Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Kto się trochę gapi w
niebo, widział może pierwszą wiosenną pełnię księżyca. Tak, wiosenną, bo od najkrótszego
dnia w sezonie przybyło już światła prawie o godzinę, zwłaszcza na zachodzie słońca.
Światła przybywa, my
zelektryfikowani we dnie i nocy, nie widzimy tego. Jasnością pobudzone są za to
sójki, sikory, kawki, gawrony i kowaliki (te, co schodzą o pniach głową w dół –
rzadkość w awifaunie).
Wszystko to oznacza,
że czas się przebudzić i ruszyć za Chrystusem, „Wschodzącym z wysoka Słońcem”
(Łk 1,78).
Ten poniedziałek
zadedykujmy naszym babciom i dziadkom, z racji ich święta. Mnie dziadkowie nauczyli
żegnać się krzyżem, miłości do Pana Boga, szacunku dla ludzi i wartości chleba.
Za tych dziadków,
którzy już odeszli, zmówmy modlitwę o wieczne szczęście, z żyjącymi porozmawiajmy,
może wypijmy herbatę. A jak sami już piastujemy te role, to opowiedzmy wnukom
jak piękne było i jest życie.
Zaprosiliśmy
Chrystusa do Polski w czasie chrztu, ponad 1050 lat temu. Razem z Maryją. Tak
przed laty uczył nas rodaków, św. Jan Paweł II.
I nic lepszego nie
możemy zrobić dzisiaj. Zaprosić Ich do Polski, ale nie jakiejś abstrakcyjnej.
Zaprosić do mojego serca. Do mojej rodziny. Do szkoły. Na uniwersytet. Do
samochodu, którym codziennie jeżdżę. Do biura, w którym stukam po klawiaturze
komputera. Do sejmu i senatu i do każdego ministerstwa.
Prosta prawda, do
której warto wracać. Bo z Chrystusem i Maryją przychodzi zgoda, zrozumienie,
współczucie, radość, nadzieja i miłość.
Liturgia słowa:
W Kanie Galilejskiej odbywało
się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego
uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: “Nie mają
wina”. Jezus Jej odpowiedział: “Czyż to moja lub Twoja sprawa,
Niewiasto? Czy jeszcze nie nadeszła godzina moja?” Wtedy Matka Jego
powiedziała do sług: “Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Stało
zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z
których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Jezus rzekł do sług:
“Napełnijcie stągwie wodą”. I napełnili je aż po brzegi. Potem
powiedział do nich: “Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście
weselnemu”. Ci więc zanieśli. Gdy zaś starosta weselny skosztował wody,
która stała się winem – a nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy
czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego:
“Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas
gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory”. Taki to początek znaków
uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego
Jego uczniowie. (J 2,1 -11)
Pożegnanie ś. p. Pawła
Adamowicza, zamordowanego prezydenta Gdańska, przywróciło, pewnie na krótko, życie
kilku ważnym słowom i wartościom, które gubimy w wirze życia.
Może wróci
solidarność, może pytania o prawdę, o Polskę, o służbę ludziom. Dobrze, jeżeli
wrócą, jeżeli zacznie się coś dziać w naszym myśleniu, a potem w działaniu.
Ja pomodlę się dzisiaj
za ś. p. Pawła Adamowicza, rozdam kilkadziesiąt talerzy z zupą dla ubogich i
bezdomnych, porozmawiam z trzema lub czterema samotnymi w ich legowiskach w
pustostanach i w ogródkach działkowych.
Każdy z nas może
zrobić dziś coś bardzo prawdziwego, dłużej pobawić się z dziećmi czy wnukami,
zrobić dobrą kawę dla żony, upiec sernik dla męża. Solidarność i miłość mają
kształty codzienności.
Chrystus swoje życie
ofiarował w dobrych słowach i czynach dla ludzi.
Dużą karierę robi „mowa
nienawiści” i próby jej zwalczania. Nie wiem czy jakiekolwiek działania
edukacyjne – potrzebne oczywiście – zahamują wojny werbalne w przestrzeni
publicznej, zwłaszcza w Internecie. Nie wierzę także w uregulowania prawne, w
to, że za pomocą kar i grzywien czy więzienia, uda się powstrzymać słowną agresję.
Pisałem tu już wiele
razy o zabójczej ale i uzdrowieńczej mocy słowa, o czym wiem z doświadczenia.
Rana od zacięcia nożem zagoi się po tygodniu, rana zadana plotką, obmową,
kłamstwem, cynizmem, drwiną pozostaje długo, czasem do końca życia. „Trzydzieści
lat temu, powiedział mi…” Słowa, to nie tylko dźwięki, to raniące lub nawet
zabójcze pociski. Albo najlepsze lekarstwa i wspaniałe dary.
To, co mówimy, jak
mówimy, potrzebuje ewangelizacji, ducha Chrystusa. Najpierw słowa puste
(dominujące dzisiaj) – „Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą
ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu. Bo na podstawie słów twoich będziesz
uniewinniony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony” (Mt 12,36 – 37).
Dalej czytamy: „Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa szkodliwa, lecz
tylko budująca, zależnie od potrzeby, by wyświadczała dobro słuchającym” (Ef
4,29). Jakbyśmy do tego się dostosowali, mamy o połowę mniej do powiedzenia.
Słowami możemy także
ludzi odbudować, podnieść na duchu, wzmocnić, rozradować, uzdrowić, ucieszyć,
rozniecić nadzieję, wyrazić miłość, rozgrzeszyć i ocalić. To wszystko czynił
swoimi słowami Chrystus.
Jeżeli cokolwiek ma
się w Polsce zmienić, zależy to – między innymi – od tego co i jak powiemy rano i w ciągu dnia.
Oby to był posiew mocy, radości, nadziei i miłości.
Piszę od kilku dni o
potrzebie zmiany, nawrócenia na ludzką solidarność, poruszony tragedią w
Gdańsku, zabójstwem ś. p. prezydenta
Pawła Adamowicza. Na pewno teraz dużo w nas jeszcze mocnych uczuć, smutku,
rozbicia ale i współczucia, chęci zrobienia czegoś dobrego, wartościowego.
Wklejam w tym wpisie
zaproszenie do konkretnej solidarności, bo jak budować ją to od teraz i przy
pomocy rąk, nóg, słów i czynów. Symboliczne gesty też są ważne, ale jeśli
połączymy je z naszym zaangażowaniem na rzecz bardzo potrzebujących, to coś się
będzie zmieniać. I w nas i wokół nas.
To zaproszenie wymaga
decyzji o ofiarowaniu dwóch godzin w tygodniu, w dowolnym dniu, wieczorem,
pomiędzy 19:00 a 21:00. Od wielu lat w Gorącym Patrolu prowadzonym przez
lubelskie Centrum Wolontariatu pracujemy z ludźmi bezdomnymi – wydajemy im
codziennie posiłki, herbatę, ubrania, podstawowe leki. A przede wszystkim
rozmawiamy, wsłuchujemy się i dajemy swój czas. W naszej ekipie jest blisko 50
osób, są lekarze, pielęgniarki, biznesmeni, studenci, pracownicy naukowi,
specjaliści od dobrej kawy i dobrych samochodów.
Od miesiąca codziennie jeździmy z termosami,
defibrylatorem i opatrunkami do altanek na ogródkach działkowych, do
pustostanów i śmietników. Tam znajdujemy ludzi, kobiety i mężczyzn, którym rozdajemy
kołdry, koce, kurtki, gorącą zupę, czasem leki i buty. Ale ciągle jest nas za
mało.
Dlatego poszukujemy
kierowców (najlepiej z samochodami), ludzi, którzy umieją parzyć i rozlewać
herbatę, robić kanapki, podawać zupę i chleb. Proste, banalne? Tak, ale to jest
konkretna solidarność, twardy czyn miłości. I szukamy ludzi, którzy nie boją
się słuchać i rozmawiać.
Ponieważ od prawie 20
lat staram się w ten sposób służyć ludziom, wiem co piszę. Zaczynając od podanych
kubka herbaty i kanapki Renata poczuła się ważna, poszła na odwyk, potem
zdobyła fach i teraz jest porządną żoną i matką. Krzysiek, niegdyś alkoholik i samotny
bywalec pustostanów, odwiedza teraz swoim autem wnuki. Stefan, odnaleziony
miesiąc temu w altance na rogatkach Lublina przez pół roku nie jadł nic
gorącego, nasza zupa przed Świętami była jego pierwszym ciepłym posiłkiem.
Wcześniej konserwy i chleb ogrzewał najpierw przez trzy godziny pod kołdrą,
żeby wziąć je do ust. Teraz, dał się przekonać, ma już pracę, dach nad głową,
leczy dwubiegunówkę i widzi przed sobą przyszłość.
Kiedy zamieniamy
wzruszenia i uczucia na konkretne czyny, coś naprawdę może się zmienić, dlatego
to zaproszenie.
Pan Paweł z
działek ma już nowe okulary i wygodne łóżko, pan Olek dostaje prawie
codziennie gorącą zupę, chłopakom z dworca PKS dzięki kołdrom, które dostali od
wolontariuszy łatwiej przetrwać zimę.
Zastanawiasz się jak
Ty mógłbyś pomoc osobom, którym zima doskwiera najbardziej?
Zapraszamy do
programu Gorący Patrol, prowadzonego przez Centrum Wolontariatu w Lublinie.
Zostań wolontariuszem i pomagaj z nami na miarę swoich sił i możliwości.
– Jesteś kierowcą i
masz samochód? Przewieź termosy z gorącą zupą
– Lubisz gotować?
Przygotuj gorący posiłek lub pomóż robić kanapki.
– Potrafisz udzielać
pomocy przedmedycznej? Zmień opatrunki osobom bezdomnym
– Niestraszne Ci
zimno i śnieg? Sprawdź czy na działkach lub w pustostanach, ktoś nie potrzebuje
Twojej obecności.
Stań obok osoby
bezdomnej, podaj jej kubek herbaty, powiedz kilka ciepłych słów i przekonaj się
co się wtedy stanie.
Dołącz do nas.
Gwarantujemy pracę w grupie i szkolenia dla wolontariuszy.
Spotkanie informacyjne
odbędzie się w poniedziałek 21 stycznia o godzinie 19:00.w Centrum
Wolontariatu, ul. Głęboka 17.
Jednocześnie w dn. 22
– 25 stycznia, od wtorku do piątku, w godz. 10:00 – 18:00, będziemy prowadzić w tym samym miejscu
zbiórkę potrzebnych rzeczy dla bezdomnych, podajemy konkretną listę:
– buty zimowe męskie
i damskie
– kurtki męskie
– bielizna damska i
męska
– rękawiczki
– spodnie
Będziemy wdzięczni za podzielenie się wyżej
wymienionymi rzeczami, które dzięki Wam zyskają nowe życie na plecach, rękach i
nogach naszych bezdomnych sióstr i braci.
Pamiętam Polskę z
ormowcami i ubekami. Pierwsi mogli zatrzymać bez powodu każdego, bo byli „Ochotniczymi
Rezerwami Milicji Obywatelskiej” (ORMO), drudzy (Urząd Bezpieczeństwa lub
Służba Bezpieczeństwa) śledzili podejrzanych obywateli (miałem wątpliwą
przyjemność być wśród nich), podsłuchiwali i zatrzymywali bez powodu.
I teraz kalejdoskop dat
i rocznic. 40 lat temu przyleciał do Polski Jan Paweł II, to był czerwiec 1979.
Słuchałem i wierzyłem w Jego słowa: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze
ziemi, tej ziemi!”. Zstąpił i odnowił. A za 10 lat, w czerwcu 1989 po raz
pierwszy w życiu głosowałem na kogo chciałem, a głosowałem na ludzi
Solidarności. I w następne 10 lat potem mój kraj, Polska, stała się członkiem
NATO. To tak jakby – proszę wybaczyć
porównanie – Motor Lublin awansował do Ligi Mistrzów. Ale tak się naprawdę
stało.
Dzisiaj wierzę, że
Polska to ludzie, miejsce i czas, w których może zwyciężyć solidarność, zgoda,
zrozumienie i porozumienie. W rodzinach, miejscach pracy, na podwórkach, nawet
w sejmie.
Nie muszę wierzyć w
cuda, zbyt wiele widziałem ich w swoim życiu. Bogu dziękuję, że żyję w kraju
niezwykłych ludzi, kraju kochającym wolność. Dziś w Gdańsku i całej Polsce
smutek i zaduma po śmierci ś. p. Pawła Adamowicza. I nadzieja na nową, bardziej
szczęśliwą i Bożą Polskę.
Narody zjednoczone i
zgodne – tak jak rodziny – są szczęśliwe i silne. Te, które toczy wojna, choćby
tylko na ostre słowa, prędzej czy później przegrywają i marnieją. Głębokie
podziały w narodzie prowadzą nawet do wojen domowych, w poprzednim wieku doświadczyła
tego Hiszpania i Rosja, w tym jeszcze płonie Syria i Jemen. Polska także, na
mniejszą skalę, miała w historii rokosze i konfederacje w trakcie których Polacy
zabijali Polaków.
O tym, że można się
pięknie różnić, bez nienawiści i agresji, mówi się od wieków i na tym polega
wielkość ludzi i społeczeństw.
Mieliśmy w najnowszej
historii Polski dwa wydarzenia, które poruszyły cały naród, odejście Jana Pawła
II prawie 14 lat temu i katastrofę smoleńską sprzed 9 lat. Zabójstwo ś. p. Pawła Adamowicza przeżywa dziś
większość Polaków. Dwie poprzednie szanse z 2 kwietnia 2005 r. i z 10 kwietnia
2010 roku zmarnowaliśmy.
Gdańsk dla mojego
pokolenia był miejscem narodzin nowej polskiej wolności w sierpniu r. 1980, może
teraz popłynie stamtąd fala nowej solidarności, która zjednoczy nas Polaków,
pomimo różnic w poglądach. Modlę się, abyśmy na nowo stali się wspólnotą
narodową, jakkolwiek górnolotnie to zabrzmi. Wspólnotą solidarną, wspierającą
się, rozumiejącą, szanującą wzajemnie, bliską, mądrą i pełną braterskiej
miłości.
W chwili gdy ten
tekst zostanie opublikowany, prezydent Gdańska, Paweł Adamowicz, walczy o życie
po ataku nożownika. Kiedy usłyszałem o tym dramacie pomodliłem się o zdrowie
ciężko rannego, tyle mogę zrobić.
Podobnie jak wielu z
Was po usłyszeniu informacji o zamachu jestem zszokowany. To mogło się zdarzyć
w Polsce? Dzisiaj? Niedawno świętowaliśmy stulecie odzyskania niepodległości,
teraz mamy 30 lat nowej polskiej wolności. Kilka miesięcy temu pisałem o
narastającej nienawiści i agresji pomiędzy Polakami –
Od wielu lat nie ma
już jednej Polski, najbardziej podział na dwie, może trzy czy cztery Polski,
zaznaczył się po odejściu św. Jana Pawła II w 2005 r. Świat polityko sięgnął po
agresję i nienawiść jako środki zdobywania czy utrzymywania władzy, a te emocje
udzielają się wielu rodakom. Media, włączone w tę walkę, podsycają jeszcze
bardziej złe emocje. Zasadniczo nie ma dialogu, rozmowy, wymiany opinii, jest
wojna domowa. Przeważnie na słowa, ale jak widzimy także na noże.
Mam nadzieję, że
tragedia w Gdańsku będzie impulsem do otrzeźwienia i nawrócenia. Do szacunku
dla innych ludzi, do traktowania ich z godnością (pomimo różnic w poglądach),
do ujrzenia w każdym siostry i brata, do łagodności i zrozumienia. Do pokoju i
jedności, słowem do wciąż nierealizowanego w Polsce przesłania Chrystusa i
Ewangelii.
PS. Zdjęcie ze strony
internetowej Pawła Adamowicza.
Kazanie na Święto Chrztu Pańskiego Niedziela
13 stycznia 2019
Dzisiejsze
święto przypomina przynajmniej o dwóch miłościach. O jednej słyszymy w
Ewangelii – „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”. To miłość
Boga do każdego z nas. Proszę sobie swoje imię wstawić zamiast „tyś”, dla
przykładu, „Agnieszko, Katarzyno, jesteś moją umiłowaną córką”, „Andrzeju,
Pawle, jesteś moim umiłowanym synem”. Cieszę
się tą miłością, tym, że Bóg zna mnie po imieniu i w chrzcie obdarował
początkiem mojego wiecznego życia.
I
druga miłość, ta od rodziców, którzy przynieśli mnie do kościoła na chrzest, bo
wierzyli, że dają to, co najlepsze, a właściwie Kogoś – samego Boga.
Dwie
wielki miłości, które ten dzień czynią radosnym świętem.
Liturgia
słowa:
Gdy lud oczekiwał z
napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest on
Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: „Ja was chrzczę wodą; lecz idzie
mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów.
On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem”. Kiedy cały lud przystępował do
chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i
Duch Święty zstąpił na Niego w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba
odezwał się głos: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”.