KIEDY Z MIŁOŚCIĄ BOGA PRZYNOSIMY

Kazanie na Matkę Bożą Siewną sobota 8 września 2018 Najbardziej znanym sanktuarium poświęconym Marii jako dziecku, jest mediolańska katedra, wzniesiona dla czci Narodzenia Najświętszej Marii Panny. W Polsce Narodzeniu Marii dedykowana jest słynna bazylika w Gietrzwałdzie – nie wszyscy pewnie wiedzą, że objawienia maryjne w tej wsi są jedynymi w Polsce uznanymi przez Kościół. Na Lubelszczyźnie świątyniom pod wezwaniem Narodzenia Marii przoduje bez wątpienia bazylika w Chełmie, która wcześniej bywała i cerkwią unicką i prawosławną. Radosne świętowanie w Chełmie rozpocznie się dziś (w sobotę 8 września) o 11:30, pod przewodnictwem znakomitego kaznodziei, abpa Tadeusza Kondrusiewicza, metropolity mińsko – mohylewskiego (Białoruś), wcześniej metropolity moskiewskiego, polecam.

Polska duchowość i tradycja wiążą dzień narodzenia Marii z siewem zbóż, mamy zatem dzień Matki Bożej Siewnej. Jeszcze niedawno polski rolnik nie rozpoczynał orki i siewu przed 8 września, gwarancją dobrych zbiorów było błogosławieństwo Marii – najpierw Jej święto, a potem ziarno siewne w glebę; w wielu miejscach dodawano do tych ziaren te poświęcone 15 sierpnia, w dniu Matki Bożej Zielnej.

Zakochani w Marii katolicy wspominają Jej niepokalane poczęcie (8 grudnia), ofiarowanie (21 listopada), spotkanie z kuzynką św. Elżbietą, nawiedzenie (31 maja), wizytę Archanioła Gabriela (25 marca) i wzięcie do nieba po śmierci (15 sierpnia).

Wcale nie widzę w tym przesady, jest to raczej uznanie roli człowieka, w tym przypadku Marii, dziewczyny z Nazaretu, w niesieniu zbawienia. Bóg przychodzi do nas nie z obłoków, ale przez ludzi. Dzisiaj warto dziękować Mu za tych, którzy nam Go przynieśli przez swoje słowa ale bardziej przez czyny pełne miłości. I trzeba pamiętać, że i my możemy Go zanieść innym, we wszystkim, co powiemy i zrobimy z miłością.

Ilustracja – Madonna e Bambino, Mediolan.

Liturgia słowa

 

Rodowód Jezusa Chrystusa, Syna Dawida, Syna Abrahama.

Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; Juda zaś był ojcem Faresa i Zary, których matką była Tamar. Fares był ojcem Ezrona; Ezron ojcem Arama; Aram ojcem Aminadaba; Aminadab ojcem Naassona; Naasson ojcem Salmona; Salmon ojcem Booza, a matką była Rachab. Booz był ojcem Obeda, a matką była Rut. Obed był ojcem Jessego, a Jesse ojcem króla Dawida.

Dawid był ojcem Salomona, a matką była dawna żona Uriasza. Salomon był ojcem Roboama; Roboam ojcem Abiasza; Abiasz ojcem Asy; Asa ojcem Jozafata; Jozafat ojcem Jorama; Joram ojcem Ozjasza; Ozjasz ojcem Joatama; Joatam ojcem Achaza; Achaz ojcem Ezechiasza; Ezechiasz ojcem Manassesa; Manasses ojcem Amosa; Amos ojcem Jozjasza; Jozjasz ojcem Jechoniasza i jego braci w czasie przesiedlenia babilońskiego.

Po przesiedleniu babilońskim Jechoniasz był ojcem Salatiela; Salatiel ojcem Zorobabela; Zorobabel ojcem Abiuda; Abiud ojcem Eliakima; Eliakim ojcem Azora; Azor ojcem Sadoka; Sadok ojcem Achima; Achim ojcem Eliuda; Eliud ojcem Eleazara; Eleazar ojcem Mattana; Mattan ojcem Jakuba; Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem.

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.

Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów».

A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: «Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel», to znaczy «Bóg z nami». (Mt 1, 1 – 23)

 

 

 

Itinerarium

INNE ŚWIATY W PIŚMIE ŚWIĘTYM

Piątek 7 września 2018 Nic tak nie inspiruje mojego myślenia, jak codzienna lektura Biblii i namysł nad jej treściami. Pomijam „zawodowe” spojrzenie na teksty biblijne, kiedy potrzebne są mi do pracy, czyli na przykład kazań. Potrzebuję Pisma Świętego jako człowiek.

W Biblii zawsze znajduję coś więcej, niż we wszystkich innych lekturach, coś więcej i inaczej. Dzięki Biblii inaczej patrzę na chleb i wino (pamiętam o weselu w Kanie, o rozmnożeniu nad jeziorem i o Wieczerniku), inaczej patrzę na więźniów i głodnych (wszak „Byłem głodny …”, itd.), nawet wróble – o które dba Ojciec w niebie – nie są zwykłymi ptaszkami. A lilie obrazują piękno nieprzemijające.

Profesor Sergiusz  Riabinin, wielkiego formatu lublinianin (zm. 1997), choć miał problem z wiarą, uwielbiał liturgię, bo w niej znajdował inny i piękny świat. Młody prawnik z Gdańska, ateista, o którym czytałem, chodzi na Mszę Świętą nawet w tygodniu, aby posłuchać Biblii i śpiewów, bo przenoszą go w przestrzeń odmienną od tego, co ma na co dzień.

Są inne, piękne i powabne, nieskończone i bliskie zarazem, dobre i porywające wymiary życia. Ja odnajduję je w Piśmie Świętym, codziennie.

Itinerarium

SZCZĘŚCIE SPOTKANIA

Czwartek 6 września 2018 Bardzo często piszę tutaj, abyśmy poszukując Pana Boga nie odchodzili od ludzi. Może nawet poczucie Jego nieobecności  wynika z tego, że oddalamy się od ludzi.

Pooddalały nas od siebie różne piękne rzeczy, zamykamy się w klimatyzowanych autach z przyciemnionymi szybami, nasze domy otoczone są murami lub płotami, częściej patrzymy w ekrany smartfonów niż sobie nawzajem w oczy. Nie znamy tajemnic życia, które przekazuje się tylko szeptem.

Gdzie dwaj lub trzej są zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich, zapewniał Chrystus.

Spotkanie z drugim człowiekiem jest największym szczęściem, takie zresztą szczęście wybrał Bóg  spotykając się z nami w Chrystusie. A żeby się spotkać, trzeba posłuchać człowieka, namyśleć się z nim, napatrzeć w twarz skrywającą wielkie skarby, wypić razem dzban herbaty, pożartować serdecznie, wreszcie zapamiętać w duszy całe bogactwo spojrzeń, głosów, oddechu.

Itinerarium

A MOŻE NARODZENIE BOŻE JUŻ DZISIAJ?

Środa 5 września 2018 Lepiej jest zapalić świecę, niż przeklinać ciemność.  Miej czas na to, aby pomyśleć – to źródło mocy. Miej czas na modlitwę – to największa siła na ziemi. Miej czas na uśmiech – to muzyka duszy. Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata i wyciągasz do niego ręce, jest Boże Narodzenie. Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać, jest Boże Narodzenie. Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad, które jak żelazna obręcz uciskają ludzi w ich samotności, jest Boże Narodzenie. Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei więźniom, tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego, moralnego i duchowego ubóstwa, jest Boże Narodzenie. Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze, jak bardzo znikome są twoje możliwości i jak wielka jest twoja słabość, jest Boże Narodzenie. Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bóg pokochał innych przez ciebie, zawsze wtedy, jest Boże Narodzenie.

Przytoczyłem wyżej trzy idee Matki Teresy z Kalkuty, patronki z 5 września. Z dzisiaj. Przynajmniej uśmiechnijmy się dzisiaj tak, aby było Boże Narodzenie.

Itinerarium

JEDENAŚCIE KOBIET RATUJE STU DWUDZIESTU MĘŻCZYZN

Słowo na wspomnienie męczenniczek z Nowogródka Wtorek 4 września 2018 Kiedy piszę tutaj o świętych, zwłaszcza polskich, to chcę pokazać przez ich życiorysy i historie, jak Ewangelia może stawać się ciałem. Niekiedy – tak jak dzisiaj, we wspomnienie męczenniczek z Nowogródka – to wcielenie Ewangelii w życie, niesie ze sobą najwyższą ofiarę.

W odnośnikach, które znajdziecie na końcu wpisu, przytaczam szerzej zdarzenia sprzed 75 lat, z 1 sierpnia 1943 r. w lesie pod Nowogródkiem (obecnie Białoruś). Jedenaście nazaretanek, sióstr z typowo polskiego zgromadzenia, oddało wtedy całkowicie świadomie swoje życie, aby uratować ponad 120 ojców i mężów, uwięzionych przez hitlerowców. W ich męczeństwie spełniły się słowa Jezusa – „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 13). Wszyscy wspomniani mężczyźni przeżyli wojnę dzięki ofierze sióstr.

Siostry dały także świadectwo charyzmatowi swojego zgromadzenia, czyli służbie rodzinie. Ocaleli mężczyźni byli przecież ojcami i mężami w swoich rodzinach.

Od lat apeluję – także do siebie samego – aby nie kończyć chrześcijaństwa na lekturze Bożego Słowa i zachwycie nad biblijnymi frazami, zwłaszcza tymi wzywającymi do miłości. Ewangelia jest do zrobienia i potrzebuje twardych faktów.

Twarde ewangeliczne fakty to przebaczanie wrogom, to wizyty u chorych i odwiedziny w więzieniach, cierpliwe wysłuchiwanie udręczonych, chleb dawany głodnym, czasem podcieranie sparaliżowanych i starych rodziców, godziny poświęcone rozumieniu dorastających dzieci. Niech wstawiennictwo męczenniczek z Nowogródka uprosi nam takie spełnianie Ewangelii.

 

Boże, nasz Ojcze, Twój Syn, Jezus, powiedział, że nie ma większej miłości niż oddać życie za drugiego człowieka. Siostra Stella i jej współsiostry dobrowolnie wybrały śmierć, by ratować braci. Ty przyjąłeś ich ofiarę. Przez wstawiennictwo Błogosławionych Sióstr usłysz nasze prośby, które zanosimy do Ciebie w imię Jezusa, naszego Pana. Amen.

 

Odnośniki do wcześniejszych wpisów:

http://itinerarium.pl/2010/11/10/polska-jedenascie-kobiet/

http://itinerarium.pl/2013/09/03/najbardziej-zapomniane-polskie-sanktuarium/

http://itinerarium.pl/2011/04/21/kanizja-albo-tajemnica-komunii-swietej/

Itinerarium

CO ROBIĆ W RAZIE KOŃCA ŚWIATA?

Poniedziałek 3 września 2018 Obecnie pojawia się coraz więcej analiz mówiących o nadciągających wielkich zmianach, niektóre z nich brzmią katastroficznie, wieszcząc wojnę światową, niepodobną do znanych nam z przeszłości. Coś wisi w powietrzu – mówi się już mniej uczenie. I pewnie w końcu spadnie.

Święty Grzegorz Magnus (Wielki), dzisiejszy patron żył w podobnych czasach. Najpierw jako świecki namiestnik cesarski (gubernator) w Rzymie, rządzonym wówczas, w VI i VII w. z Konstantynopola, a potem jako papież, musiał zmierzyć się z serią najazdów zbrojnych. A napadali na Rzym na przemian Goci i Ostrogoci, Bizantyjczycy, toczyły się wojny z Longobardami, zamieszki wywoływali Wandalowie i Wizygoci. Prowincję nawiedziła katastrofalna dżuma, dziesiątkując mieszkańców Rzymu. Zdemoralizowane duchowieństwo odmawiało posłuszeństwa i współpracy. Dawne cesarstwo stykało się z nowymi, zwanymi barbarzyńskimi, cywilizacjami – germańską, celtycką i słowiańską. W istotnym znaczeniu nadciągał „koniec świata”.

Po pontyfikacie Grzegorza pozostał nam wspaniały chorał w liturgii, msze gregoriańskie odprawiane za zmarłych, schrystianizowana Anglia, uratowana od wojny domowej Hiszpania i wyraźny zwrot ku porzuceniu niewolnictwa.

Co pozwoliło Grzegorzowi przeprowadzić cywilizację i chrześcijaństwo przez tamten „koniec świata”? On sam postawił na modlitwę i ciszę, co było źródłem wewnętrznej mocy i światła przy podejmowaniu ważnych decyzji. Drugą drogą była gotowość do słuchania i wysłuchiwania innych, stąd na Wschodzie nadano mu imię „Dialogos”. Trzecia (choć nie ostatnia), to zaufanie Zmartwychwstałemu Chrystusowi, który jest Panem dziejów.

Co robić w obliczu końca świata? Modlic się, szukać ciszy, rozmawiać z innymi i jak najmocniej ufać Chrystusowi. Przynajmniej taką lekcję otrzymujemy na dzisiaj od św. Grzegorza Wielkiego.

Itinerarium

GRZESZNI KSIĘŻA

Kazanie na 22 Niedzielę Zwykłą 2 września 2018  Bez wątpienia można czytać dzisiejszą Ewangelię, jako krytykę duchowieństwa współczesnego Jezusowi, skupionego na przestrzeganiu form kultu i zewnętrznych zachowań. Taki typ religijności jest prosty do realizacji i kontroli – umyć ręce, kubki jak kiedyś, czy klęknąć w odpowiednim momencie i we właściwą sobotę zanieść jajka do poświęcenia, jak dzisiaj. Jezus wskazuje, że to, co istotne dokonuje się jednak wewnątrz ludzkiego serca. A duchowieństwo ma dawać przykład, że taka jest hierarchia wartości, najpierw to, co wewnątrz, potem tradycje i rytuały.

Obejrzałem zwiastun filmu Smarzowskiego „Kler”, zrealizowanego wedle znanego schematu „korek, worek i rozporek”, czyli krytyki duchowieństwa za pijaństwo, rozwiązłość seksualną i chciwość pieniędzy. Film pojawi się w kinach pod koniec września i zapewne zapełni sale kinowe. I pewnie pojawi się dominujący ton komentarzy – „Wreszcie ktoś powiedział prawdę o księżach!” (a raczej o klerze czy czarnych). „Ptaki ciernistych krzewów”, australijski serial o miłości księdza i pięknej Meggie Cleary, z lat 80-tych ub. wieku, to błahostka przy „Klerze” (choć warta obejrzenia). Trochę później świat katolicki zadrżał przy „Ostatnim kuszeniu Chrystusa”, gdzie znakomity reżyser Martin Scorsese, sugerował intymną więź Jezusa z Marią Magdaleną.

W zwiastunie „Kleru” rozbawił mnie mało inteligentny passus, wygłoszony przez jednego z księży- aktorów: „Oto wielka tajemnica wiary, złoto i dolary!” Fraza ta była dobra jakieś 25 lat temu, od czasu unii z Europą, euro jest bardziej popularne w Polsce. Coraz częściej reżyserzy robią filmy, które powinny odnieść sukces finansowy, „Kler” zarobi miliony dla reżysera i kolporterów. Dzisiaj film – ale i teatr i książka – nie muszą być dobre czy prawdziwe, muszą się sprzedać.

Proszę mnie nie podejrzewać, że uważam „Kler” za zły film, nie oglądałem go. Zwiastun, który oglądałem, jest prostacki, ale może taki być musi, aby zgarnąć jak największą publikę.

Sam jestem przedstawicielem kleru i podobnie jak inni księża nie jestem wolny od słabości. Czy to coś nowego? Ewangelia nie ukrywa, że Judasz był zdrajcą, Piotr tchórzem a reszta Apostołów zwiała spod krzyża. Św. Paweł apelował w swoich listach, że „biskup powinien być mężem jednej żony”, co w świecie zdominowanym przez poligamię brzmiało rewolucyjnie.

Ewangelia dzisiejsza wzywa, abyśmy spojrzeli w swoje serca. Abyśmy tutaj odnaleźli żywego Chrystusa i przez gorącą miłość do Niego i ludzi, zdobyli życie wieczne.

LITURGIA SŁOWA

 

U Jezusa zebrali się faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie obmytymi rękami. Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych zwyczajów, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych.

Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: «Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?»

Odpowiedział im: «Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi”. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji».

Potem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: «Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz to, co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym».

(Mk 7,1 – 23)

Itinerarium

Z NAUK JÓZEFA ŻYCIŃSKIEGO

W 70-tą rocznicę Jego urodzin, sobota 1 września 2018 

Skończyłby dzisiaj 70 lat, gdyby żył. Odszedł mając niespełna 63 lata. Arcybiskup Józef Życiński: 1.09.1948 – 10.02.2011.

Czasami zdarzały mu się historie zabawne, jak ta ze szkołą specjalną.

– Jak się zostaje księdzem? – pytały Abpa Życińskiego któregoś razu muminki, dzieci upośledzone pozostające pod opieką paszczaków (w nawiązaniu do słynnych bajek). – Trzeba skończyć specjalną szkołę … – zaczął odpowiadać arcybiskup, ale zaraz jeden chłopiec wyrwał się do dyskusji. – Co chcesz powiedzieć ? – pytał hierarcha. – Ja też chodzę do szkoły specjalnej! – zgodnie z prawdą krzyknął muminek. Arcybiskup zmieszał się i próbował wybrnąć. – Żeby zostać księdzem trzeba chodzić do jeszcze bardziej specjalnej szkoły, do seminarium duchownego.

W czasie jego posługi arcybiskupiej w Lublinie miałem przywilej pełnić funkcję rzecznika prasowego metropolity i archidiecezji. I dlatego zaświadczam, wertując bogate archiwum, że abp Życiński przede wszystkim bronił ludzi. Opisałem to w najnowszym wydaniu lubelskiej Niedzieli, którą można sobie wykupić na tej stronie: http://lublin.niedziela.pl/ lub w kiosku czy w parafii.

Abp Życiński nie zapominał także o swoich „nowych owieczkach”, uchodźcach licznie przybywających na teren archidiecezji – Zwracam się dziś do Was z prośbą o pomoc w nietypowej sprawie, którą przedstawiła mi z bólem delegacja uchodźców z Czeczenii mieszkających w naszym mieście. Wśród płaczących, załamanych osób była również u mnie matka z niemowlęciem. Patrząc na jej łzy myślałem o nocy betlejemskiej, kiedy to w obrębie gwarnego miasta zabrakło miejsca dla Nowonarodzonego Jezusa. Myślałem także o tylu naszych rodakach, którzy w dramatyczny czas stanu wojennego znajdowali życzliwość i pomoc za granicą. Nie wolno nam o tym zapomnieć. Dlatego też apeluję gorąco do tych spośród Was, którzy mogą okazać chrześcijańskie miłosierdzie i przyjąć do wolnego mieszkania naszych braci – muzułmańskich uchodźców z Czeczenii. Może okazać się, że w całym Lublinie trzeba objąć pomocą ponad 100 osób, w tym blisko 40 małych dzieci.

Pięknie brzmią te słowa po latach. Jeśli cokolwiek mógłbym zadedykować każdemu z nas z życiorysu i postawy Arcybiskupa, to będą dwie rzeczy. Po pierwsze nigdy się nie bać, tego co powiedzą i napiszą o nas, warto być wiernym Ewangelii, stąd płynie odwaga. I druga, warto bronić ludzi, każdego człowieka. Bo ma godność Bożego dziecka. Na ostatnie cztery miesiące roku i na nowy miesiąc to dobre wskazówki.

Wklejam także dźwiękowy mix przygotowany przez Jego studentów, na pewno by się nie obraził.

Itinerarium

INNA JUŻ W PRYŁUKACH

Kazanie na Dzień Solidarności i Wolności Piątek 31 sierpnia 2018 Od wielu lat piszę w tym dniu o Solidarności, którą kocham i która mnie ukształtowała. Ta z roku 1980 i następne. Czasem muszę szukać jakiegoś motywu, dziś spadł mi prosto z nieba, a w zasadzie z Ukrainy, z Pryłuków koło Czernichowa.

Stamtąd właśnie przyjechała do Polski Inna. Inna nosi takie piękne ukraińskie imię, we wrześniu skończy 28 lat. Ma ośmioletniego syna i kogoś w rodzaju męża, delikatnie mówiąc skurczybyka. Jest szczupła, ładna, mocno znerwicowana. To nie dziwi, skoro mąż ostro popija i czasem jeszcze jej przyłoży. Koleżanki namawiają, żeby go rzuciła, ale Inna jeszcze ma nadzieję. Szukała z nim pracy w Polsce, nie udało się.

W Częstochowie utraciła paszport, nie wie jak. Dotarła do Lublina, bo słyszała, że tu jest ukraiński konsulat, fatycznie jest. Tydzień temu mąż kazał jej chwilkę posiedzieć na ławeczce przy pl. Litewskim, a  sam poszedł – rzekomo – do banku. Dotąd nie wrócił. Została sama, bez paszportu, bez pieniędzy, nikogo w Lublinie nie znała. Poszła na dworzec PKP, stamtąd odjeżdżają i przyjeżdżają ukraińskie autobusy pełne jej rodaków. Prosiła o jakąś pomoc, życzyli jej szczęścia. Dobrze życzyli, jak się dzisiaj okazało.

Wczoraj wieczorem Inna przyszła coś zjeść w naszym punkcie pomocy przy 1 Maja w Lublinie. Dostała kolację, chleb, wodę i konserwy na wynos. Konrad zawołał mnie bym z nią pogadał. Miała gdzie spać, więc zaprosiłem ją na spotkanie przed południem. Wtedy opowiedziała wszystko. I wtedy wybuchła Solidarność z Inną.

Kilka osób, które po imieniu wymienię, zadziałało bez słów i zbędnych pytań. Karolina poszła z Inną zrobić zdjęcia do jednorazowego paszportu, umożliwiającego powrót na Ukrainę, po drodze zakupiła grzebień, żeby Inna nie była na oficjalnym zdjęciu całkiem inna (nie wiem czemu dziś dziewczyny nie noszą przy sobie grzebieni czy szczotek, te z r. 1980 zawsze miały takie narzędzia w torebkach). Zadzwoniłem do konsula Ukrainy, zgodził się wystawić tymczasowy paszport od ręki. Opłaciliśmy koszty. Justyna zawiozła Inną do konsulatu, kupiła jej telefon i kartę. Jacek przyniósł pierogi na obiad. Potem Justyna kupiła nową bieliznę a Karolina znalazła jakieś bluzki i spodnie. Zawieźliśmy Inną do domu, gdzie wzięła prysznic, wysuszyła włosy i rozbłysnęła urodą i pogodą oczu. Anton odwiózł ją na autobus, który za 12 godzin zawiezie ją do syna i mamy, do Pryłuków. Właśnie wtedy, gdy czytacie ten wpis.

Ukraińska Inna była w Lublinie przez sześć dni. Zanim trafiła do nas, wziął ją do siebie schorowany i już posunięty w latach Krzysiek. W jego domu nie ma światła, jest zimna woda. Jest jedno łóżko, które na te dni odstąpił Innej. Krzysiek też przychodzi na nasze kolacje, ale serce ma naprawdę Boże. Tak, jak i ci wszyscy, których z imienia dziś opisałem.

Solidarność. To naprawdę działa. Od czasów palestyńskich, z Panem Jezusem w roli głównej, od r. 1980. Działa. Amen.

Itinerarium

ZDJĘCIA I ZUPA NA KONIEC ŚWIATA

Czwartek 30 sierpnia 2018  Nie znamy końca  świata ani swojego końca. Ewangelia dzisiejsza przypomina, żeby „we właściwej porze rozdawać żywność”. Wczoraj, razem z kilkoma wolontariuszami rozdaliśmy 40 litrów dobrej zupy dla głodnych i bezdomnych w Lublinie. Przy okazji – o czym w Ewangelii nie ma mowy – zrobiliśmy niektórym zdjęcia do dowodów osobistych. Przyznam szczerze, że w roli tła, przy trzymaniu planszy, czułem się znakomicie.

Żywność czy zdjęcia, chodzi o to, żeby iść drogami miłości.

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Czuwajcie, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o jakiej porze nocy nadejdzie złodziej, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. 

Któż jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad swoją służbą, żeby we właściwej porze rozdał jej żywność? Szczęśliwy ów sługa, którego pan, gdy wróci, zastanie przy tej czynności. Zaprawdę, powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. 

Lecz jeśli taki zły sługa powie sobie w duszy: „Mój pan się ociąga z powrotem”, i zacznie bić swoje współsługi, i będzie jadł i pił z pijakami, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna. Każe surowo go ukarać i wyznaczy mu miejsce z obłudnikami. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów». (Mk 6, 17 – 29)

 

Itinerarium