Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Zamieszanie i
niepewność to oznaki czasów, w których żyjemy. Za sprawą coraz bardziej
nieobliczalnych polityków i szalonej prędkości Internetu, wiele rzeczy może
błyskawicznie zmienić się na naszą niekorzyść czy nawet zgubę. Oczywiście, teoretycznie
zmiany mogą być także pozytywne. Teoretycznie, bo chyba wszyscy czujemy
przechył w stronę zła i głupoty.
My jednak żyjemy i
chcemy spokojnie przechodzić prze kolejne dni i tygodnie. „Prowadź mnie ścieżką
prostą”, modli się psalmista (Ps 27). Prosta ścieżka to unikanie zła i
wybieranie pomimo wszystko tego, co dobre. Prosta ścieżka to codzienna modlitwa,
troska o najbliższych ale i pamięć o tych, którym bomby lecą na domy i głowy.
Prosta ścieżka to zaufanie w cichą obecność samego Pana Boga w naszych
biografiach.
Prosta ścieżka to
podążanie za głosem serca, które myśli, słowa i uczynki opromienia miłością.
Dlaczego wierzę w Ewangelię i próbuję według niej układać życie? Najpierw
dlatego, że jest to piękny i prawdziwy projekt, choć bardzo trudny. I dlatego,
że jego celem jest życie wieczne.
Życie mam jedno, niepowtarzalne, projekt na nie musi być wielki.
Po latach praktykowania Ewangelii wiem, że jest ona projektem dla
zakochanych. Dla zakochanych w górach i zapatrzonych w bezkres morza. Dla
zakochanych w niezapominajkach i urzeczonych pełniami księżyca. Dla zakochanych
w ludziach i ich zwykłych sprawach. W tym wszystkim, co jest do pokochania,
żyje Pan Bóg. A w Nim jest jeszcze inne życie, to wieczne. Najlepszy projekt
jaki znam.
Ewangelia na dziś:
Wielkie tłumy szły z Jezusem. On odwrócił się i rzekł
do nich: «Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i
matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim
uczniem. Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim
uczniem.
Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie
wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby położył
fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z
niego: „Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć”.
Albo jaki król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z
drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi
może stawić czoło temu, który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu?
Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o
warunki pokoju.
Tak więc nikt z was, jeśli nie wyrzeka się
wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem».
Życie z Bogiem. Taki
tytuł nosił jeden z pierwszych zbiorów codziennych rozważań, jakie czytałem w
młodości. Życie z Bogiem, ta krótka fraza jest zachętą do przeżywania każdej
chwili z Nim. I nie chodzi o to, żeby nieustannie wypowiadać jakąś modlitwę
albo zajmować myśli pobożnymi sprawami.
Życie z Bogiem to
staranne wypełnianie swoich obowiązków (co jest bardzo trudne), okazywanie
szacunku dla każdego człowieka, koszenie trawy w wolną sobotę i dobre osolenie
wody przy gotowaniu ziemniaków. A w „tyle głowy” świadomość, że jest Bóg a moje
życie jest drogą do Niego.
Wiele lat temu, naprawdę
wiele, bo przynajmniej piętnaście, jeden z moich kolegów pracujących w służbach
specjalnych pokazywał jak może bez problemów podsłuchiwać dowolne rozmowy
telefoniczne prowadzone przez komórkę. Wyjaśnił to dość prosto – jeśli coś jest
w przestrzeni, to przy odrobinie pomysłowości można to przechwycić.
Dziwi mnie, że
ostatnio zapanowała konsternacja z powodu ujawnienia istnienia programu Pegasus
precyzyjnie śledzącego, co kto mówi, fotografuje, filmuje i pisze. Wcześniej
głośno było o popularnym chińskim smartfonie, przesyłającym wszystkie dane
użytkowników do centrali chińskiego wywiadu. Przypuszczam, że nie tylko
Chińczycy zainteresowani są takimi informacjami.
Jest rzeczą
oczywistą, że nasze smartfony udostępniają informacje o wszystkim co za ich
pomocą robimy, każdemu kto zechce je zdobyć przy odrobinie pomysłowości. Jeśli coś
jest w przestrzeni, można to zdobyć.
Czy cokolwiek jeszcze
– oprócz utraty kontroli nad swoim życiem i intymności – może nam grozić ze strony
smartfonów? Cofnijmy się w czasie, w r. 1996 słynny czeczeński pogromca Rosjan,
prezydent Dżochar Dudajew ginie od rakiety naprowadzonej na jego kryjówkę przez
telefon satelitarny którego używał. Pięć lat później, Masud Ahmad Szah, „Lew Pandższiru”,
legendarny afgański dowódca, zostaje zabity ładunkiem wybuchowym ukrytym w
kamerze bądź telefonie komórkowym odwiedzających go dziennikarzy. To oczywiście
przykłady skrajne, nas nie dotyczące, jak naiwnie pomyślimy.
I na koniec bardzo optymistycznie
– nic nie zstąpi dobrego spotkania przy kawie, spaceru z bliską osobą i rozmową
w cztery oczy gdzieś w zagajniku z maślakami.
Największym
złem jest brak wrażliwości i miłości bliźniego oraz przerażająca obojętność w
stosunku do sąsiada żyjącego na marginesie, dotkniętego wyzyskiem, moralnym
zepsuciem, biedą i chorobą.
To
jedna z myśli Agnes Gonxha Bojaxhiu, znanej jako św. Matka
Teresa z Kalkuty, dziś jej święto.
A nawet jakby ten pierwszy cytat nie przekonywał, to sens drugiego jest
na pewno do zrealizowania przez każdego z nas:
„Nie potrafimy robić wielkich rzeczy. Możemy robić rzeczy
małe, za to z wielką miłością”.
Za kogo można oddać życie?
Oddać życie. Nie tak po prostu umrzeć, ale oddać życie.
To pytanie stawiałem
sobie w Nowogródku, w miejscu stracenia
przez Niemców 11 sióstr nazaretanek w r. 1943. Niżej wklejam opowieść o
oddawaniu życia przez te niezwykłe polskie kobiety w dniu ich wspomnienia w
liturgii.
Za kogo i dlaczego
można oddać życie? Nie ma dobrej odpowiedzi bez miłości. Tej do Boga i tej
drugiej do ludzi.
Pogodna, ciepła letnia noc. Wojna. Jedenaście Polek, kobiet i zakonnic,
siedzi w pokoju na komisariacie gestapo w Nowogródku. Wiedzą, że może jeszcze w
nocy a może nad ranem, zostaną rozstrzelane. Posądzane są o pomoc partyzantom.
Modlą się, cicho popłakują, oddają życie w ręce Tego, Któremu zawierzyły
wdziewając habity. Właściwie nie zginą, ale oddadzą życie za stu dwudziestu
innych, którzy dzięki ich ofierze przeżyją. Oddadzą życie za innych, ale i za
Polskę.
Weronika była najmłodsza, miała tylko dwadzieścia siedem lat. Szlachcianka, ale
„zaściankowa”, czyli bez majątku. Leokadia, najbardziej korpulentna, wzbudzała
respekt i posturą i odwagą. W czasie okupacji sowieckiej (1939 – 1941) została
zmuszona do roli służącej rosyjskiego dyrektora szkoły w Nowogródku. „Dlaczego
ja?” – protestowała. Przez niecałe dwa lata doprowadziła do wiary całą
dyrektorską rodzinę. Dlatego pewnie ona.
Jutro uczcimy Niepodległość Polski. Przynajmniej nie zapomnimy, że to ten
dzień, wolny od pracy nawet. Opowiem o jedenastu Polkach, o Polsce przepięknej,
prostej i rozstrzelanej.
Wszystkie bohaterki dzisiejszej opowieści giną w Nowogródku (obecnie Białoruś),
najbardziej znanym z młodości Mickiewicza. Są zakonnicami, nazaretankami. W
lecie 1943 roku działająca w pobliżu miasteczka partyzantka radziecka na chwilę
zajmuje osadę Iwaniec, następuje karna ekspedycja gestapo, są egzekucje,
palenie całych wsi, liczne aresztowania. W samym Nowogródku 18 lipca 1943 roku
zostaje uwięzionych sto dwadzieścia osób, w większości ojcowie rodzin i
młodzież męska. Niemcy zapowiadają ich rozstrzelanie.
Adela Mardosewicz (siostra Stella w zakonie), w jednej z rozmów deklaruje: „Mój
Boże, jeśli potrzebna jest ofiara z życia, niech raczej nas rozstrzelają,
aniżeli tych, którzy mają rodziny – modlimy się nawet o to”. Modlitwa zostanie
wysłuchana za dwa tygodnie. Wcześniej, aresztowani mieszkańcy Nowogródka
zostają deportowani do przymusowej pracy na terenie Rzeszy Niemieckiej, wrócą
po wojnie wszyscy, żywi i ocalali. Siostra Stella słysząc o zagrożeniu życia
księdza Aleksandra Zienkiewicza, kapelana klasztoru, ponawia swoją przedziwną
prośbę: „Boże, mój Boże, ksiądz kapelan jest o wiele potrzebniejszy na tym
świecie niż my, modlimy się teraz o to, aby Bóg raczej nas zabrał niż księdza,
jeśli jest potrzebna dalsza ofiara”. Ksiądz przetrwał okupację, potem został
repatriowany na tzw. „ziemie odzyskane” i dożył 95 lat w opinii świętości
(zmarł w 1995 r.).
Modlitwa siostry Stelli szybko zostaje wypełniona. W sobotę 31 lipca otrzymuje
wezwanie, aby stawić się wieczorem w komisariacie gestapo, wraz ze wszystkimi
siostrami. Stawiły się o 19.30 po nabożeństwie różańcowym. Po godzinnej
rozmowie z niemieckim oficerem, podczas której padają zarzuty wspierania partyzantki,
siostry zostają wywiezione w kierunku koszar. Wiedzą, że zginą. Nie wiadomo, co
wpłynęło na zmianę terminu egzekucji, jednak gestapo przewozi zakonnice na noc
z powrotem na posterunek. Noc, niczym tamta w Ogrójcu. Rankiem, w niedzielę 1
sierpnia, siostry zostają rozstrzelane w małym i młodym lesie, pięć kilometrów
za Nowogródkiem. Wokół brzózki i sosenki.
Eugenia była nauczycielką spod Suwałk, nosiła przydomek „Siostra Dyscyplina”. O
Paulinie mówiono, że była „mało sprytna”, co wówczas uchodziło za spory
komplement. Helena „pierwsza do najcięższych robót, nieroztropna w miłości
siostrzanej, chce wszystkich wyręczać”. Julia, ledwo umiała czytać i pisać,
ponieważ rodzice nie chcieli posyłać córki na lekcje z obawy przed szkodliwym
wpływem zrusyfikowanej szkoły (początek XX wieku, zabór rosyjski). Józefa,
najprawdopodobniej tylko ranna w momencie egzekucji, ponieważ podczas
ekshumacji (1945) znaleziono ją w postawie przykucniętej, przypuszcza się, że
skonała przez uduszenie pod pryzmą piachu. Eleonora, „gdzie przeszła, tam był
ład, skład i porządek”. Anna, prócz zajęć stricte zakonnych, potrafiła prząść
len i wełnę. Jadwiga, z roztargnienia przytachała kiedyś pewnemu wizytatorowi
szkolnemu wraz z drugą siostrą kanapę, choć przełożona prosiła tylko o …
kanapkę. I Adela (Stella), tymczasowa przełożona klasztoru, obarczona tą
godnością po wyjeździe właściwej przełożonej, która wiedziała, że nie podoła w
czasie prześladowań.
Polska, jedenaście kobiet. Życie oddane, ale nie utracone. Niepodległość, którą
dziś mamy na całego, zrodzona z wielu ofiar, mało znanych jak ta, o której
wspominam dziś. Niepodległość i wolność, z życia i męczeństwa jedenastu kobiet
i tysięcy innych. Polska dla której trzeba było umierać. Polska dla której
warto żyć. Jak najlepiej.
Męczenniczki nowogródzkie, rozstrzelane 1 sierpnia 1943 roku
S. Stella – Adela Mardosewicz, lat 55, pochodząca z okolic Pińska;
S. Imelda – Jadwiga Żak, lat 51, z Oświęcimia;
S. Rajmunda – Anna Kukołowicz, Lat 51, z Wileńszczyzny;
S. Daniela – Eleonora Jóźwik, lat 48, z Podlasia;
S. Kanuta – Józefa Chrobot, lat 47, z ziemi Wieluńskiej;
S. Sergia – Julia Rapiej, lat 43, z okolic Grodna
S. Gwidona – Helena Cierpka, , lat 43, z Poznańskiego;
S. Felicyta – Paulina Borowik, lat 37, z Podlasia;
S. Heliodora – Leokadia Matuszewska, lat 37, z Pomorza;
S. Kanizja – Eugenia Mackiewicz, lat 39, z Suwałk
S. Boromea – Weronika Narmontowicz, lat 27, z okolic Grodna
Modlitwa za przyczyną Sióstr Męczenniczek z Nowogródka:
Boże, nasz Ojcze, Twój Syn, Jezus, powiedział, że nie ma większej miłości niż
oddać życie za drugiego człowieka. Siostra Stella i jej współsiostry
dobrowolnie wybrały śmierć, by ratować braci. Ty przyjąłeś ich ofiarę. Przez
wstawiennictwo Błogosławionych Sióstr usłysz nasze prośby, które zanosimy do
Ciebie w imię Jezusa, naszego Pana. Amen.
Rozpoczęła się
szkoła. Będą lekcje, klasówki i oceny. Wszystkie moje szkoły dawały mi nie
tylko wiedzę, ale otwierały też na prawdę. Dzięki nauczycielom i książkom odkrywałem,
że świat jest piękny, że ludzie są wspaniali (choć bywają źli), że na końcu
wszystkiego musi być Ktoś kto to wszystko wymyślił.
Wszystkie prawdy
prowadziły mnie do zrozumienia, że w życiu ważne jest dobro, to, które mogę
uczynić i to, które otrzymuję od innych. A za dobrem jest miłość, jedyny sens myślenia,
życia i działania. Wszystko to zacząć się może w szkole.
I zacznie się, jeżeli
dziećmi zajmą się nauczyciele, dla których prawda, dobro i miłość są
najwyższymi wartościami.
Na zdjęciu przy
dzisiejszym wpisie z pozoru nie ma nic nadzwyczajnego. Są ludzie, którzy coś
ustalają, wymyślają i tworzą. Są razem, blisko, na czymś im zależy.
Jeżeli będziemy mieć
takich ludzi wokół siebie i przy sobie, pokonamy wszystkie trudne chwile. I Pan Bóg
okaże się bardzo bliski.
Moja babcia zawsze z
lękiem patrzyła na samoloty, wiedziała, że mogą z nich spaść bomby a z nimi
śmierć. Teraz ja latam samolotami, z ufnością, że żadnego z nich nie trafi
jakaś rakieta.
Niemieckie bomby,
które spadły 80 lat temu na Wieluń a potem na inne polskie miasta rozpętały
największą jak dotąd wojnę na świecie. To było dawno, wojnę znamy z filmów i
książek, nie świszczą nam kule nad głowami.
Wojna jest jednak
bardzo blisko nas. Mapy w Internecie pokazują, że za 20 godzin jadąc samochodem
mogę dotrzeć do Doniecka, tam już widać zgliszcza zbombardowanych domów.
Znajomy generał mówi
mi, że dzisiaj wojna to jeden wirus, który może sparaliżować systemy
energetyczne, bankowe albo komunikację. Ojciec święty Franciszek jest pewien,
że dzisiaj trwa Trzecia Wojna Światowa, ale „w kawałkach”.
Patrzę na małe
polskie wojny na portalach, na razie na obraźliwe wpisy i kąśliwe komentarze.
Też wojna, choć bez ofiar śmiertelnych.
O pokój możemy się modlić
i jest to bardzo ważne. Więcej jeszcze dla pokoju możemy zrobić przebaczając
naszym wrogom, szanując każdego człowieka i przede wszystkim zamieniając każde
słowo, gest i czyn w miłość.
Kazanie na 39-lecie Solidarności 1980 Sobota 31 sierpnia
2019
Już kiedyś o tym
pisałem, o tym, jak zaczęła się przed 39 laty Wielka Solidarność. Przypomnę
krótko.
Anna Walentynowicz pracowała
jako suwnicowa (operatorka sprzętu) na jednym z wydziałów Stoczni Gdańskiej. Nie
mając zbyt wielu zajęć do wykonywania, w czasie przestoju suwnicy, postanowiła
robić swoim kolegom herbatę do przynoszonych do pracy kanapek. Wkrótce koledzy
z innych wydziałów, dowiedziawszy się o gorącej herbacie, zaczęli przychodzić
do pani Anny też licząc na herbatę. Wkrótce pani Anna musiała pożyczać termosy
od znajomych i czajniki, aby wszystkim przygotować napój. W niektóre dni
udawało się jej także ugotować trochę zupy i częstować kolegów. Po prostu tak
postanowiła z dobrej woli i chęci pomocy. W końcu stało się to w Stoczni niemal
zwyczajem, a troska pani Anny zaczęła zakreślać coraz szersze kręgi, do tego
stopnia, że stała się najbardziej lubianą osobą w całej Stoczni.
Kiedy latem 1980 r. groziło
jej zwolnienie, wszyscy postanowili zwołać strajk. Ten strajk, na czele którego
stanął Lech Wałęsa i z którego zrodziła się WIELKA SOLIDARNOŚĆ i w rezultacie
nasza wolność dzisiaj. Tak zaczęła się jedna z największych zmian, jakie dokonały
się w Europie i na świecie w ubiegłym wieku.
Dobro ma moc
przemiany świata i nas samych. Wierzę, że i dzisiaj wielkie rzeczy mogą zacząć
się mojego małego dobra.