PODOBNI SAMEMU BOGU

Piątek 28 września 2018 W dzisiejszym świecie uczucia zostały zdegradowane, można je wywołać dopalaczami albo rozgrywką na konsoli. Dominują te płytkie, wzbudzają je memy, soczyste komentarze pod wpisami w Internecie albo mocne tyrady polityków.

Głębsze uczucia miewają chyba nieliczni. Na pewno są strefą działania Pana Boga. Widzimy to w obrazie Miłosiernego Ojca czy Jezusa płaczącego przy śmierci Łazarza.

Kiedy jednak wzruszamy się cierpieniem innych, kiedy zachwyca nas rześki poranek i kiedy gotowi jesteśmy wszystko oddać z miłości, stajemy się podobni samemu Panu Bogu.

Ilustracja – obraz Rembrandta

Itinerarium

TYSIĄCE CODZIENNYCH RADOŚCI

Czwartek 27 września 2018 Są tysiące codziennych radości, które w rutynie życia pomijamy i pogrążamy się w narzekaniu. Ktoś rano pyta jak się czujemy, dobra radość, ktoś inny zadba o drobiazg, poda słodkiego cukierka na podwyższenie nastroju, wielka sprawa! Na przystanku uważny kierowca zaczeka na zdyszanego pasażera,  a jeszcze ktoś inny opowie inteligentny dowcip, jacy dobrzy ludzie są przy nas.

Ponieważ nie jeździcie za miasto, nie wiecie, że teraz radują się bardzo jelenie na rykowiskach, mają właśnie gody, zaraz po nich ruszą do dzieła na bukowiskach łosie. I jedne i drugie wyryczą swoje szczęścia, radosne i upojne.

Są tysiące codziennych radości, bo jest Pan Bóg, dawca życia, tego i przyszłego. Bo są bardzo dobrzy ludzie blisko nas. To przecież trzeba się naprawdę bardzo cieszyć!

  1. Zdjęcia autora.
Itinerarium

MIŁOŚĆ! WCHODZĘ W TO!

Środa 26 września 2018 Ewangelia zawiera piękne opisy nawiązywania relacji między Panem Bogiem a ludźmi, pomiędzy ludźmi nawzajem, pomiędzy Chrystusem a tymi, którzy za Nim poszli. Jednocześnie te opisy są oszczędne, nawet niekiedy celowo obfitują w niedopowiedzenia, tak, abyśmy mogli się domyślić, coś oczywistego odkryć sami (na tym polega mądra pedagogia).

Mistrzem jest św. Łukasz, który pozostawił nam genialny opis Zwiastowania Marii przez anioła. Jest tu wszystko – szalona propozycja dla nastolatki, Jej wahanie (stosowne do wieku), zawrotna wizja uczestniczenia w wielkim dziele i wreszcie entuzjastyczne „Wchodzę w to!” A zaraz potem ewangelista serwuje nam scenę dwóch kobiet, Marii i Elżbiety, rozszczebiotanych, wiadomo dlaczego i pełen wzniosłości hymn, Magnificat.

Podobny klimat, totalnie odbiegający od ludzkich wyobrażeń, ma historia Syna Marnotrawnego, są tu nieoczekiwane zwroty akcji, z jednej strony głupota i bezmyślność (syna), z drugiej wspaniałomyślność i wielkoduszność (ojca).

Dodam tylko powołanie Mateusza, który bardzo intratną posadę celnika zamienia w jednej chwili – „Zostawił wszystko, wstał i poszedł za Nim” – na lichą materialnie i społecznie rolę apostoła (zakończoną zresztą męczeństwem).

Czego nie mówi wprost św. Łukasz? Czego nie mówi, a co ja – może wbrew zasadom dobrej pedagogii – powiem? Wszystkie te historie mówią o miłości. Maria pokochana przez Pana Boga odwzajemnia się Mu miłością, Ojciec marnotrawnego Syna aż płonie miłością do głupiego młodzieniaszka, poniża się w tej miłości i wcale tego nie żałuje, Mateusz pokochany przez Jezusa rzuca te swoje denary i bogactwa i jak umie odwzajemnia miłość. Ewangelia nie mówi wprost o miłości, ale ją ukazuje.

Na samym końcu – pamiętacie scenę rozmowy Piotra z Jezusem, z trzykrotnym pytaniem o miłość? – Jezus wreszcie wrzuca frazę o kochaniu, tak aby, zwykle mało pojętny Piotr, miał jasność, że w miłości jest cały sens ludzkiej drogi.

A jeszcze bardziej na końcu Pisma Świętego, w liście św. Jana Apostoła, znajdziemy dopełnienie – Kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości. W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. (1 J 4,18). Jasne, w miłości jest ryzyko, ryzykowała Maria, Mateusz i Ojciec marnotrawnego syna. Ponieważ jednak poszli za miłością nie doznawali lęku i strachu. Chociaż cierpieli, byli szczęśliwi, życie swoje wygrali.

Kończąc już, może jest tak, że ogrom nieszczęść, strapień i smutków naszej epoki wynika stąd, że wyrosło – i nadal rośnie – pokolenie ludzi, którzy boją się miłości, nie ufają jej, porzucają ją, zdając się tylko na wynik bilansu zysków i strat?

I żartem na sam koniec – dobrze, że Pan Bóg zaryzykował miłość 2 000 lat temu. Dzisiaj mógłby usłyszeć – „Za ile, dobry Boże?”

Itinerarium

KOCHAM TĘ POLSKĘ KTÓRA HARUJE

Wtorek 25 września 2018 Im bliżej jubileuszu stulecia polskiej niepodległości i jednocześnie pierwszych (z długiej serii) wyborów, tych samorządowych, tym więcej Polski. Polski przegadanej. „Polska” nie schodzi z ust kandydatów, a także już urzędujących premierów, prezydentów, posłów i wszystkich innych bardzo ważnych osób. I aż mi się przypomina fragment z „To już jest koniec!”, Elektrycznych Gitar: „I tak się przykłada i mówi z ekranu, i bredzi latami wieczorem i ranooo…” (jak nie znacie, posłuchajcie).

Jednocześnie kocham tę Polskę, która wstaje rano, ostro haruje, wozi dzieci do szkoły, zasuwa na dwa etaty, gotuje obiady, sprząta po psach na spacerze; Polskę, która tłoczy się w trolejbusach (np. w Lublinie)  i cierpliwie czeka na zmianę świateł, bo system „zielonej fali” nie działa od wielu lat.

I ta właśnie Polska płaci podatki na głupie gadające głowy, paplające o Polsce na wszystkie sposoby.

Z szacunkiem patrzę na Polskę, która pracuje i haruje, która płaci podatki i ledwo domyka budżet rodzinny na koniec miesiąca. To Polska prawdziwa, ukochana. A ta z plakatów i telewizji, to marny kabaret. Za nasze pieniądze.

 

https://www.youtube.com/watch?v=RuiXUySUw70

Itinerarium

POZNAĆ PANA BOGA

Poniedziałek 24 września 2018 W mojej Biblii mam wiele zdań i fragmentów podkreślonych jako szczególnie ważnych i wartych rozmyślania. Wśród nich jest krótkie zdanie z listu św. Jana Apostoła – Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością (1 J 4,8).

Nie znalazłem lepszej podpowiedzi jak szukać i poznać Pana Boga. Foto – św. Jan Apostoł.

Itinerarium

CO LEPSZEGO NAD SŁUŻBĘ

Kazanie na XXV Niedzielę Zwykłą 23.09.2018

(z Archiwum Itinerarium 20.09.2015)

Są takie wersety z Ewangelii, które chętnie i natychmiast stosujemy w życiu. Na przykład wezwanie Pana Jezusa: „Idźcie i odpocznijcie nieco”.

I są takie, które będziemy realizować od jutra, jak ten z dzisiejszej Ewangelii: „Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich”. Od jutra, z nadzieją, że to jutro nie będzie jeszcze jutro.

Ponieważ jednak Ewangelia mówi prawdę o naszym życiu, wcześniej czy później odkryjemy, że żyjemy po to, aby służyć ludziom i nic lepszego nie może nas spotkać.

Liturgia słowa:

Jezus i Jego uczniowie podróżowali przez Galileę, On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie”. Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać.

Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: „O czym to rozmawialiście w drodze?” Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy.

On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: „Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich”.

Potem wziął dziecko; postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: „Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał”. (Mk 9, 30-37)

 

Itinerarium

TRZEBA TYLKO ZACZĄĆ

Sobota 22 września 2018 Boimy się wielkich rzeczy, dzieł, wolimy poczekać, żeby zaczął ktoś inny. W Lublinie urodziła się prawie 140 lat temu kobieta, która wyznawała prawdę, że „trzeba tylko zacząć”. Trzeba zacząć, resztę Pan Bóg da. Trochę tak jak przy rozmnożeniu chleba, kiedy apostołowie – zachęceni przez Pana Jezusa – zaczęli rozdawać chleb, okazało się, że wystarczyło go dla wielu tysięcy. Zaczęli a Pan Bóg dokończył.

Trzeba tylko zacząć – to była dewiza zapomnianej męczenniczki i mistyczki z Lublina (jedynej jak dotąd), Kazimiery Wołowskiej, dziś błogosławionej. Piszę o niej w najnowszym wydaniu „Niedzieli” na 23 września 2018 – http://niedziela.pl/artykul/139138/nd/Trzeba-tylko-zaczac

I życzę, abyście wreszcie zaczęli, te sprawy najważniejsze, na pewno wszystko się uda. Trzeba tylko zacząć.

Itinerarium

WSTAŁ I POSZEDŁ A MY SIEDZIMY I GDYBAMY

Słowo na wspomnienie św. Mateusza piątek 21 września 2018 Powołanie św. Mateusza urzeka mnie najbardziej w tym, że na wezwanie Chrystusa nie dyskutował, nie gdybał, nie wyliczał „za” i „przeciw”. Wstał i poszedł za Nim.

Gdzie my, a gdzie Mateusz?

Gdy Jezus wychodził z Kafarnaum, ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną». On wstał i poszedł za Nim. 

Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. 

Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: «Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?» 

On, usłyszawszy to, rzekł: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników».

(Mt 9, 9 – 13)

Itinerarium

PERŁA DLA SZCZĘŚLIWYCH NA ZAWSZE

Czwartek 20 września 2018 My, Polacy, ale także inne narody, chcemy być wśród najlepszych, a upatrujemy ich na Zachodzie i w Ameryce. Dlatego jadamy w makdonaldach (choć jakość serwowanych tam potraw bywa bardziej niż obrzydliwa) i chodzimy w podziurawionych dżinsach – chociaż to kompletna wiocha, gorsza od pegeerowskiej (starsi tłumaczą młodszym ostatnie słowo).

To, co modne i powszechne z konieczności musi być płytkie, byle jakie, łatwe do skopiowania, bez jakiejkolwiek wyobraźni i polotu.

Mniejsza o stare kotlety i dziurawe gacie, gorzej jest z zachowaniami i myśleniem, czuciem i działaniem. Tu także wdarła się małostkowość, bylejakość i płycizna. Akceptujemy brzydotę (w imię rzekomego równouprawnienia gustów), dajemy przystęp kłamstwu (o ile można dzięki niemu skutecznie osiągać takie czy inne cele), chamstwo jest jedynie alternatywną wersją kultury i savoir vivru, pytania o sens życia równane są do opinii na temat kosmitów pod Opolem (Lubelskim).

Królestwo Boże Jezus przyrównuje do perły, znalezionej przez wytrwałego poszukiwacza. Perły od ponad 8 000 lat stanowią przedmiot zachwytu. Nie dlatego, żeby miały jakieś wyjątkowe właściwości lecznicze czy smakowe. Są bardzo rzadkie (z wyjątkiem tych hodowanych w akwariach), niezwykłe, oryginalne, niepowtarzalne, jedyne.

I każdy, kto pójdzie za głosem Pana Jezusa będzie taką perłą, zdobędzie pełnię życia, nawet więcej, wieczne życie.

Ilustracja – Dziewczyna ważąca perły, Jan Vermeer (1662).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Perły są jak wiadomo rzadkim towarem

Itinerarium

CO PONAD MIŁOŚĆ?

Środa 19 września 2018 Kto chodzi codziennie do kościoła – a znam takie i takich – usłyszy dziś hymn o miłości autorstwa św. Pawła. W czasie liturgii czyta się go raz na dwa lata, za rzadko. Zachęcam nie tylko do przeczytania tekstu, dobrze znanego, ale do jego wysłuchania. Jeśli macie przy sobie bliskie osoby, poproście, aby przeczytały wam go na głos, jest duża różnica między przeczytaniem, a usłyszeniem, zwłaszcza w przypadku tego tekstu. Kiedy słyszymy czyjeś wyznanie miłości, ma ono o wiele większą moc niźli to odczytane z papieru czy ekranu smartfonu (a już emotikon z serduszkiem to kompletna lipa, nie obrażając tego dostojnego drzewa).

Kiedy słyszymy hymn o miłości, poznajemy to, co Pan Bóg myśli o nas i co dla nas czyni. Jednocześnie słyszymy wezwanie do wcielenia w nasze miłości jej Bożego wymiaru, że nie zazdrości, nie unosi się pychą, nie szuka swego, że wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję i wszystko przetrzyma i nigdy nie ustaje.

Tak nas pokochał Bóg, tak bądźcie kochani i tak kochajcie.

Bracia:

Starajcie się o większe dary, a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą.

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadł wszelką wiedzę, i wiarę miał tak wielką, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał – byłbym niczym. I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże.

Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.

Miłość nigdy nie ustaje, nie jest jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie. Po części bowiem tylko poznajemy i po części prorokujemy. Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.

Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecinne.

Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś ujrzymy twarzą w twarz. Teraz poznaję po części, wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany.

Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: największa z nich jednak jest miłość.

(1 Kor 13,1 – 3)

Itinerarium