SZCZĘŚLIWI LUDZIE W BIESZCZADACH

Czwartek 17 września 2015

Wiele lat temu, kiedy jeszcze były egzaminy na studia, pewna adeptka politologii z okolic Baligrodu postanowiła spróbować sił na Uniwersytecie w Warszawie. Na ustnym egzaminator zapytał o główne doktryny polityczne. Dziewczyna, ponoć piękna, uśmiechała się i kręciła głową, dając do zrozumienia, że nie wie o co chodzi.

– No, nie słyszała pani … Liberalizm … Konserwatyzm …

– Nie, panie profesorze.

Profesora zamurowało, ale daje następną szansę:

– No dobrze, a na przykład, podstawowe różnice między lewicą a prawicą, hm?

– Ja nie wiem, panie profesorze ..

Egzaminator oniemiał na chwilę i dorzucił ostatnie pytanie:

– A może…, może… Co pani mówią nazwiska Marks, Engel …?

– Słyszałam, że tacy byli, ale nic więcej nie wiem – szczerze odrzekła dziewczyna i nadal bardzo wdzięcznie się uśmiechała.

Profesora nagle olśniło i zmienił front:

– Jak pani ma na imię?

– Agnieszka, panie profesorze!

– A … Skąd pani jest?

– Z Bieszczadów panie profesorze! – z entuzjazmem odpowiedziała Agnieszka.

Profesor zapalił papierosa (wtedy to była rzecz normalna), podszedł do otwartego okna, zaciągnął się (głęboko, wiadomo!) i sam do siebie wyrzekł myśl i marzenie:

– A może by tak, rzucić to wszystko i pojechać w te Bieszczady?

Bardzo proszę wszystkich czytelników, którzy znają tę humoreskę, aby nie dopisywali, co w oryginale powiedział profesor, bo mogą to czytać ludzie bardzo młodzi. Tak, tyle w ramach przypomnienia dawnego żartu.

Kilkanaście dni temu – i to już żart nie jest – tuż po referendum rozmawiałem w gronie kilku osób o tym, co zaszło. I wtedy chłopak, już sporo po trzydziestce, zapytał:

– Referendum? Było jakieś referendum? Naprawdę?

Okazało się, że nie słyszał. Szczęśliwy człowiek! Widzicie, kiedyś byli szczęśliwi ludzie (w Bieszczadach) i dzisiaj są, w Lublinie!

 

 

Itinerarium

ŚMIAŁO SIOSTRY I BRACIA

Środa 16 września 2015

Kiedy św. Paweł wyruszał na proces do Rzymu, zresztą z burzliwymi przygodami morskimi (Dz Ap 27-28), nocą ukazał mu się Pan ze słowami: „Nie bój się Pawle, musisz stanąć przed Cezarem.”

Cała historia zbawienia usiana jest Bożym wezwaniem: „Nie bój się, nie lękaj się!” Usłyszeli to prorok Izajasz i Jeremiasz, tuż przed podjęciem swoich trudnych misji, to samo słyszy Maria w chwili zwiastowania i apostołowie po Zmartwychwstaniu Jezusa. Po tym już szli, głosili prawdę, umierali za nią, zmieniali świat.

Macie różne swoje trudne chwile, chwieje się małżeństwo, dzieci świrują, idziecie na dwa pogrzeby w ciągu tygodnia, kredyty budzą was o świcie, drżycie o to, co powie lekarz po badaniach, na koncie ruch tylko w stronę „zapłać”, spodziewacie się tekstu „Nie możemy przedłużyć umowy”. Tak, to są bardzo trudne chwile.

To są chwile najbliższe Bogu, który przychodzi wtedy z mocą. Bogu najbliższe są chwile naszego lęku. Śmiało siostry i bracia!

 

Itinerarium

BOLESNE MATKI DO KOŃCA ŻYCIA

 

Wtorek 15 września 2015

Panią Mariannę spotkałem w poczekalni więzienia. Czeka się tam zwykle długo zanim klawisz wyczyta numer, rzadziej nazwisko oczekującego, potem można iść na widzenie. Więzienne poczekalnie tym się różnią od tych do lekarza, że w pierwszych mało się rozmawia, a już na pewno nie o tych, do których się przyszło. Chyba, że ludzi jest mało i trafi się ksiądz, któremu szeptem można coś opowiedzieć. I tak usłyszałem o Mirku, którego nie upilnowała. Miał silną rękę, kilka razy zmienił fizjonomię rywali w bójce, uzbierało się tego tyle, że dostał sześć lat. Matka odwiedza go dwa razy w miesiącu, na tyle prawo pozwala. Traci cały dzień, bo musi dojechać 130 km, z dwoma przesiadkami.

– Wie ksiądz, nie jest to miłe, ale co robić? Matką się jest do końca życia.

Pani Marianna modli się, żeby Mirek sprawował się dobrze, bo wtedy może przeniosą go do zakładu półotwartego i będzie go odwiedzać trzy razy w miesiącu, tak mówią przepisy.

Dziś jest święto Matki Boskiej Bolesnej, tej spod krzyża. Tej, która tak jak pani Marianna poszła za Synem do końca. Gdziekolwiek ten koniec jest, matki bolesne idą za dziećmi.

Andrzej pochodzi z bardzo porządnej i pobożnej rodziny. W którąś sobotę wziął od ojca samochód, pojechał na dyskotekę, wypił kilka kieliszków, wracał po pijanemu. Była kraksa, zginęły dwie osoby. W wieku 22 lat dostał cztery i pół roku odsiadki. Ojciec powiedział, że nie chce go znać, bo zniszczył dobre imię rodziny. Wymyślił legendę, że Andrzej wyjechał na zmywak do Londynu. Nie odwiedził syna ani razu, póki był w więzieniu. Po ponad dwóch latach Andrzej wyszedł na zwolnienie warunkowe, teraz sobie jakoś układa życie.

Matki zostają matkami do końca życia, jak Maryja. Pod krzyżem nie było jednak św. Józefa, może dlatego ojcowie nie mają się od kogo uczyć.

 

Itinerarium

KRZYŻYK NA USZACH I NOGACH

Poniedziałek 14 września 2015

Podczas jednej z misji, jaką krótko pełniłem poza Polską, poproszony zostałem o udzielenie sakramentu Namaszczenia Chorych pani w bardzo podeszłym wieku. Kiedy namaściłem znakiem krzyża jej ręce i czoło – zgodnie z rytuałem – poprosiła jeszcze o namaszczenie nóg. Zdziwiłem się, ale obecna przy tym siostra zakonna powiedziała, że pani jest „starej daty” i mogę namaścić jej stopy, taka tradycja tam jeszcze obowiązywała. Rzeczywiście, jeszcze 40 lat temu namaszczenia dokonywano w sześciu miejscach: oczy, uszy, nozdrza, usta, ręce i nogi.

Biorąc w nawias powody zmian, myślę, że była w tamtym rycie pewna piękna myśl, przyzywanie Chrystusa w znaku krzyża i oleju we wszystkie ważne wymiary ludzkiego życia – do tego co widzimy (oczy), co słyszymy (uszy), co czujemy (nozdrza), co smakujemy i mówimy (usta) i co czynimy (ręce, nogi).

Raz spotkałem się ze znakiem krzyża w sytuacji, która mnie zachwyciła. Dziewczyna nakreśliła krzyżyk na głowie swojego chłopaka przed wyjazdem w dość długą służbową podróż. I chyba ten znak wyrażał wówczas bardzo wiele: niech Cię prowadzi Chrystus, bądź bezpieczny, będę o tobie pamiętała i kocham cię.

Do dzisiaj pamiętam krzyżyki, którymi na czole błogosławiła mnie babcia, dodając: „Jedź i wracaj!”. Z radością też błogosławię tym znakiem każdego kto mnie o to prosi.

Namawiam każdego z was do tego błogosławieństwa, możecie je czynić bez żadnych święceń, macie do tego prawo będąc rodzicami, dziećmi, wychowawcami, małżonkami czy przyjaciółmi. Jest w tym geście dobra moc, najprostsze wyznanie wiary, streszczenie modlitwy i skromny udział w Wielkiej Miłości Chrystusa, spełnionej w krzyżu na Golgocie.

Dziś Święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Ewangelia:

Jezus powiedział do Nikodema: Nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.

(J 3,13-17)

 

Itinerarium

ZE ŚLEPYM I ŁOTREM MI PO DRODZE

Kazanie na 24 niedzielę zwykłą 13 września 2015

Dosyć dużo przeczytałem o Jezusie, sporo o Nim słuchałem na wykładach, sympozjach. Napisałem również sam wiele zdań o Nim i wygłosiłem setki kazań o Nim. Codziennie wypowiadam Jego Imię w moich modlitwach. Często ludzie chwalą Jego Imię na mój widok -„Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!” – co zwykle trochę mnie peszy, ponieważ znam wielu ludzi, którzy nie noszą sutann i habitów, a zrobili dużo więcej dla Niego niż ja (choć też się staram).

To kim jest dla mnie Jezus? Nie będę się chwalił ile razy przeczytałem to, co On powiedział i zrobił, ani tym co o Nim napisali teologowie przez ostatnie 2000 lat, a co przeczytałem.

Odnajduję się przy Nim najbardziej na podobieństwo dwóch bohaterów, opisanych w Ewangelii. Najpierw jest to niewidomy żebrak pod Jerychem, który woła:

„Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Ci, co szli na przedzie nastawali na niego, żeby umilkł, lecz on jeszcze głośniej wołał: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”

Wiem, kim jestem i jaki jestem i mam nadzieję, że Jezus słyszy moje wołanie, tak jak usłyszał wołanie anonimowego niewidomego żebraka pod Jerychem. To dotyczy mojego życia tutaj.

I druga sytuacja, o czym pisałem kilka razy tutaj, to wołanie Dobrego Łotra (nadano mu później imię Dyzma i nawet kanonizowano):

„Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swojego Królestwa”. Jezus mu odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju”.

Zupełnie świadomie obrałem sobie Dobrego Łotra za patrona  (nie zdołam chyba tylko dogonić go pod względem „złoczyństwa”, choć jeszcze pewnie parę lat życia przede mną …). Ta sytuacja odsyła mnie do życia wiecznego, które nie zależy ode mnie. Od Niego, a ja mogę tylko o nie prosić. Mam nadzieję, że się uda.

Liturgia Słowa

   
 

 

Słowa Ewangelii według św. Marka. Jezus udał się ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową. W drodze pytał uczniów: “Za kogo uważają Mnie ludzie?”

Oni Mu odpowiedzieli: “Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków”.

On ich zapytał: “A wy za kogo Mnie uważacie?”

Odpowiedział Mu Piotr: “Ty jesteś Mesjaszem”. Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili.

I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. A mówił zupełnie otwarcie te słowa.

Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: “Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie”.

Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: “Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, ten je zachowa”.  Mk 8, 27 – 35

 

 

Czytanie z Księgi proroka Izajasza. Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem. Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem.

Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam. Blisko jest Ten, który mnie uniewinni. Kto się odważy toczyć spór ze mną? Wystąpmy razem! Kto jest moim oskarżycielem? Niech się zbliży do mnie! Oto Pan Bóg mnie wspomaga! Któż mnie potępi?

Iz 50, 5-9a

 

 

Refren: W krainie życia będę widział Boga.

 

Miłuję Pana, albowiem usłyszał *

głos mego błagania,

bo skłonił ku mnie swe ucho *

w dniu, w którym wołałem.

Refren: W krainie życia będę widział Boga.

 

Oplotły mnie więzy śmierci, †

dosięgły mnie pęta otchłani, *

ogarnął mnie strach i udręka.

Ale wezwałem imienia Pana: *

“O Panie, ratuj me życie!”

Refren: W krainie życia będę widział Boga.

 

Pan jest łaskawy i sprawiedliwy, *

Bóg nasz jest miłosierny.

Pan strzeże ludzi prostego serca: *

byłem w niewoli, a On mnie wybawił.

Refren: W krainie życia będę widział Boga.

 

Uchronił bowiem moją duszę od śmierci, *

oczy moje od łez, nogi od upadku.

Będę chodził w obecności Pana *

w krainie żyjących.

Refren: W krainie życia będę widział Boga.

 

 

Czytanie z Listu św. Jakuba Apostoła. Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy sama wiara zdoła go zbawić? Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: “Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta”, a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała, to na co się to przyda?

Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie. Ale może ktoś powiedzieć: “Ty masz wiarę, a ja spełniam uczynki”. Pokaż mi wiarę swoją bez uczynków, to ja ci pokażę wiarę ze swoich uczynków. Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz, lecz także i złe duchy wierzą i drżą.

 

 

 

Alleluja, alleluja, alleluja.

Nie daj, Boże, bym się miał chlubić z czego innego,

jak tylko z Krzyża Chrystusa,

dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie,

a ja dla świata.

 

Alleluja, alleluja, alleluja.

 

 

Itinerarium

DOŁOŻĘ SIĘ DO BUDOWY MECZETU

Sobota 12 września 2015

 Nie wiem ile czasu macie w sobotę, może trochę więcej. Może dlatego przeczytacie dlaczego dołożę się do budowy meczetu w Lublinie. A wywiad, którego udzieliłem ukaże się albo nie ukaże.

– Czy twoim zdaniem Polska powinna przyjmować uchodźców?

Bezzasadna jest w tym momencie dyskusja czy przyjmiemy czy nie przyjmiemy uchodźców i imigrantów. Już ich mamy i będziemy mieli coraz więcej. Nie ma żadnego sposobu na zatrzymanie tego zjawiska. Żaden kraj do którego chcieli się dostać uchodźcy (lub przez teren którego chcieli przejść) nie poradził sobie z ich napływem. Rio Grande, oddzielająca USA od reszty Ameryki, to zdawałoby się najlepiej strzeżona granica, z zasiekami z drutu kolczastego, patrolami na motorach i koniach, a nawet z jadowitymi wężami w korycie rzeki, mającymi śmiertelnie kąsać przybyszów z Południa. Ładnie o tym nawet zaśpiewał 20 lat Bruce Springsteen w Across The Border”. Pomysłowość uciekinierów jest coraz większa: tunele pod rzeką, katapulty przerzucające ludzi wyposażonych w spadochrony nad rzeką, loty szybowcami, nieuchwytnymi dla radarów. Exodus Latynosów trwa a w USA trwają dyskusje co robić z imigrantami, a nie jak ich zatrzymać.

– Nie da się zatrzymać fali uchodźców do Europy i Polski?

Żeby w miarę skutecznie zahamować napływ uchodźców, trzeba do nich strzelać i zabijać ich przy granicach. Ale to już przerabialiśmy w przypadku Muru Berlińskiego i nie chcielibyśmy do tamtych czasów wracać. W Murze Berlińskim zamontowano, oprócz linii wysokiego napięcia i drutu kolczastego, szybkostrzelne karabiny maszynowe, uruchamiane na fotokomórkę. Ginęli ludzie, masowo ginęły także wiewiórki, nieświadome pułapki przy wędrówce z jednego Berlina do drugiego. Pomimo tych pomysłów i tak kilkaset Niemców zamieniło Wschód na Zachód. Na własne oczy widziałem Mur Berliński i Rio Grande, wiem, co mówię.

– Dlaczego uchodźcy chcą przyjeżdżać do Polski?

Polska jest w tej części świata, w której chce się znaleźć wielu imigrantów, mniej na stałe, więcej na krótko, tranzytem na Zachód. Nic na to nie poradzimy. Nie mielibyśmy większego problemu, gdyby Polska graniczyła z Etiopią i Erytreą (choć i tam przybywają uciekinierzy z Somalii i Sudanu). Problem napływu uchodźców dotyczy krajów bogatych, a takim jesteśmy (dzięki Bogu).

– Nie stać nas na przyjmowanie imigrantów.

Absurdem jest opowiadanie, że 2 tysiące, 5 tysięcy czy 50 tysięcy uchodźców to liczby nie do udźwignięcia dla naszego kraju. W latach 1991- 1992 i w r. 2008, maleńka, ledwo 4-milionowa Gruzja przyjęła na swoim terytorium blisko 300 tysięcy uchodźców z Abchazji i Osetii Południowej, po konfliktach z Rosją. Środkowa i Zachodnia Ukraina pomieściły już 1 600 000 uchodźców z Donbasu. Oczywiście, w jednym i drugim przypadku chodziło o IDP (Internal Displaced Persons), czyli tzw. „uchodźców wewnętrznych”. Przytaczam te fakty, aby zrozumieć, że problem nie leży w liczbach, w możliwych dziesiątkach tysięcy uchodźców w naszym kraju. Znów odwołam się do doświadczenia, byłem wielokrotnie  w ośrodkach dla uchodźców w Gruzji i na Ukrainie, wiem, że można – w razie potrzeby – pomieścić każdą liczbę uchodźców.

– Nie jesteśmy przygotowani na przyjęcie uchodźców.

Prawdą jest, że jako społeczeństwo, nie jesteśmy przygotowani do przyjęcia uchodźców, a wina leży równo po stronie wszystkich opcji partyjnych. Kilkanaście razy podejmowałem rozmowy z politykami, również posłami, senatorami i marszałkami naszego Sejmu czy Senatu, zwracając uwagę, że nie mamy przemyślanej polityki wobec imigrantów. Zawsze słyszałem argumenty, że „nie teraz”, bo „atakuje nas PiS”, „atakuje nas PO”, „koalicja nam się rozpada”. Państwo, od ponad 20 lat, kiedy pojawili się u nas pierwsi uchodźcy z byłej Jugosławii, nie zajęło się właściwie zjawiskiem. Za to, zdaliśmy egzamin jako ludzie i społeczeństwo. Udało nam się dobrze przyjąć kolejne grupy – jasne, że jak dotąd nieliczne – kolejnych fal imigrantów. Najpierw, dla przykładu, w czasie wojny domowej w Grecji i zaraz po niej, do Polski przyjechało ponad 10 000 Greków i Greczynek (koniec lat 40-tych). Dzięki nim śpiewa do dziś w Polsce Eleni, powstała świetna ongiś grupa muzyczna SBB (z Apostolosem Anthimosem) i mogliśmy słuchać głosu jednej z Filipinek (girls band z lat 60-tych), Niki Ikonomu, sieroty i wychowanki Domu Dziecka w Policach. Dobrze przyjęliśmy Bośniaków od roku 1992 (również muzułmanów), niektórzy np. dotąd mieszkają w Lublinie. Od roku – mniej więcej – 1998 przez nasz kraj przewinęły się tysiące Czeczenów, Inguszów i Dagestańczyków (po wojnach z Rosją), również muzułmanów. Niewielka część z nich osiadła w Polsce i na Lubelszczyźnie. Nie towarzyszyły temu jakieś szczególnie przemyślane działania państwa polskiego, ale znakomicie spisywali się i spisują Polacy, sąsiedzi, znajomi tych ludzi i rodzin.

– Powinniśmy zatem przyjmować uchodźców?

Jedynym poważnym pytaniem dzisiaj jest nie to czy przyjmiemy uchodźców – i tak są i będą – ale czy chcemy ich przyjąć i jak możemy ich przyjąć. To, że nie chcemy – przynajmniej duża część społeczeństwa – jest zrozumiałe. Przez ponad 40 lat rządów komuny Polska stała się krajem „homogenicznym”, tzn. wydalono z naszych granic Niemców (do Niemiec) i Ukraińców (za San i Bug), ewentualnie spolonizowano ich. Los Żydów jest nam wszystkim znany. Stąd też wyrosły pokolenia, które nie żyły nigdy obok ludzi o innych wierzeniach, zwyczajach i tradycjach. Nowa sytuacja rodzi nowe lęki.

Polacy dobrze spisywali się i spisują nadal wobec sytuacji nagłych, które stają się dla nich wyzwaniem. Dlatego jestem pewien, że jako ludzie, Polacy, chrześcijanie, przyjmiemy bardzo serdecznie wszystkich uchodźców i imigrantów, jak to czyniliśmy dotychczas.

– W mediach można trwa batalia odnośnie uchodźców …

Męczy mnie medialna hucpa, zwłaszcza w wykonaniu Gazety Wyborczej, odnośnie rzekomej polskiej niechęci do uchodźców. Dziennikarze tego medium są niedoinformowani (zresztą coraz mniej tam dobrych piór, za to ideologów nadmiar). Nie wiedzą, że w Polsce istnieje wiele struktur doskonale zajmujących się imigrantami.

Nie chcę wybiegać daleko, od ponad 15 lat uczestniczę w różnych formach troski o przybyszów (w imię ewangelicznej zasady Chrystusa „Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie” – Mt 25). Takie pomysły jak – spotkania z uchodźcami i wzajemne poznawanie się , zorganizowanie ekip, które uczą przybyszów podstaw języka polskiego, organizacja świetlic dla dzieci w ośrodkach dla uchodźców, spotkania między rodzinami polskimi i muzułmańskimi (w ramach programu „Partnerstwo Rodzin”), wspólne świętowanie Bajramu czy Bożego Narodzenia, to wszystko jest rzeczywistością w Lublinie od dawna. Można śmiało kopiować i rozpowszechniać.

Męczy mnie medialna hucpa z prawicy, tu też więcej ideologów niż myślących pisarzy. Islam zniszczy nasz katolicyzm, chrześcijaństwo, itd. , padają ostrzeżenia. Jaka groźba? Przeciwnie, wreszcie mamy okazję do ewangelizacji, bez konieczności jeżdżenia do dalekich krajów.

Jeszcze raz powtórzę, choć już to tutaj mówiłem, chętnie dołożę się do budowy meczetu w Lublinie lub w innym miejscu. W ten sposób będę kontynuował tradycję moich zacnych przodków, Firlejów, Sobieskich i innych szlachetnych polskich rodów, które fundowały meczety i cerkwie dla inaczej wierzących przybyszów w Polsce.

– Masz jakieś bliższe doświadczenia w relacjach z uchodźcami?

W radiu, którym kieruję, audycję „Bo byłem przybyszem”, prowadzi uchodźca, Armine, Ormianka. Ostatnio mój samochód naprawił  – bardzo dobrze – Ukrainiec. Niekiedy zjadam coś u Syryjczyka, który robi świetne kebaby, a przecież jest muzułmaninem. Wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami. Każdego dnia ta prawda staje się dla mnie coraz bardziej oczywista.

Itinerarium

WYSOKI POZIOM TEOLOGII W WIĘZIENIU

Piątek 11 września 2015

W jednym z więzień nasze wolontariuszki prowadziły kiedyś dla osadzonych tam kobiet zajęcia z zakresu emocji. Tematyka nie wszystkim paniom się podobała i jedna z nich, pani Gosia, lekko po czterdziestce zaczęła marudzić (co zresztą ma w naturze):

– O Boże…, O Boże … Boże ..

Niespodziewanie z ripostą pośpieszyła inna więźniarka, ledwo dwudziestoletnia Beata:

– K….! Gośka! Nie wzywaj imienia Pana Boga nadaremno! Nie wkurzałoby Cię, jakby ktoś co chwilę jęczał: Gośka! Gooośka! Goooośka!

– A ty lepiej nie przeklinaj – odcięła się Gośka.

– E tam, kto klnie nie grzeszy.

Jeśli chodzi o przykazania Boże, fakt, drugie brzmi: Nie będziesz wymawiał Imienia Pana Boga twego nadaremno. Jeśli chodzi o brzydkie słowa, nic o tym nie mówią ani przykazania Boże ani kościelne. Teologia, kobieca przynajmniej, stoi w więzieniu na wysokim poziomie!

 

 

 

Itinerarium

MANDAT CO SIEDZI OBOK SZOFERA

Czwartek 10 września 2015

Gienia, jedna z moich ciotek, należy do kategorii ludzi, którzy wszystko najlepiej wiedzą, ponieważ widzieli i słyszeli w telewizji. Na jakąkolwiek uwagę krytyczną odnośnie tego medium odpowiada, że „od telewizji mądrzejszy nie będziesz”.

W Polsce nakaz zapinania pasów w samochodach początkowo dotyczył tylko jazdy poza terenem zabudowanym (chyba do roku 1991). Mąż cioci Gieni, wujek Roman, nie znosił pasów i zwykle ich nie zapinał, chyba, że na horyzoncie zobaczył milicjanta (a od roku 1990 – policjanta). Zdarzenie, o którym piszę działo się jeszcze za milicji.

Któryś z gorliwych stróżów prawa ustawił się dwa metry za tablicą oznaczającą koniec miasta i przyuważył wujka Romana bez pasów. I zaczął:

– A obywatel nie wie, że należy pasy zapiąć za miastem?

– Właśnie już zapinałem, panie władzo … – rozpoczął obronę wujek.

– Proszę pana! – weszła do akcji ciotka – on nigdy nie zapina pasów! Ja mu zawsze mówię, że to niebezpieczne. Widziałam jak w telewizji mówili, że trzeba zapinać. I ja mu zawsze mówię, żeby zapinał. A on nic! A w telewizji ostrzegają, informują, ja to wszystko, wie pan, oglądam, i ja mu mówię, żeby zapinał. Ale panie, gdzie tam, on się mnie nigdy nie słucha! A w telewizji pokazują, jakie są skutki jazdy bez pasów, że są wypadki, ludzie są ranni i giną. Proszę pana, ja oglądam i wiem!

Gdzieś w piątej minucie monologu ciotki Gieni milicjant jakimś cudem zdołał wrzucić pytanie:

– To jest … Siostra? Żona pana?

– Żona – odrzekł wujo.

– Tu są dokumenty, proszę zapiąć pasy i jechać ostrożnie dalej.

– Nie będzie mandatu, panie władzo? – radośnie zdziwił się Roman.

– Mandat, to siedzi koło pana. Do widzenia.

Przypomnę tylko, że obecnie należy zapinać pasy w mieście i poza miastem, nawet te na tylnych siedzeniach. A wszystkie ciocie, które wiedzą wszystko najlepiej, bo widziały w telewizji, pozdrawiajcie pięknie.

Itinerarium

PAN BÓG W KWESTII TAPICERKI SAMOCHODOWEJ

Środa 9 września 2015

Ostatniego dnia sierpnia w drogę z Lublina do Zgorzelca wyszedł Piotr pod opieką Przemka. Idą pieszo w ramach projektu Nowa Droga, o którym tu już wiele razy wspominałem. To już 20 wędrówka, podczas której młody więzień idzie po nowe życie, 900 km w 30 dni.

Przed wyjściem pytamy młodych ludzi, co chcieliby robić po powrocie z wędrówki, po to, żeby znaleźć im kursy zawodowe, staże i/lub pierwszą pracę. Zwykle myślą o czymkolwiek, co dawałoby im start, praca na budowie, w chłodni czy kuchni. Choć raz trafił nam się młodzian, który marzył, żeby zostać terrarystą (od terrarium), nawet się udało.

Piotr powiedział, że wcześniej pracował dwa lata w zakładzie samochodowym jako tapicer i chętnie by do tego wrócił. Znając trochę oferty urzędów pracy, zacząłem tłumaczyć, że to słaby pomysł, może lepiej zacząć od jakiejkolwiek stażu w zakładzie samochodowym, a potem się zobaczy. Takie tam zdroworozsądkowe rozwiązanie oparte na wiedzy i doświadczeniu. Jak się okazuje, prawdziwie wierzący powinni jeszcze coś do tego dodać. Otwieram wczoraj pocztę i czytam:

Witam serdecznie mam pytanie, czy nie ma Ksiądz jakiegoś znajomego zainteresowanego pracą w zakładzie tapicerki samochodowej ? Jeżeli ktoś by był zainteresowany poproszę o info, pozdrawiam serdecznie Iwona.

Skontaktowałem zainteresowanych, pogadali, ustalili wszystko. Dziś dostałem wiadomość, że Piotrek na początku października po powrocie z wędrówki zacznie pracę u Iwony, za stawkę wyższą nawet od średniej krajowej.

Cieszę się bardzo z tej perspektywy dla Piotra, a sam od dzisiaj ostro zaczynam pracować nad poprawą sfery zaufania wobec Pana Boga.

O Nowej Drodze: www.nowadroga.eu albo  http://itinerarium.pl/2015/05/16/14-nowa-droga/

Itinerarium

MATKA BOŻA I JA

Kazanie na dzień Matki Bożej Siewnej Wtorek 8 września 2015

Nie wiem jak wy, ale ja odmawiając Zdrowaś Mario coraz bardziej lgnę do dwóch zdań z drugiej części tej pięknej modlitwy.

Kiedy patrzę na te lata, które za mną i czas jaki mam obecnie, to najbardziej bliskie mi jest wezwanie „Święta Mario, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi”. Jeśli zaś spoglądam w przyszłość to bardzo podoba mi się prośba „i w godzinę śmierci naszej. Amen”.

PS. Święto Narodzenia Najświętszej Marii Panny, tak brzmi nazwa liturgiczna dzisiejszego święta.

Liturgia słowa

(Mi 5,1-4a)
A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie Mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności. Przeto [Pan] wyda ich aż do czasu, kiedy porodzi mająca porodzić. Wtedy reszta braci Jego powróci do synów Izraela. Powstanie On i paść będzie mocą Pańską, w majestacie imienia Pana Boga swego. Osiądą wtedy, bo odtąd rozciągnie swą potęgę aż po krańce ziemi. A On będzie pokojem.

(Ps 13,6)
REFREN: Duch mój się raduje w Bogu, Zbawcy moim

Ja zaś zaufałem Twemu miłosierdziu,
niech się moje serce cieszy z Twej pomocy.
Będę śpiewał Panu,
który obdarzył mnie dobrem.

Szczęśliwa jesteś, Najświętsza Panno Maryjo, i godna wszelkiej chwały, bo z Ciebie narodziło się słońce sprawiedliwości, Chrystus, który jest naszym Bogiem.

(Mt 1,1-16.18-23)
Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama. Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; Juda zaś był ojcem Faresa i Zary, których matką była Tamar. Fares był ojcem Ezrona; Ezron ojcem Arama; Aram ojcem Aminadaba; Aminadab ojcem Naassona; Naasson ojcem Salmona; Salmon ojcem Booza, a matką była Rachab. Booz był ojcem Obeda, a matką była Rut. Obed był ojcem Jessego, a Jesse ojcem króla Dawida. Dawid był ojcem Salomona, a matką była /dawna/ żona Uriasza. Salomon był ojcem Roboama; Roboam ojcem Abiasza; Abiasz ojcem Asy; Asa ojcem Jozafata; Jozafat ojcem Jorama; Joram ojcem Ozjasza; Ozjasz ojcem Joatama; Joatam ojcem Achaza; Achaz ojcem Ezechiasza; Ezechiasz ojcem Manassesa; Manasses ojcem Amosa; Amos ojcem Jozjasza; Jozjasz ojcem Jechoniasza i jego braci w czasie przesiedlenia babilońskiego. Po przesiedleniu babilońskim Jechoniasz był ojcem Salatiela; Salatiel ojcem Zorobabela; Zorobabel ojcem Abiuda; Abiud ojcem Eliakima; Eliakim ojcem Azora; Azor ojcem Sadoka; Sadok ojcem Achima; Achim ojcem Eliuda; Eliud ojcem Eleazara; Eleazar ojcem Mattana; Mattan ojcem Jakuba; Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem. Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów . A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: Bóg z nami.

 

Itinerarium