Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Cóż to będzie za
niedziela ten 13 października! Możemy wygrać. Albo wygramy albo nie. Jak
wygramy, będzie święto i radość. Ten 13 października, a zwłaszcza wieczór,
będzie bardzo emocjonujący. A będzie bardziej jeszcze emocjonujący jeśli
wygramy też dzisiaj.
Jeżeli wygramy dzisiaj
na Daugava Stadium (czyli na stadionie Dźwiny – nazwa od rzeki) z Łotwą, a
potem w niedzielę w Warszawie na Stadionie Narodowym (kiedyś zwanym też Basenem
Narodowym – kto pamięta mecz sprzed 7 lat i pana Adama D. pływającego na murawie
stadionu?) już z Macedonią, to zakwalifikujemy się do finałów Mistrzostw Europy
w piłce nożnej.
I właśnie tym, myślę,
żyć będzie Polska w niedzielę wieczorem. Wygramy?
Wielu z nas ma dużo pracy,
wiele obowiązków i jeszcze więcej spraw na głowie, z niczym się nie wyrabia i ciągle
spóźnia. Na dodatek może być jeszcze gorzej, bo tego wszystkiego przybywa. Kto
w tym wszystkim jeszcze ma pamiętać o Panu Bogu i życiu wiecznym?
Mam dla Was dobrą
wiadomość. My nie pamiętamy o Panu Bogu i On o tym dobrze wie. Ponieważ w
przeciwieństwie do nas nie musi się zajmować sprawami ziemskimi, to On pamięta o
nas i naszym życiu wiecznym.
No to proszę się nie
martwić, On nas kocha, zawsze ma czas, ze wszystkim zdąża i o niczym nie
zapomina. I o nikim nie zapomina. O Tobie pamięta szczególnie.
Niedawno dowiedziałem
się, że w Polsce istnieje i działa oddział Światowego Ruchu Katolików na rzecz
Środowiska. Z jednej strony to chwalebna rzecz, że katolicy chcą w sposób
zorganizowany chronić środowisko, z drugiej trochę skandal. Skandal, bo ochrona
Bożego stworzenia jest oczywista dla kogoś kto wierzy i w istocie nie wymaga
tworzenia organizacji. Podobnie, z pewnym zdziwieniem przyjąłbym Światowy Ruch
Katolików na Rzecz Odmawiania Ojcze Nasz.
W trakcie spowiedzi mało kto – albo i nikt –
nie przyznaje się, że rzucał śmieci na ziemię i parkował na trawniku. A przecież
ziemia i trawa, to Boże dzieła.
Cieszę się, że
mieszkam w regionie gdzie z jednej strony mam Pojezierze Łęczyńsko – Włodawskie
z unikalną wodniczką, a z drugiej Roztocze z rosnącą rodziną rysiów. Od Wschodu
mam wspaniały Bug, od Zachodu nie do końca czystą, ale piękną Wisłę. Bystrzyca
bardzo powoli wraca do formy, pluskają w niej już żwawe pstrągi. Tyśmienica
rozlewa się cudownie po łąkach, a Wieprz ma w swoim biegu kaniony wysokie na
prawie 50 metrów!
A wierzących, działających
na rzecz ochrony środowiska, odsyłam do psalmów – „Niech szumi morze i to, co
je napełnia, świat i jego mieszkańcy! Niech rzeki klaszczą w
dłonie, niech góry razem wołają radośnie” (98). Niech rzeki klaszczą w dłonie,
Wisła i Bug, Tyśmienica i Bystrzyca!
Porozmawiajmy z ludźmi.
O tym, co ich boli i cieszy. O spadających liściach wskutek przymrozków, już
początek jesieni. O rosnących cenach warzyw. O dzieciach lgnących do smartfonów
bardziej niż do babć i dziadków. O babciach i dziadkach, ich samotności codziennej
– bo tak mało mamy czasu.
Nie trzeba zaraz
mówić o Bogu albo o nudnych kazaniach wczoraj słyszanych.
Pan Bóg jest bliższy naszym
sprawom niż to sobie wyobrażamy. W Nim żyjemy, poruszmy się i jesteśmy, jak napisał
o tym św. Paweł (Dz 17,28).
Wczorajsze Itinerarium nie ukazało się z powodu braku dostępu do sieci, co
się jeszcze w Polsce (wschodniej) zdarza. I tak na pewno większość z Was
pamiętała o św. Faustynie Kowalskiej, tej od koronki.
Jej wiara w miłosierdzie Boże udzieliła się milionom ludzi, mnie także, oby
i Wam. I o tym właśnie jest dzisiejsza Ewangelia, o wierze. Tylko to, w co
wierzymy ma sens, tylko to może nas odrodzić i nadać właściwy kierunek życia.
Przytaczam tutaj historię sprzed dwóch lat na potwierdzenie, że wiara
rozstrzyga o naszym życiu. Że morw nie przenosimy to nie problem, ale że wiara
nas ratuje, to wielka radość. Czego na dzisiejszy Dzień Pański życzę z całego
serca!
Wpis z 29.10.2017:
Rozmawiałem z Grzegorzem w środę wieczorem, tłumaczyłem, że coraz gorzej
wygląda, że szkoda życia, że F-16 zeżre mu wątrobę i trzustkę. Grzegorz to
inteligentny gość ale kilka lat temu wódka zaczęła rządzić jego życiem, stracił
pracę, potem przyszedł rozwód i wreszcie eksmisja z mieszkania.
Rozmawialiśmy wiele razy, Grzegorz mówił, że chce się wyrwać, że ma dość
nocy na melinach czy w pustych ruderach, gdzie nie ma prądu i wody, że chciałby
zacząć na nowo. Na tym się jednak kończyło. W tamtą środę był tylko na małym
rauszu, zachęcałem, żeby poszedł na odwyk, że jak tam pójdzie dostanie nowe
ubranie, kosmetyki, buty.
W piątek, dwa dni po tamtej rozmowie zadzwonił telefon:
– Tu Grzesiek, jestem na odwyku.
Odwiedziłem go następnego dnia, przywiozłem to, co obiecałem. Co go
przekonało wreszcie do decyzji, pytam.
– No przecież ksiądz mówił, żebym zaczął
od nowa.
W nocy ze środy na czwartek Grzegorz stoczył szaloną walkę. Po kolei trzech
bezdomnych jak on kumpli ciągnęło go na meliny, obronił się przed każdym z
nich. Wiedział, że w czwartkowy ranek musi stawić się na odwyku z 0,00 promila
na alkomacie, co jest warunkiem rozpoczęcia leczenia. Poszedł pod kościół
„Ave”, znalazł kawałek suchego miejsca pod murem, nałamał kupkę gałęzi, żeby
nie leżeć na betonie i nie przeziębić nerek. Rozdygotany przespał jakoś noc pod
gołym niebem, przyjęto go na odwyk. To była najważniejsza noc w jego życiu, jak
powiedział. Noc walki i zwycięstwa, tak myślę.
Obecnie, po dwóch latach Grzegorz powrócił do rodziny, pracuje na budowie,
od czasu do czasu dzwoni i pozdrawia.
PS. F-16 to techniczny spirytus z Ukrainy przemycany do Polski. Można go
kupić po 6 zł za pół litra. To najbardziej popularny trunek bezdomnych.
Niestety, zżera wątrobę, nerki, trzustkę, pustoszy żołądek i jelita, wywołuje
także omamy.
Ewangelia na dzisiaj:
Apostołowie prosili Pana: «Dodaj nam
wiary». Pan rzekł: «Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy,
powiedzielibyście tej morwie: „Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze”,
a byłaby wam posłuszna.
Kto z was, mając sługę, który orze lub
pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: „Pójdź zaraz i siądź do stołu”? Czy nie
powie mu raczej: „Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i
napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił”? Czy okazuje wdzięczność słudze za
to, że wykonał to, co mu polecono?
Tak i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam
polecono, mówcie: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy
wykonać”».
Poza sielankowym
wspomnieniem św. Franciszka jako miłośnika kwiatków i wszelkiego stworzenia
pozostaje nam duża praca do wykonania. Co prawda wpływ na ocalenie lasów w
Amazonii mamy niewielki, ale już znaczny ubytek terenów zielonych w Lublinie
(może i gdzie indziej) to bliska sprawa. Tak samo jak absurdalne eksperymenty na
zwierzętach, wskutek których otrzymujemy miniaturki psów i koty płoszące się na
widok żabek, o myszach nie wspomnę. Tendencja do czynienia ze zwierząt ludzkich
zabawek jest smutna.
Jeszcze gorzej jest z
dziedzictwem św. Franciszka w kwestii ubóstwa. Wedle wszelkich tzw. programów rozwoju,
będziemy wszyscy szczęśliwsi jeżeli wzrośnie stan naszych kont. Przy czym od
zawsze wiadomo, że szczęście jest siostrą miłości.
I wreszcie
braterstwo. Jeśli całym sercem za siostry i braci uznamy (i spełnimy to
przekonanie) Żydów, Cyganów, Rumunów, Ukraińców Niemców i Rosjan, Czeczenów i
wszelkie osoby skośnookie (w Lublinie jest ich coraz więcej), to jesteśmy w
Kościele św. Franciszka. W Kościele Chrystusowym, powszechnym, co za dwa dni
wyznamy w czasie Mszy Świętej w wyznaniu wiary.
Niedługo wybory w Polsce. Trzeba wybrać dobrze. W
biblijnej Księdze Sędziów znajdziemy opis wyborczego sporu pomiędzy drzewami, w kontekście
elekcji króla o imieniu Abimelek.
Ostatecznie lud
wybrał złego króla, kolejnego w tragicznej historii narodu.
Morał z tego opisu
jest taki – nie wybieramy najlepszych. Czasem wybieramy najsilniejszych, czasem
najładniejszych lub bardzo sprytnych.
A poza tym trzeba robić swoje!
Zebrały się drzewa, aby namaścić króla nad sobą.
Rzekły do oliwki: “Króluj nad nami!”
Odpowiedziała
im oliwka:
“Czyż mam się wyrzec mojej oliwy,
która służy czci bogów i ludzi,
aby pójść i kołysać się ponad drzewami?”
Z kolei
zwróciły się drzewa do drzewa figowego:
“Chodź ty i króluj nad nami!”
Odpowiedziało
im drzewo figowe:
“Czyż mam się wyrzec mojej słodyczy
i wybornego mego owocu,
aby pójść i kołysać się ponad drzewami?”
Następnie
rzekły drzewa do krzewu winnego:
“Chodź ty i króluj nad nami!”
Krzew
winny im odpowiedział:
“Czyż mam się wyrzec mojego soku,
rozweselającego bogów i ludzi,
aby pójść i kołysać się ponad drzewami?”
Wówczas
rzekły wszystkie drzewa do krzewu cierniowego:
“Chodź ty i króluj nad nami!”
Odpowiedział
krzew cierniowy drzewom:
“Jeśli naprawdę chcecie mnie namaścić na króla,
chodźcie i odpoczywajcie w moim cieniu!
A jeśli nie, niech ogień wyjdzie z krzewu cierniowego i spali
cedry libańskie”.
Zdjęcie dołączone do
dzisiejszego wpisu nie jest najlepsze. Raz dlatego, że nie jestem fotografem,
dwa, że anioły nie są od tego, żeby dobrze wychodzić na zdjęciach.
Anioły mają strzec nas
we dnie i w nocy, stać zawsze przy nas, śpieszyć z pomocą i zaprowadzić do żywota wiecznego. Dlatego
warto je wzywać.
I uczyć się od nich
troski o ludzi, zapytać o zdrowie, odciążyć w pracy, pozdrowić i pocieszyć,
stróżować w trudnych chwilach, pomodlić się serdecznie. Być blisko.
Mam ich kilka. W
kieszeni kurtki, w samochodzie i w domu. Nigdy nie wiem kiedy wypadnie mi
odmówić tajemnice danego dnia.
Myślę o różańcach. W
nich myślę też o Was. I o wszystkich ludziach, z którymi szedłem bądź idę przez
życie.
Różaniec to więź z Panem
Bogiem, a może bardziej z ludźmi. Więź z tym i tamtym światem. Z życiem i śmiercią.
Z radością i nadzieją. Dlatego odmawiam codziennie. A w październiku ze
szczególnym natchnieniem.
Temperatura spada, dużo
chłodniej jest w lasach, na polach, mokradłach i bagnach. Mądre sarny, jelenie
i łosie właśnie zaczęły się zbierać w stada. Będzie im cieplej, wspólnie będą
próbować zdobywać pożywienie.
Puk, puk! Już kończy
się wrzesień i trzy czwarte tego roku. Bliżej ludzi, więcej i głębiej razem.
Dobra rada od mądrych zwierząt.