Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Pan Henryk nabroił
nieco i dostał wyrok, a nawet wezwanie do stawienia się w zakładzie karnym w
celu odbycia kary. Ponieważ jest ciepło, można spać na dworze, w ogrodach
dojrzały morele i o kanapki wysępione od przechodniów nie trudno, pan Henryk
raczej nie chce dobrowolnie iść za kraty.
Ponadto, jak
powiedział jego brat, pan Henryk się ukrywa. Spotkałem ich obydwu niedaleko
centrum miasta i zdziwiłem się, że się ukrywa skoro akurat się nie ukrywa.
– A właśnie, że się
ukrywam! – dowodził pan Henryk – Chodzę tutaj w centrum i nie znajdą mnie.
Niebiescy (czyli policjanci) jeżdżą co drugi dzień po dzielnicy, ja tam nie
chodzę, głupi nie jestem!
Pan Henryk ukrywa się
już ponad pół roku i zamierza się ukrywać jeszcze ze dwa miesiące, bo jak się zrobi
zimno, to może przestanie.
– Wie ksiądz – wyznał szczerze – może bym i
poszedł do więzienia, ale normalnie nie mogę.
– Bo? – dopytywałem.
– Bo to na końcu miasta i nie mam na bilet,
żeby dojechać.
– To może ja panu pożyczę… – zaproponowałem
nieśmiało.
– Ksiądz chce mnie do więzienia wysłać? Nie
spodziewałem się…
– Ależ panie Heniu, ja żartowałem przecież! –
zacząłem się bronić.
– No to jak już ksiądz chciał pożyczyć na ten
bilet, to ja poproszę…
Pożyczyłem. A wczoraj
widziałem, że pan Heniu nadal się ukrywa w centrum miasta. Tym razem spacerował
jakieś sto metrów od komendy wojewódzkiej policji.
Okoliczności śmierci
Jana Chrzciciela, „największego spośród zrodzonych z niewiast” według samego
Chrystusa, zawierają wszystko, co godne jest powieści kryminalnej. Jest
intryga, suto zakrapiana impreza, zdemoralizowanie elit, krwawa akcja z trupem.
To wszystko zapisane
jest w Ewangelii i dane nam jako słowo Boże. Po to, abyśmy zrozumieli, że
historia zbawienia toczy się poprzez ludzkie dzieje, czasem groteskowe, krwawe
i okrutne.
Nawet jak czasem wydaje się nam, że historia
jest tylko zapisem ludzkiego zła i cynizmu, to Pan Bóg poprzez taką historię
realizuje swoje plany. Plany zbawienia.
Nigdy nie traćmy
nadziei, kiedy dotyka nas zło, krzywda czy prześladowanie. To samo spotkało
Jana Chrzciciela, potem Chrystusa, a po Nim wielu Jego uczniów. Na końcu zawsze
jest pełen miłości Bóg i wieczne szczęście.
Ilustracja za
brewiarz.pl
Herod kazał pochwycić Jana i związanego
trzymał w więzieniu z powodu Herodiady, żony brata swego, Filipa, którą wziął
za żonę.
Jan bowiem napominał Heroda: «Nie wolno ci
mieć żony twego brata». A Herodiada zawzięła się na niego i chciała go
zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, widząc, że jest
mężem prawym i świętym, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży
niepokój, a jednak chętnie go słuchał.
Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod
w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i
osobistościom w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała
się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczyny: «Proś mnie, o co
chcesz, a dam ci». Nawet jej przysiągł: «Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet
połowę mojego królestwa». Ona wyszła i zapytała swą matkę: «O co mam prosić?»
Ta odpowiedziała: «O głowę Jana Chrzciciela». Natychmiast weszła z pośpiechem
do króla i prosiła: «Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela».
A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie
chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę Jana.
Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją
dziewczynie, a dziewczyna dała swej matce.
Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym,
przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie. (Mk 6,17 – 29)
Nie zapomnijcie o
radości życia. O bocianach, które już prawie wszystkie zerwały się z naszych
gniazd i lecą najpierw nad Bosfor, a potem nad Nil.
O darze gorącego
lata, które jeszcze gości na naszym niebie. I o wysypie grzybów w lasach pod
Lublinem.
I o ludziach, którzy
chcą się z nami spotykać, rozmawiać i słuchać nas. I o sobie samych nie zapomnijmy,
bo i my ubogacamy to życie śmiechem, szczęściem i rozwianymi włosami.
Nie zapomnijmy o
radości życia, w ten sposób najlepiej oddajemy chwałę Panu Bogu!
W historii naszego narodu
bywały okresy, kiedy mogliśmy liczyć tylko na wiarę w opiekę Maryi. Tak było w
czasie wojen ze Szwedami w XVII w., a jeszcze bardziej przez ponad 120 lat rozbiorów. Przypomnę, że
wtedy nie mieliśmy żadnych sojuszników czy sprzymierzeńców (poza symbolicznym
wywoływaniem polskiego ambasadora w Konstantynopolu), a jednak przetrwaliśmy
jako naród. Nikt też nam nie pomógł w okresie drugiej wojny światowej i po
niej. Ufaliśmy, że nie opuszcza nas tylko Maryja.
Nie można wykluczyć,
że trudne chwile dla Polski przyjdą w przyszłości, jest to nawet coraz bardziej
realne. Liczenie na sojusze jest naiwnością pozbawioną podstaw w historii i
znajomości współczesnych realiów ekonomicznych – nikt nie ma interesu w tym,
żeby nas bronić swoim kosztem.
Nasilające się
obecnie profanacje wizerunków Matki Bożej w Polsce, tłumaczone swobodą artystyczną
i wolnością poglądów, nie są groźne dla wiary, są raczej płytką herezją, dobrą
dla ludzi o skromnym zasobie wyobraźni. Szkodzą natomiast poczuciu jedności i
tożsamości narodu, mamy znaki, symbole i wartości, które pozwalały nam przetrwać
i które trzeba zachować, aby nie rozpaść się w przyszłości.
Dlatego dzisiaj, w
uroczystość NMP Częstochowskiej, modlę się za Polskę przez wstawiennictwo Tej,
która była z Polakami w najtrudniejszych chwilach dla nas i Która pozostanie z
nami w przyszłości.
Z dzisiejszej
liturgii słowa wklejam pierwsze czytanie, psalm i Ewangelię. Izajasz mówi, że zbawienie
osiągną narody o dziwnych nazwach – Tarszisz, Put, Lud, Meszek i Rosz, Tubal i
Jawan. Psalmista śpiewa, że wszystkie ludy i wszystkie narody będą chwalić
Pana. A w Ewangelii słyszymy, że zbawienie nie zależy od znajomości nauki
Chrystusa czy przynależności do Jego kręgu towarzyskiego.
Z tego wynikają przynajmniej
dwie ważne rzeczy dla naszej wiary i życia. Pierwsza, żeby szanować wszystkie
narody, o żadnym nie mówić z pogardą czy lekceważeniem. Może uda nam się
wykorzenić z naszego słownika poniżające słowo „ruski”, którego często jeszcze używamy
w stosunku do Ukraińców czy Białorusinów. To samo dotyczy niechęci do Żydów,
Cyganów, Rumunów i coraz częściej teraz Niemców. Wszystkie narody są kochane
przez Pana Boga na równi, wszystkie dostępują zbawienia. „Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w
królestwie Bożym”.
I druga lekcja, żeby
nasze życie było spełnioną Ewangelią. Słuchanie świętych tekstów i powtarzanie pobożnych
słów nie wystarczy. Do zbawienia potrzebne są dzieła miłości, solidarności,
pokoju, dobra i życzliwości.
LITURGIA SŁOWA
Tak mówi Pan:
«Ja znam ich czyny i zamysły. Przybędę, by
zebrać wszystkie narody i języki; przyjdą i ujrzą moją chwałę. Ustanowię u nich
znak i wyślę niektórych ocalałych z nich do narodów Tarszisz, Put, Lud, Meszek
i Rosz, Tubal i Jawan, do wysp dalekich, które nie słyszały o mojej sławie ani
nie widziały mojej chwały. Oni rozgłoszą chwałę moją wśród narodów.
Z wszelkich narodów przyprowadzą jako dar
dla Pana wszystkich waszych braci – na koniach, na wozach, w lektykach, na
mułach i na dromaderach – na moją świętą górę w Jeruzalem – mówi Pan – podobnie
jak Izraelici przynoszą ofiarę pokarmową w czystych naczyniach do świątyni
Pana. Z nich także wezmę sobie niektórych jako kapłanów i lewitów» – mówi Pan.
(Iz 66, 18 – 21)
Chwalcie Pana, wszystkie narody,
Wysławiajcie Go, wszystkie ludy,
Bo potężna nad nami Jego łaska,
A wierność Pana trwa na wieki (Ps 117)
Jezus przemierzał miasta i wsie, nauczając
i odbywając swą podróż do Jerozolimy.
Raz ktoś Go zapytał: «Panie, czy tylko
nieliczni będą zbawieni?»
On rzekł do nich: «Usiłujcie wejść przez
ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie zdołają.
Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas, stojąc na dworze, zaczniecie
kołatać do drzwi i wołać: „Panie, otwórz nam!”, lecz On wam odpowie: „Nie wiem,
skąd jesteście”. Wtedy zaczniecie mówić: „Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą,
i na ulicach naszych nauczałeś”.
Lecz On rzecze: „Powiadam wam, nie wiem,
skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się
niesprawiedliwości!” Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie
Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie
samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i
siądą za stołem w królestwie Bożym.
Tak oto są ostatni, którzy będą
pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi».
W ostatnich 20 latach
Polska przesunęła się w strefę Wielkiego Żarcia, polecam wszystkim film pod tym
tytułem z r. 1973, przestrzegam wrażliwych przed scenami rzygania, puszczania
bąków i rzężenia. Mimo wszystko warto zobaczyć, bo ten film spełnia się dzisiaj
w polskiej scenerii jak mroczne proroctwo. Do tego można dodać muzyczne
profetyczne przesłanie Rogera Watersa „Amused Itself to Death”, linki na końcu
wpisu.
Za 10 dni wspomnimy,
może nie wszyscy, rocznicę polskiej solidarności 1980. Zryw ponad 10 milionów
Polaków, który doprowadził ostatecznie do tego, że żyjemy dzisiaj w wolności. A
raczej, żyliśmy w wolności, bo teraz sprzedajemy ją za żarcie i zabawę.
Wcale nie jestem pesymistą,
nadal wierzę, że wzywany w 1979 r. przez Jana Pawła II Duch, nadal odnawia
oblicze ziemi, tej ziemi („Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej
ziemi” – Warszawa 2 czerwca 1979). Jesteśmy jednak w pierwszej piątce najbardziej
otyłych narodów w Europie, a pod względem sztuki bezsensownej zabawy na pewno
nie ustępujemy ogłupiałej europejskiej czołówce.
No dobrze, koniec
wpisu, co dzisiaj zrobimy, aby poddać się Duchowi, który przez nas chce
odnawiać polską ziemię? Taki piękny weekend przed nami!
Gdzie dwóch albo
trzech gromadzi się w imię Moje, tam jestem pośród nich. To słowa z Ewangelii
św. Mateusza.
Jest wielka tajemnica
w spotykaniu się ludzi. To nie jest tak, że tylko rozmawiamy, śmiejemy się,
jemy śniadania czy kolacje albo idziemy na spacer. Pod tym wszystkim, o ile jesteśmy
otwarci na ludzi, życzliwi im i ufni, pod tym wszystkim dzieją się bardzo
istotne rzeczy. Dotykamy wówczas tajemnicy spotkania z Chrystusem, bardzo
subtelnego i cichego, ale dającego odczuć sens życia.
Ludzie są największą
radością naszego życia, jak dobrze, że są przy nas i z nami. Jeśli to doceniamy
i szanujemy ich, jesteśmy wielkimi szczęściarzami.
W kalendarzu mało znanych
świąt mamy dziś wspomnienie MB Królowej. Ten tytuł przyznawano Maryi już w
czasach, kiedy najwyższą godność jaką mogła otrzymać kobieta była królewskość
lub cesarskość. Na Wschodzie zresztą przyznawano Jej tytuł cesarzowej. Zapewne
chodziło o to, aby wyrazić przekonanie, że Maryja jest najważniejszą kobietą w
historii.
W wezwaniu Królowej kryje się także wiara, że
Maryja ma jakiś udział w mocy samego Pana Boga, że może dla nas uzyskać dary i
łaski Boże. I z tego powodu ostatnią pieśnią jaką śpiewa się – w polskiej
tradycji – przy pogrzebie jest hymn „Witaj Królowo, Matko Miłosierdzia …” Z
zaufaniem, że ta, która zrodziła Dawcę życia wiecznego, może i zmarłym uprosić
dar wiecznego życia.
Tą wiarą dzielę się z
wami, wzywając Maryi Królowej.
Z dzieciństwa
wyniosłem kilka prawd, które dzisiaj
wydają się być eksponatami muzealnymi.
Na przykład, że nie
wolno naśmiewać się z innych, zwłaszcza ze starszych, chorych, smutnych czy
inaczej nieszczęśliwych. I jeszcze, że nie wolno myśleć i mówić źle o innych. W
dobie Internetu i szalonej popularności komentarzy, te prawdy stały się silnie
muzealne.
Przypominam je z
nadzieją, że wielu z was podziela ich sens. Ich praktykowanie świadczy o tym,
że zachowujemy szacunek dla innych, chronimy ich godność. Świadczy także o tym,
że my sami jesteśmy ludźmi a nie żmijami i papugami (przy całej sympatii dla
tych stworzeń).
Ponieważ nie mam od
ręką ani papugi ani żmii, musi wystarczyć młody drozd.