Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Powoli kończą się
żniwa, ziarna, które wpadały późną jesienią w ubiegłym roku i wczesną wiosna
tego, właśnie wydają plon.
Rzadko się nad tym
zastanawiamy, ale prawdą jest, że każde nasze słowo, każdy gest i czyn, to nasiona,
które wydadzą w przyszłości plon. Zasiewamy nimi w głowach i sercach innych
ludzi, zwłaszcza najbliższych, smutek i zamieszanie, radość i nadzieję, jakieś
dobro albo zło.
W końcu i my sami
jesteśmy ziarnem, z którego będzie jakiś plon. Oby z nas wyrosły dobre zbiory,
gorzej jak będą to chwasty. Mamy jeszcze czas aby zasiewać to, co dobre,
piękne, pełne sensu i miłości.
„Zaprawdę, zaprawdę,
powiadam wam: Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie
samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje
życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na
życie wieczne”. (J 12,24 – 25)
Jedenaście lat temu
rosyjskie czołgi wjechały do Gruzji, zaraz potem Gruzja utraciła dwie
prowincje, Abchazję i Osetię Południową. W Tbilisi pojawił wówczas się ś. p. prezydent
Lech Kaczyński i niemal proroczo przepowiedział:
– Wiemy świetnie, że
dziś Gruzja, jutro Ukraina, a później może i czas na mój kraj, na Polskę!
Społeczność międzynarodowa,
UE, NATO i ONZ wysłały listy protestacyjne, które nie wzruszyły Putina.
Od 11 lat trwa piękny
most solidarności pomiędzy Lublinem a Gruzją, wszystko zaczęło się od przyjęcia
ponad 100 gruzińskich dzieci z rodzin dotkniętych skutkami wojny (więcej o tym
poniżej).
Od najbliższego
wtorku wolontariusze z naszego środowiska (Centrum Wolontariatu i
Stowarzyszenie Solidarności Globalnej) prowadzić będą trzy obozy w gruzińskich miejscowościach,
gdzie zlokalizowane są centra dla uchodźców po wojnach z r. 1992 i 2008. Ianeti
w środkowej Gruzji to osada Meschetyńców, w 1944 r. przymusowo wysiedlonych przez
Stalina, dopiero powracających do siebie. Shavshvebi to z kolei obóz dla
wygnanych z Osetii Południowej, w Nikozi mieszkają w nędznych warunkach uchodźcy
po obydwu wojnach.
Ojciec Święty Jan
Paweł II apelował do nas Polaków, w czerwcu 1991 r. – Wciąż jesteśmy wzywani. Każdy na inny sposób. Na różnych miejscach
bowiem cierpi człowiek i woła o człowieka. Potrzebuje jego obecności, jego
pomocy. Jakże ważna jest ta obecność ludzkiego serca i ludzkiej solidarności”.
Nr konta: 36 1240 1503 1111 0010
1529 8952
Bank Pekao SA Odział w Lublinie V
ul. Królewska 1, 20-109 Lublin
Z dopiskiem w tytule przelewu: „Darowizna na cele statutowe”
Ps.
zdjęcia z naszych działań w Gruzji.
ZACZĘŁO SIĘ OD 100
DZIECI
o dziełach lubelskiej
solidarności z Gruzją
Nikt nie spodziewał
się, że w sierpniu 2008 r., podczas olimpiady w Pekinie, dojdzie do napaści
Rosji na Gruzję. W jej wyniku zginęło kilkaset osób a blisko 150.000 Gruzinów musiało opuścić
tereny zajęte przez Rosjan. Z inicjatywy ś. p. prezydenta Lecha
Kaczyńskiego Polska przyjęła wówczas
kilka tysięcy gruzińskich dzieci na wakacje. Ponad setka przyjechała do naszej
diecezji i znalazła się pod opieką Centrum Duszpasterstwa Młodzieży i Centrum
Wolontariatu w Lublinie. Tak rozpoczęła się trwająca do dziś lubelska misja
solidarności z Gruzją.
Młodzi Gruzini,
goszczący u nas 11 lat temu, pochodzili z okolic Gori, miasta najbardziej zniszczonego
przez wojnę. Jedna z dziewczynek, Kasia Beruashvili potrzebowała pilnej
operacji okulistycznej, podjęli się jej lubelscy lekarze. Dziś Kasia skończyła
studia w Polsce i aktywnie włącza się we współpracę polsko – gruzińską.
BUTY I LOTNY SZPITAL
Na prośbę gruzińskiej
Caritas lublinianie zebrali ponad 30 par butów, przeznaczonych dla dzieci z
Domu Sierot Wojny w Tbilisi, do Gruzji poszła także znaczna pomoc finansowa
sięgająca 100.000 zł. Trafiła do ośrodków dla uchodźców, przebywających w
trudnych warunkach, często bez prądu i wody. Dzięki projektom lubelskiego
Stowarzyszenia Solidarności Globalnej, w Gori powstała pracownia stolarska
(funkcjonująca do dzisiaj) dająca pracę uchodźcom wojennym. Udało się także
wyposażyć w komputery klub młodzieżowy, dzięki czemu rozpoczęły się tam zajęcia
z informatyki. W innym ośrodku, w Shavshvebi, ufundowano kilka maszyn do szycia
i spółdzielnię krawiecką, nadal szyjącą wspaniałe kaukaskie pościele, dające
utrzymanie kilkudziesięciu rodzinom uchodźców.
Inną inicjatywą,
wspomaganą także obecnie, jest „Mobilny Szpital”. Grupa lekarzy z Tbilisi dwa
razy w miesiącu odwiedza ośrodki dla uchodźców w trudno dostępnych górach,
prowadząc tam leczenie, głównie dzieci i osób starszych. Koszt takiej wyprawy
(leki, opatrunki, paliwo) wynosi ok. 100 euro i pokrywany jest ze zbiórek w Lublinie.
NA LINII TBILISI
LUBLIN
W ciągu ostatnich 11
lat wielokrotnie lubelscy wolontariusze dzielili się swoją wiedzą i
doświadczeniem z partnerami w Gruzji. Tamtejsza Caritas, wzorując się na
naszych działaniach, uruchomiła w najbardziej zaniedbanej dzielnicy Tbilisi
(Didube) wydawanie ok. 700 codziennych posiłków dla ubogich i bezdomnych.
Opierając się na lubelskim modelu Caritas w Gruzji stworzyła Centrum
Wolontariatu, angażując młodzież w pomoc uchodźcom, chorym i zaniedbanym
dzieciom. Podobne centra powstały także w Gori, Kutaisi i Zugdidi.
Kilkadziesiąt osób przyjeżdża nadal do Lublina na staże, zdobywając tutaj
kompetencje do prowadzenia działań charytatywnych w swoim kraju.
Kiedy w roku 2015
Tbilisi dotknęła groźna powódź, lublinianie zaprosili grupę 50 dzieci
powodzian, które spędziły u nas wspaniałe wakacje, dzięki wsparciu władz Lublina
i niektórych parafii.
Ostatnie lata
przyniosły nowe działania, w Wąwozie Pankiskim i Adżarii nasi wolontariusze
zorganizowali tygodniowe obozy dla najbiedniejszych dzieci. To miejsca odcięte
od świata, pozbawione elektryczności, gazu, wody bieżącej czy asfaltowych dróg.
Lubelscy animatorzy przyjęci byli z wdzięcznością, udało się pokonać bariery
językowe. Te akcje możliwe były dzięki zbiórkom w kilkunastu lubelskich
parafiach.
W r. 2018 misja
pomocy dla Gruzji i w Gruzji była kontynuowana poprzez zainicjowanie klubo – świetlic
we wspomnianych wyżej regionach. Dzięki naszym środkom zostaną wyposażone w
podstawowe sprzęty, przeszkoleni będą również tamtejsi wolontariusze do
samodzielnych działań z dziećmi i młodzieżą.
Wokół Kościoła i
chrześcijaństwa trwają teraz ożywione dyskusje i kłótnie, pojawia się wiele
postulatów naprawy, bardziej i mniej słuszne krytyki.
Ze znajomości
historii chrześcijaństwa wiem jedno. Jego losy i losy Kościoła odmieniali
ludzie. Ludzie pełni wiary i miłości. Święci Dominik, patron dzisiejszy, Franciszek,
Ignacy z Loyoli czy jutrzejsza patronka św. Edyta Stein (jutrzejsza patronka),
to kobiety i mężczyźni, którzy mieli istotny i dobry wpływ na Kościół. Mieli
ten wpływ nie dzięki jakimś doskonałym programom duszpasterskim, podbudowanych
analizami socjologicznymi. To byli ludzie wielkiej wiary i ofiarnej miłości.
Jeśli cokolwiek ma
odnowić dziś chrześcijaństwo, to Twoja i moja wiara, Twoja i moja miłość.
Pielgrzymka dla
muzułmanów (hadżdż) jest jednym z niezbędnych aktów w islamie, przynajmniej raz
w życiu należy pójść lub pojechać do Mekki. Pobożni Żydzi wędrowali do Jerozolimy
raz do roku, na święto Paschy, szedł tam też 12-letni Pan Jezus. Pielgrzymowanie
zaleca swoim wyznawcom buddyzm i hinduizm (nad rzekę Ganges).
Pielgrzymki
autokarowe, samolotowe czy rowerowe, są formą zastępczą, dobrą dla tych, którzy
ze względów zdrowotnych nie mogą iść na własnych nogach. Znam i podziwiam osoby
niepełnosprawne, które pomimo swojej sytuacji doszły do Częstochowy.
Kilkadziesiąt tysięcy
pątników idzie obecnie na Jasną Górę. Kto choć raz pielgrzymował, nawet kilka
kilometrów, wie, że jest to najważniejszy impuls dla serca i wiary. Kiedy ruszają
nogi, rusza nasz duch.
Istotą
pielgrzymowania, odkrywaną wcześniej czy później, jest zrozumienie, że
przyszłością człowieka jest niebo, ściślej mówiąc Pan Bóg. Kiedyś pozostawimy
za sobą domy, samochody, ogródki, nawet pątniczy plecak. I staniemy przed
Bogiem tylko z tym, co zgromadzimy w sercach.
Każdy z nas potrzebuje przemienienia, zwleczenia z siebie grzechów i zła. Niezadowolenie
z siebie można oczywiście pokryć nowoczesnymi pomysłami na poprawę samopoczucia,
stosując techniki autoperswazji („Jest mi dobrze, jest mi dobrze, jest mi
dobrze ..”) albo łykając którąś z „tabletek szczęścia”.
Nie zamierzam nikogo przekonywać, podzielę się tylko starym i znanym, choć
dziś nie lubianym, sposobem na odmianę życia. Po prostu trzeba zacząć się
modlić. Ewangelia z dzisiejszego święta przypomina o tym: „Gdy się modlił …”.
Tak przemienił się Jezus, taka jest też droga naszej skutecznej przemiany
Ewangelia na dzisiaj:
Jezus wziął z
sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił,
wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto
dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w
chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dopełnić w Jeruzalem. Tymczasem
Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i
obydwu mężów, stojących przy Nim.
Gdy oni się z
Nim rozstawali, Piotr rzekł do Jezusa: «Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy.
Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla
Eliasza». Nie wiedział bowiem, co mówi. Gdy jeszcze to mówił, pojawił się obłok
i osłonił ich; zlękli się, gdy weszli w obłok.
A z obłoku
odezwał się głos: «To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie!» W chwili gdy
odezwał się ten głos, okazało się, że Jezus jest sam.
A oni
zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie opowiedzieli o tym, co
zobaczyli.
Kto choć raz był w
Rzymie, wie, że śnieg jest tam niewyobrażalny. I to prawda, chyba, że do akcji
włączy się Matka Boża. W liturgii dziś wspominamy Matkę Bożą Śnieżną i wcale
nie chodzi o jakiś wizerunek na Grenlandii tylko o słynną rzymską bazylikę
Matki Bożej Większej.
Według tradycji w 352
r. Maryja ukazała się papieżowi Liberiuszowi i rzymskiemu patrycjuszowi Janowi,
nakazując im budowę kościoła w miejscu, które im wskaże. 5 sierpnia, w okresie blisko
40-stopniowych upałów, Wzgórze Eskwilińskie pokryło się śniegiem – tam
zbudowano świątynię. W bazylice znajdują się relikwie żłóbka betlejemskiego i
starożytny obraz Matki Bożej. Jest on największym skarbem bazyliki. Paweł V
wystawił ku jego czci przebogatą kaplicę, zwaną także od nazwiska jego rodu
Borghese. Sam obraz Matki Bożej pochodzi z XII w. Ma wyraźne cechy
bizantyjskie.
Ten obraz znany jest
dobrze uczestnikom Światowych Dni Młodzieży, ponieważ jego kopia towarzyszy
kolejnym spotkaniom młodych z papieżami, począwszy od tego ze św. Janem Pawłem
II w r. 1985. Jest zwyczaj, że co roku w uroczystość Matki Bożej Śnieżnej w
kaplicy Matki Bożej z kopuły zrzuca się płatki białych róż, przypominające
płatki śniegu. Płatki te symbolizują także wszelkie łaski, jakie otrzymać można
od Maryi.
I ja zachęcam, aby
dziś poprosić Matkę o łaskę najbardziej nam potrzebną. Prośmy z rozmachem, Ta,
która zesłała sierpniowy śnieg w Rzymie i która stała się Matką Boga, potrafi
uprosić nam cuda.
Ewangeliczny
głupiec nie został skarcony za to, że był bogaty. Zgubiło go myślenie według
modelu „Jedz, pij i używaj”. Takie myślenie dominuje dzisiaj. Bożek pieniądza
zarządza dziś skutecznie życiorysami ludzkimi. Jedz, pij i używaj. Nie myśl o
innych, myśl o sobie.
Zbawienie dają
jednak tylko te pieniądze, które rozdaliśmy, z miłością w sercu i hojnością
wyobraźni.
Liturgia słowa
Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: «Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się
podzielił ze mną spadkiem».
Lecz On mu odpowiedział: «Człowieku, któż Mnie ustanowił nad wami sędzią
albo rozjemcą?»
Powiedział też do nich: «Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo
nawet gdy ktoś ma wszystkiego w nadmiarze, to życie jego nie zależy od jego
mienia».
I opowiedział im przypowieść: «Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze
obrodziło pole. I rozważał w sobie: „Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić
moich zbiorów”. I rzekł: „Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję
większe i tam zgromadzę całe moje zboże i dobra. I powiem sobie: Masz wielkie
dobra, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj!” Lecz Bóg rzekł
do niego: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc
przypadnie to, co przygotowałeś?”
Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty
u Boga».
Kiedy czytacie te
słowa, hiszpański statek z organizacji Open Arms ze 123 uchodźcami z Afryki
dryfuje po Morzu Śródziemnym w poszukiwaniu portu gdzie mógłby zawinąć. Na
pokładzie są dzieci, ciężarne kobiety i osoby ranne. Władze Włoch nie wyraziły
zgody na przyjęcie statku, na razie podobnie zachowuje się Hiszpania.
Może nie wszyscy
znają historię okrętu „St. Louis”, który w maju 1939 r. przypłynął pod Miami na
Florydzie mając na pokładzie ponad 900 Żydów, uciekających przed widmem
Holocaustu w Niemczech. Amerykańskie kanonierki ostrzelały statek rakietami ostrzegawczymi,
ani rząd USA ani Kanady nie chciały przyjąć tych uchodźców. Kapitan zmuszony
był do powrotu do Europy. Większość pasażerów nie przeżyła II wojny światowej,
zamordowana przez Niemców.
Statystyki podają, że
liczba ofiar, które utonęły w Morzu Śródziemnym w ostatnich latach sięga prawie
50 000. Ich szczątki zapewne nie pojawiają się na plażach przy Majorce czy
Ibizie, gdzie leżakuje bogata Europa.
I dobrze, że Open
Arms nie zawinie do Gdyni czy Szczecina.
Lubię małe kapliczki,
świątki, krzyże przydrożne i leśne, figurki świętych i Matki Bożej. Dobrze, że
tak wiele ich jeszcze można spotkać w Polsce i innych krajach o tradycji chrześcijańskiej.
Kiedy przechodzę obok
nich zaraz przychodzi sekwencja skojarzeń – wiara, modlitwa, Pan Bóg, serce,
życie wieczne. I najważniejsze – miłość.
Trochę po 17:00
dzisiaj będę rozlewał zupę dla bezdomnych w Lublinie. Innym dam witaminy, bieliznę
i skarpetki, razem z wolontariuszami pomagającymi bezdomnym. Wcześniej będę się
modlił za tych, co 75 lat temu ginęli w Warszawie.
Ginęli, nieświadomi,
że wszyscy wokół wiedzieli, że będzie to rzeź. Dobrze o tym wiedział Stalin,
który nie wysłał pomocy powstańcom, dobrze wiedział Hitler wysyłając silnie
uzbrojone dywizje, dobrze wiedział polski rząd w Londynie po nieskutecznych negocjacjach
w Moskwie.
Polska to Polska. Raz
trzeba o nią było walczyć na ulicach Warszawy, teraz może trzeba dać zupę i
skarpetki dla Polaków.