

Do odpowiedzi godnej – i – milczałem:

Błogosławionym zazdrościłem stosu

I do Boleści jak do matki drzałem –

I jak z bliźnięciem zrosły w pół z Zapałem,

Na cztery strony świata mając ramię,

Gdy doskonałość Twą obejmowałem,

To, jedno słowo, wyjąknąwszy: “kłamię“,

Do niemowlęctwa wracam…

 

Jestem znamię!…

Sam głosu nie mam, Panie – dałeś słowo,

Lecz wypowiedzieć któż ustami zdoła?

Przez Ciebie prochów stałem się Jehową,

Twojego w piersiach mam i czczę anioła –

To rozwiąż jeszcze głos – bo anioł woła.

 

Itinerarium

NATURALNE GRY SZATANA

Piątek 10 października 2014

Szatan jest istotą inteligentną, tak myśli i pisze o nim tradycja. Jego pokusy muszą być niewinne i mieć pozór dobra, abyśmy z nich skorzystali. Widły czy kocioł ze smołą to żadne atuty i raczej śmiech niż strach.

Rezygnacja czy ucieczka często zdają się być naturalną reakcją na zmęczenie, ból, strach czy jakieś niepowodzenia. Perspektywa ulgi, oddechu jest kusząca. Napisałem „kusząca” dlatego, że pokusa musi być niewinna, musi mieć pozór jakiegoś dobra.

Przestrzenie naszych rezygnacji i ucieczek są różne. Rezygnujemy z modlitwy, z podjętych zobowiązań, z troski o relacje z ludźmi. Uciekamy od małżonków czy rodzin, niekiedy za granicę. Przyznajmy, zawsze pojawi się milion dobrych argumentów za rezygnacją czy ucieczką. Nierzadko powiemy, że było to „najlepsze wyjście”.  Z pola widzenia znika nam człowiek o którego walczyliśmy, świętość do której dążyliśmy, jakieś dobre dzieło, teraz już zaniechane.

Tradycja duchowości podpowiada „badanie myśli” – „wszystko badajcie, a co szlachetne zachowujcie” (1 Tes 5,21). Przegląd myśli, pragnień, marzeń, dążeń, pozwala zawczasu dostrzec małe i niewinne zwątpienia, chęci rezygnacji, początki ucieczek. Wielkie mury pękają od pierwszych, miniaturowych rys.

Małżeństwa nie rozpadają się nagle, nienawiść nie jest gromem z nieba, dla przykładu. Pierwsze zwątpienia, gesty rezygnacji, świetnie zamaskowane przez szatana jako naturalne odruchy, zrodzą w końcu wielkie straty w naszym życiu. Wszystko badajcie!

Itinerarium

ZBUKI MEDIALNE

Czwartek 9 października 2014

Zdarza  mi się coraz częściej, że przerywam lekturę artykułu czy informacji, kiedy natykam się na zbuka. Nie wiem czy teraz inaczej mówi się niż zbuk, dawniej było to po prostu zgniłe jajo, absolutnie szkodliwe i na dodatek śmierdzące.

Ponad ćwierć wieku doświadczenia medialnego pozwala mi podzielić się z wami radą, co omijać i dlaczego. Podaję teraz krótką listę najczęstszych zbuków podkładanych nagminnie i bezkarnie przez media:

 

– „w opinii specjalistów”

– „zdaniem ekspertów”

– „wedle dobrze poinformowanych źródeł”

– „obserwatorzy mówią”

– „znawcy tematu uważają”

 

W każdym z tych przypadków mamy do czynienia z medialną pianą, ponieważ nie istnieją szkoły czy uczelnie kształcące ekspertów, obserwatorów lub znawców. Takimi mogą stać się osoby, które podjęły trud solidnego kształcenia albo zdobyły doświadczenie dzięki długiej pracy. Jeżeli przy „ekspercie” pojawia się informacja, że ktoś jest profesorem renomowanej uczelni (w Polsce tych uczelni jest najwyżej 5), badaczem w jakiejś dziedzinie albo doświadczonym praktykiem, zgoda. Da się ich łatwo policzyć. Kiedy czytam, że coś jest „zdaniem ekspertów” albo „opinią specjalistów”, chcę wiedzieć kto się za tym kryje i że jego dorobek predestynuje go do roli komentatora.

Tak zwane „dobrze poinformowane źródła” de facto nie istnieją i dobre szkoły dziennikarskie zabraniają używania tego typu określeń. Śmiech, smutny śmiech mnie ogarnia, jeśli ktoś wzmacnia tekst argumentem typu „obserwatorzy mówią” albo „znawcy tematu uważają”. Niespecjalnie znam reguły mianowania na „obserwatorów” (prócz tych co śledzą ruch gwiazd w obserwatoriach) lub „znawców”. Kilkanaście lat temu jeden z najpoczytniejszych polskich brukowców zatrudniał na pół etatu pana Józia, wytrawnego piwosza ze stolicy, który czytał teksty przed drukiem. Jeśli się uśmiechnął, znaczy że zrozumiał, a jak zrozumiał pan Józio to pół Polski także mogło zrozumieć. I to był faktyczny „znawca tematu”, nawet wszystkich „znawca tematów”.

Należę do tego gatunku, który ceni jeszcze prawdę i mądrość. I takie mam oczekiwanie wobec mediów. Najpierw, że przekażą sprawy prawdziwe (pomijając wątpliwe lub tylko prawdopodobne – pamiętacie jeszcze „wyroby czekoladopodobne”?), a potem, że wyjaśnią te trudne i bardziej złożone.

Gorąco polecam omijanie „opinii specjalistów”, „zdań ekspertów”, „znawców”, „obserwatorów” i „dobrze poinformowane źródła”. Są to byty podobne do potwora z Loch Ness, Yeti i gruszek rosnących na wierzbach. Polecam omijanie zbuków, szkodzą i źle pachną.

Itinerarium

KONFITURY Z SERCEM

Środa 8 października 2014

Trochę przypadkowo zostałem zaproszony niedawno na kolację. Nie było frykasów, jakiś nabiał, chleb, konfitury, herbata. Przede wszystkim była rozmowa, żarty, wspomnienia. A pomiędzy tymi różnymi rzeczami, a może w środku każdej z nich, była rzecz dawna ale piękna. Serdeczność.

Poszedłbym w poezję próbując opisać czym się różni kolacja z serdecznością od kolacji zwykłej. Różni się całym wachlarzem smaków, odcieni i prądów międzyludzkich. Na tych serdecznych pojawiają się słowa, frazy i zdania nieobecne na co dzień. Kolacje w restauracjach, obsługiwane nawet przez znakomity personel, rzadko stają się serdeczne.

Serdeczne powitanie, serdeczne pożegnanie, serdeczne przyjęcie, spotkanie, rozmowa. Na pewno każdy z nas ma doświadczenie takich przeżyć. Boję się, że są coraz rzadsze, a słowo „serdeczny” matowieje i odrywa się od rzeczy.

Jak się wkłada serce w kanapki z serem i konfiturami? Jak serce słodzi herbatę? Jak się serce dodaje do słów i zdań? Do uścisku rąk i spojrzeń? Do maili i smsów? Zapewne znakomicie to wiecie. Wszystkich czytelników pozdrawiam. Serdecznie, bardzo serdecznie.

 

Itinerarium