Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Papież Franciszek
skończy wkrótce 83 lata, właśnie pielgrzymuje do Tajlandii i Japonii. Takich
pielgrzymek poza granice Włoch odbył już ponad 30 , Jan Paweł II ponad 100.
Ewangelia, skierowana
do nas wszystkich, kończy się posłaniem: „Idźcie na cały świat!” W żaden sposób
to wezwanie nie ogranicza się do papieży. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy podróże nie
są problemem i faktycznie jesteśmy coraz bardziej „rozlatani”. Dla niektórych
problemem jest wybór kierunku – „Gdzie by tu jeszcze polecieć …”
Przemysł turystyczny,
wynalazek drugiej połowy poprzedniego wieku, powoduje bezmyślne kolekcjonowanie
wrażeń z kolejnych miejsc na planecie. Ktoś widział piramidy, pagody i rafy
koralowe (z bliska), czemu miałby nie zobaczyć jeszcze Machu Pichu?
Jeden z moich
znajomych (dalszych) oświadczył się narzeczonej w luksusowym hotelu w kubańskim
kurorcie Varadero. Zdziwił się, gdy
zapytałem go czy był w nieodległym Matanzas, gdzie ludzie próbują przeżyć za 30
dolarów miesięcznie. Rezolutnie odrzekł, że program wycieczki nie przewidywał tego
punktu.
Współczesna turystyka
pozwala na oglądanie, z bliska, ciekawych miejsc na świecie. Myślę, że jest to
forma telewizji bez ekranu. Nie pozwala natomiast na spotkanie z ludźmi, poznanie
ich, zrozumienie i przekazanie czegoś
sensownego, dobrego i prawdziwego.
Możemy jednak odbywać
„podróże apostolskie”, dalekie wyprawy z sensem. Jeśli odważymy się na
spotkania z ludźmi, otwarcie na nich. Idźcie na cały świat, nawet do Machu
Pichu, ale z dobrą nowiną, Ewangelią, czyli ze zrozumieniem, pociechą i ludzką
solidarnością.
Codziennie
wypowiadamy setki, tysiące, dziesiątki tysięcy słów. Możemy być – dzięki tym
słowom – lepsi. I ci słuchający mogą być lepsi, bardziej szczęśliwi. A co
dzieje się przez złe słowa i rozmowy?
„Nie łudźcie się!
“Wskutek złych rozmów psują się dobre obyczaje”. Ocknijcie
się naprawdę i przestańcie grzeszyć!”- pisał św. Paweł do wierzących w
Koryncie.
Czeka nas dzisiaj
wiele rozmów, pogaduszek i opowieści. Niech z tych słów wyrośnie dobro, radość,
nadzieja i miłość. Naprawdę tak możemy rozmawiać.
Ile osób gościliście
ostatnio na rodzinnym przyjęciu? Dziesięć? Świetnie! Piętnaście? Jesteście
szczęśliwcami.
Jeden z gwinejskich
piłkarzy, obecnie grający w Polsce (kibice wiedzą o kogo chodzi), urodził się
we Francji, tam emigrowali z Afryki jego rodzice. Grywał w kilku krajach, nawet
w Hiszpanii. Został powołany do reprezentacji swojego kraju i miał udać się pierwszy
do ojczyzny przodków. Zwiedzieli się o tym krewni ze strony ojca i matki,
dodzwonili do piłkarza i zechcieli się z nim spotkać, na co futbolista przystał
chętnie. Przy okazji zaprosił rodzinkę na obiad. Wychowany w realiach
europejskich nie przewidział niespodzianki.
Na obiad przyszło ponad
czterysta osób (400!), trzy wsie. Nieco zdumiony piłkarz cieszył się z dużej
rodziny, za obiad zapłacił (miał z czego, w Europie zarabia się dobrze, obiady
w Gwinei nie są kosztowne). Pod koniec obiadu jeden z krewnych podziękował
wylewnie i zapytał kiedy gracz znowu zagości w ojczyźnie.
– A co, znowu obiad? – dopytywała gwiazda
futbolu.
– No wiesz, rodzina ze strony ojca byłaby
niezadowolona, jeśli ugościłbyś tylko tę ze strony matki!
Przyszłość świata
jest w wielkich rodzinach, Afryka nas jeszcze wiele nauczy!
Poświętowaliśmy
dzisiaj z ubogimi, zwłaszcza z naszymi siostrami i braćmi bez domu. Dziękuję tym,
którzy odpowiedzieli na apel sprzed tygodnia i ugościli ich w swoich
mieszkaniach lub restauracjach.
W sali naszych
codziennych spotkań, w Lublinie, zrobiliśmy małą rewolucję. Przybywający goście
zasiedli przy całkiem nowej zastawie, z nowiutkimi sztućcami, szklankami.
Oprócz znakomitej zupy, na drugie był obfity kotlet z surówkami do wyboru, a na
deser ciasta usmażone przez wolontariuszki.
Papież Franciszek w
przesłaniu na III Światowy Dzień Ubogich (17 listopada w tym roku) pisze:
„Iluż ubogich
spotykamy codziennie! Wydaje się, iż upływ czasu oraz zdobycze
cywilizacyjne zwiększają ich liczbę, zamiast ją redukować. Mijają wieki,
a to Błogosławieństwo ewangeliczne jawi się jako coraz bardziej
paradoksalne, gdyż biedni są coraz biedniejsi, a dziś jeszcze
bardziej”.
Nie zrobiliśmy
dzisiaj nic wielkiego, w dużej, bo prawie 100-osobowej wspólnocie ludzi ubogich
i wolontariuszy, spędziliśmy piękny wieczór przy znakomitym posiłku. To było głębokie
doświadczenie Kościoła, wspólnoty ludzkiej, doświadczenie bliskości Chrystusa.
Dołączam całe
przesłanie papieskie na to nowe święto, Dzień Ubogich. Lektura naprawdę godna
uwagi.
PRZESŁANIE OJCA ŚWIĘTEGO FRANCISZKA
III ŚWIATOWY DZIEŃ UBOGICH
XXXIII Niedziela Czasu Zwykłego
17 listopada 2019
Ufność nieszczęśliwych nigdy ich
nie zawiedzie
1. „Ufność nieszczęśliwych nigdy ich
nie zawiedzie” (Ps 9,19). Te słowa Psalmu są niesamowicie
aktualne i wyrażają głęboką prawdę, którą wiara wpisuje w serce
najbiedniejszych: da się odnowić nadzieję straconą w obliczu
niesprawiedliwości, cierpień i niepewności życia.
Psalmista opisuje warunki, w jakich
żyje biedak oraz arogancję tego, kto go uciska (por. 10, 1-10). Autor
natchniony przyzywa sądu Bożego, aby przywrócona została sprawiedliwość
oraz przezwyciężona nieprawość (por. 10, 14-15). Wydaje się, iż
w jego słowach powraca pytanie, które zadawane jest nieustannie
na przestrzeni wieków: jak Bóg może tolerować taką nierówność? Jak może
pozwolić, aby biedak był upokarzany, nie przychodząc mu z pomocą?
Dlaczego pozwala, aby ten, kto uciska, miał szczęśliwe życie,
gdy tymczasem to jego zachowanie powinno zostać potępione właśnie
ze względu na cierpienia biednego?
W czasie, gdy powstawał
niniejszy Psalm, ludzie mieli do czynienia z wielkim rozwojem
ekonomicznym, który, jak to często bywa, doprowadził do wielu
nierówności społecznych. Nierówność ta spowodowała powstanie licznej grupy
potrzebujących, których warunki życia zdawały się być jeszcze bardziej
dramatyczne, gdy porównujemy je z bogactwem osiągniętym
przez niewielu uprzywilejowanych. Autor Psalmu, przyglądając się
tej sytuacji, maluje obraz tyleż realistyczny, co prawdziwy.
Był to czas,
w którym ludzie aroganccy i nieposiadający żadnego poczucia Boga
polowali na biednych, aby wziąć w posiadanie nawet to niewiele,
co mieli i sprowadzić ich do rangi niewolników. Nie rożni się
to zbytnio od dzisiejszych czasów. Niedawny kryzys ekonomiczny
nie przeszkodził licznym grupom osób na wzbogacenie się, które tym
bardziej jawi się jako anomalia, im więcej ludzi ubogich spotykamy na ulicach
naszych miast, którym brakuje tego, co konieczne do życia,
i którzy czasem są nękani i wykorzystywani. Przychodzą
na myśl słowa Apokalipsy: „Ty bowiem mówisz: «Jestem bogaty»,
i «wzbogaciłem się», i «niczego mi nie potrzeba», a nie wiesz,
że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny
i ślepy, i nagi” (Ap 3,17). Mijają wieki, ale sytuacja bogatych
i biednych się nie zmienia, tak jakby doświadczenie wyniesione
z historii nic nas nie uczyło. Słowa Psalmu nie odnoszą się
więc do przeszłości, ale do naszego obecnego miejsca
przed sądem Bożym.
2. Również i dziś musimy wyliczyć
wiele form nowego niewolnictwa, którym poddawane są miliony kobiet
i mężczyzn, ludzi młodych oraz dzieci.
Spotykamy codziennie rodziny zmuszone
do zostawienia swojej ziemi, aby szukać gdzie indziej możliwości
przetrwania; sieroty, które straciły rodziców bądź też zostały przemocą
oddzielone od nich w celu brutalnego wykorzystania; młodych,
którzy poszukują dróg realizacji zawodowej, nie mogąc jednak
rozpocząć pracy z powodu krótkowzrocznej polityki ekonomicznej; ofiary
różnych form przemocy, od prostytucji po narkomanię, upokorzone
w głębi ducha. Jak zapomnieć o milionach imigrantów, ofiary tylu
ukrytych interesów, często wykorzystywanych w celach politycznych,
którym odmawia się solidarności i równości? A osoby bezdomne,
na marginesie, które krążą po ulicach naszych miast?
Ileż razy widzimy biednych
na wysypiskach, gdzie zbierają pozostałości z tego, co zbywa, aby
znaleźć coś do jedzenia i ubrania! W ten sposób również oni
stali się częścią wysypiska ludzkiego i są traktowani jak odpady,
nie powodując przy tym żadnego poczucia winy u tych,
którzy doprowadzają do tej skandalicznej sytuacji. Ci ubodzy
często są traktowani jak pasożyty społeczeństwa, które nie przebacza im
nawet ich własnej biedy. Osądzanie innych jest zawsze pod ręką.
Nie mogą pozwolić sobie na bycie nieśmiałymi
albo przygnębionymi, są postrzegani jako niebezpieczni albo niezdolni
tylko dlatego, że są biedni.
Dramat w dramacie, nie pozwala
się im zobaczyć światełka końca w tym tunelu biedy. Doszliśmy
do momentu, w którym planuje się zrealizowanie wrogiej
architektury, czyli takiego uksztaltowania ulic, które pozwoli na pozbycie
się biednych z tych ostatnich miejsc, jakie ich przyjmują. Przemieszczają
się oni z jednego końca miasta na drugi, mając nadzieję
na otrzymanie pracy, domu, uczucia… Każda ewentualna możliwość zaoferowana
im staje się błyskiem światła. Jednak również tam, gdzie należałoby się
spodziewać sprawiedliwości, często spotyka ich przemoc i nadużycie.
Zmuszani są do wielogodzinnej pracy w palącym słońcu na polach
uprawnych, otrzymując za to iluzoryczną zapłatę. Nie mają
zapewnionego bezpieczeństwa w pracy, brakuje ludzkich warunków, które
pozwoliłyby im się czuć na równi z innymi. Dla tych ludzi
nie istnieje wsparcie przewidziane dla bezrobotnych, odszkodowanie,
nie mogą nawet zachorować.
Psalmista opisuje surową rzeczywistość,
sposób zachowania bogatych, którzy odzierają biednych: „zasadza się,
by porwać ubogiego […] i w sieć swoją wciąga” (por. Ps 10,9).
Ten opis wygląda na polowanie, w którym biedni są zwierzyną
łowną, zdobywani i zniewoleni. W takich warunkach serce wielu osób
się zamyka, a chęć stania się niewidzialnym zwycięża z innymi
myślami. Istnieje ogromna ilość biednych, traktowanych często
w kategoriach retorycznych i postrzeganych jako kłopot. Stają się
jakby niewidoczni, a ich głos nie ma już mocy ani znaczenia
w społeczeństwie. Kobiety i mężczyźni coraz bardziej obcy
w naszych domach i zmarginalizowani w naszych dzielnicach.
3. Kontekst, który opisuje Psalm,
zabarwia się smutkiem z powodu niesprawiedliwości, cierpienia
i gorzkiego losu, który uderza w biednych. Pomimo
to ofiaruje nam piękną definicję człowieka ubogiego: to ten, kto „ufa
Panu” (por. Ps 9,11), ponieważ ma pewność, że nigdy nie zostanie
opuszczony. Biedak w Piśmie Świętym jest człowiekiem zaufania! Autor
natchniony daje również powód tego zaufania: biedak „zna swojego Pana” (Por.
tamże), a w języku biblijnym słowo „znać” wskazuje na osobistą
relację uczucia i miłości.
Stajemy przed zdumiewającym opisem,
którego byśmy się nigdy nie spodziewali. Opis ten wyraża przede
wszystkim wielkość Boga, gdy znajduje się On przed ubogim. Jego siła
stwórcza przezwycięża każde ludzkie oczekiwanie i staje się namacalna
w „pamięci”, którą On ma o tej konkretnej osobie (por. w. 13).
To właśnie zaufanie w Panu, ta pewność, że nie jest się
opuszczonym, wzywa do nadziei. Biedak wie, że Bóg nie może go
opuścić, dlatego żyje zawsze w obecności tego Boga, który o nim
pamięta. Jego pomoc rozciąga się poza bieżącą sytuację cierpienia, wyznaczając
drogę uwolnienia, która przemienia serce, ponieważ podtrzymuje je
w całej jego głębi.
4. Opis działania Boga na rzecz
ubogich to powtarzający się temat Pisma Świętego. On jest tym,
który „słucha”, „interweniuje”, „broni”, „wykupuje”, „zbawia”… Zatem
biedak nie napotka nigdy Boga obojętnego albo milczącego wobec jego
modlitwy. Bóg jest tym, który oddaje sprawiedliwość
i nie zapomina (por. Ps 40,18; 70,6). Co więcej, Bóg staje się
miejscem ucieczki dla biedaka i niezawodnie przychodzi mu z pomocą
(Ps 10,14).
Można wznosić wiele murów i zastawiać
wejścia, aby stworzyć iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa w otoczeniu
własnych bogactw, ze szkodą dla tych, którzy zostali
na zewnątrz. Nie będzie to jednak stan trwający wiecznie. „Dzień
Pana”, jak to opisują prorocy (por. Am 5,18; Iz 2-5; Jl 1-3), zniszczy
bariery stworzone między narodami i zastąpi wyniosłość niewielu
solidarnością licznych. Sytuacja życia na marginesie,
w której znajdują się miliony osób, nie może już długo trwać.
Ich krzyk staje się coraz mocniejszy i słychać go już na całej ziemi.
Jak to napisał ks. Primo Mazzolari: „Biedak jest ciągłym protestem
przeciwko naszym niesprawiedliwościom. Biedak jest jak prochownia – jeśli ją
podpalisz, to świat wybuchnie”.
5. Nie można nigdy ominąć naglącego
wołania, które Pismo Święte powierza biednym. Gdziekolwiek na kartach
Pisma kieruje się wzrok, tam Słowo Boże ukazuje, że biedni to ci,
którzy nie mają tego, co konieczne do życia i zależą
przez to od innych. Biedny to człowiek uciemiężony, pokorny,
ten kto leży na ziemi. Mimo to Jezus, stojąc przed niezliczona
rzeszą potrzebujących, nie obawiał się utożsamienia się z nimi:
„Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych,
Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Uciekać od tego utożsamienia się jest
równoznaczne z oszustwem Ewangelii i rozmywaniem Objawienia. Bóg,
którego Jezus zechciał objawić, jest następujący: to Ojciec szczodry,
miłosierny, niewyczerpany w swojej dobroci i łasce, który daje
nadzieję przede wszystkim tym, którzy są rozczarowani i pozbawieni
przyszłości.
Jak nie podkreślić faktu,
że Błogosławieństwa, którymi Jezus rozpoczął nauczanie o Królestwie
Bożym, zaczynają się od słów: „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy” (Łk
6,20)? Sens tych paradoksalnych słów jest właśnie taki, iż Królestwo Boże
należy do ubogich, ponieważ spełniają oni warunek, dzięki
któremu mogą je otrzymać. Iluż ubogich spotykamy codziennie! Wydaje się,
iż upływ czasu oraz zdobycze cywilizacyjne zwiększają ich liczbę, zamiast
ją redukować. Mijają wieki, a to Błogosławieństwo ewangeliczne jawi
się jako coraz bardziej paradoksalne, gdyż biedni są coraz biedniejsi,
a dziś jeszcze bardziej. A jednak Jezus, który zapoczątkował
Swoje Królestwo, stawiając w centrum biednych, chce nam zakomunikować
właśnie to: On je rozpoczął, ale powierzył nam, swoim uczniom, zadanie
niesienia tego Królestwa dalej, biorąc odpowiedzialność za dawanie nadziei
biednym. Konieczne jest, przede wszystkim w czasach takich, jak nasze,
odnawiać nadzieję i przywracać zaufanie. To program, którego wspólnota
chrześcijańska nie może nie doceniać. Z niego bierze się bowiem
wiarygodność naszego głoszenia oraz prawdziwość świadectwa chrześcijan.
6. W bliskości biednych Kościół
odkrywa, że jest ludem, który, będąc rozproszonym między wieloma nacjami,
jest powołany, aby nie dawał nikomu odczuć, że jest obcy
albo wykluczony, ponieważ wszystkich włącza we wspólne kroczenie
drogami zbawienia. Sytuacja biednych zobowiązuje, aby nie trzymać
na dystans Ciała Pana, który w nich cierpi. Jesteśmy raczej
wezwani, ażeby dotykać Jego Ciało, aby zaangażować się osobiście w służbę,
która jest autentyczną ewangelizacją. Zaangażowanie, nawet społeczne,
na rzecz ubogich nie jest jakąś dodatkową i zewnętrzną
działalnością dla Ewangelii, wręcz przeciwnie, ukazuje realizm wiary chrześcijańskiej
i jej ważność historyczną. Miłość, która daje życie wierze
w Jezusa, nie pozwala uczniom zamknąć się w duszącym
indywidualizmie, ukrytym na różnych płaszczyznach duchowej intymności,
bez żadnego wpływu na życie społeczne (Adhortacja Apostolska
Evangelii Gaudium, 183).
Nie tak dawno opłakiwaliśmy
śmierć wielkiego apostoła ubogich, Jeana Vaniera, który swoim oddaniem
otworzył nowe drogi promującego dzielenia życia z osobami
zmarginalizowanymi. Jean Vanier otrzymał od Boga dar oddania całego życia
braciom z ciężkimi rodzajami niepełnosprawności, których często
wyklucza się ze społeczeństwa. Stał się on „świętym z naszego
sąsiedztwa”. Swoim entuzjazmem potrafił zebrać wokół siebie wiele młodych osób,
mężczyzn i kobiet, którzy swoim codziennym zaangażowaniem dali miłość
i przywrócili uśmiech na twarzach wielu słabych i wrażliwych,
ofiarując im prawdziwą „arkę” zbawienia przeciw samotności
i marginalizacji. To świadectwo zmieniło życie wielu osób
i pomogło światu popatrzeć innymi oczami na osoby słabsze
i wrażliwsze. Wołanie ubogich zostało wysłuchane i obudziło niezłomną
nadzieję, stwarzając znaki widzialne i namacalne konkretnej miłości, które
do dziś możemy dotykać naszymi rękami.
7. „Opcja na rzecz ostatnich, tych,
których społeczeństwo odrzuca” (tamże, 195) jest uprzywilejowanym wyborem,
do podjęcia którego są wezwani uczniowie Chrystusa, aby nie zdradzić
wiarygodności Kościoła i żeby dać skuteczną nadzieję osobom
bezbronnym. Miłość chrześcijańska znajduje w nich swoje potwierdzenie,
ponieważ ten, kto współczuje ich cierpieniom, w miłości Chrystusa
otrzymuje siłę i daje moc głoszeniu Ewangelii.
Zaangażowanie chrześcijan, z okazji
tego Dnia Ubogich, a przede wszystkim w życiu codziennym,
nie polega tylko na inicjatywach towarzyszących, które,
jakkolwiek godne pochwały i konieczne, powinny pobudzić w każdym
z nas uwagę poświęcaną tym, którzy znajdują się trudnościach. „Ta
pełna miłości uwaga jest początkiem prawdziwego zatroskania” (tamże, 199)
o ubogich oraz poszukiwania dla nich prawdziwego dobra. Nie jest
łatwo być świadkami nadziei chrześcijańskiej w kontekście kultury
konsumpcyjnej i odrzucającej, która jest zawsze ukierunkowana
na powiększanie dobra powierzchownego i przemijającego. Konieczna
jest zmiana mentalności, aby ponownie odkryć to, co istotne, i nadać treść
i skuteczność głoszeniu Królestwa Bożego.
Nadzieję przekazuje się również
przez pocieszenie, które dokonuje się przez towarzyszenie biednym
nie tylko w jakiejś chwili pełnej entuzjazmu, ale również
w trwałym zaangażowaniu. Biedni otrzymują nadzieję prawdziwą
nie wtedy, kiedy widzą nas zadowolonych, że daliśmy im trochę czasu,
ale wtedy, gdy odnajdują w naszym poświęceniu akt miłości
bezinteresownej, która nie szuka zapłaty.
8. Proszę wszystkich wolontariuszy,
którym często należy się uznanie, że jako pierwsi odkryli ważność
tej uwagi poświęconej biednym, aby wzrastali w oddaniu. Drodzy bracia
i siostry, proszę was, abyście szukali w każdym ubogim,
którego napotkacie, tego, czego on naprawdę potrzebuje; abyście
nie zatrzymywali się tylko na podstawowych potrzebach
materialnych, ale odkrywali dobroć, która znajduje się w ich
sercach, będąc uważnymi na ich kulturę oraz sposoby wyrażania się,
abyście mogli wejść w braterski dialog z nimi. Odsuńmy na bok podziały
ideologiczne czy polityczne, przeglądnijmy się uważnie istotnym sprawom,
które nie potrzebują wielu słów, ale spojrzenia miłości
oraz wyciągniętej ręki. Nie zapominajcie, że „najgorszą
dyskryminacją, jakiej doświadczają ubodzy, jest brak opieki duchowej” (tamże,
200).
Biedni przede wszystkim potrzebują Boga,
Jego miłości, która staje się widzialna dzięki świętym osobom, które żyją
obok nich i które, w prostocie ich życia, wyrażają i uwydatniają
siłę miłości chrześcijańskiej. Bóg posługuje się wieloma drogami i nieskończoną
liczbą narzędzi, aby dosięgnąć serca ludzi. Oczywiście, biedni zbliżają się
do nas, ponieważ rozdajemy im jedzenie, ale to, czego naprawdę
potrzebują, wykracza poza ciepły posiłek czy kanapkę, którą im ofiarujemy.
Biedni potrzebują naszych rąk, aby mogli się podnieść, naszych serc, aby czuć
na nowo ciepło uczuć, naszej obecności, aby przezwyciężyć samotność.
Potrzebują po prostu miłości.
9. Czasami wystarczy niewiele, aby
przywrócić nadzieję: wystarczy zatrzymać się, uśmiechnąć, posłuchać.
Przynajmniej na ten jeden dzień zostawmy na boku statystyki. Biedni
to nie są numery, dzięki którym możemy pochwalić się działaniami
i projektami. Biedni to osoby, którym należy wyjść
na spotkanie. To samotni młodzi i starsi ludzie, których trzeba
zaprosić do domu, aby podzielić się posiłkiem. To kobiety, mężczyźni
i dzieci, którzy czekają na przyjacielskie słowo. Biedni
zbawiają nas, ponieważ pozwalają nam spotkać oblicze Chrystusa.
Oczom świata jawi się jako nieracjonalna
myśl, że bieda oraz nędza mogą mieć siłę zbawczą. A jednak
zapewnia nas o tym Apostoł, kiedy mówi: „Przeto przypatrzcie się, bracia,
powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu
możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie
w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby
mocnych poniżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata
i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg,
by to co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie
nie chełpiło wobec Boga” (1 Kor 1,26-29). Oczami ludzkimi
nie potrafimy zobaczyć tej siły zbawczej. Oczami wiary, natomiast,
widzimy tą siłę działającą i w pomocy ubogim doświadczamy jej
osobiście. W sercu Ludu Bożego, który jest w drodze, bije ta
siła zbawcza, która nie wyklucza nikogo, a wszystkich angażuje
w rzeczywistej pielgrzymce nawrócenia, aby dostrzec biednych
i pokochać ich.
10. Pan nie opuszcza tego, kto Go
szuka i tych, którzy Go wzywają, „nie zapomina wołania ubogich” (por.
Ps 9,13), ponieważ Jego uszy są uważne na ich głos. Nadzieja biednego jest
wyzwaniem dla wielu sytuacji śmierci, ponieważ on wie, że jest szczególnie
ukochany przez Boga i w ten sposób zwycięża cierpienie
i wykluczenie. Doświadczenie ubóstwa nie zabiera mu jego godności,
którą otrzymał od Stwórcy; żyje on w pewności, że zostanie mu
ona w pełni zwrócona przez samego Boga, który nie jest
obojętny na los swoich najsłabszych synów, lecz widzi ich utrapienia
i bóle, i bierze ich w swoje ręce, dając im siłę i odwagę
(por. Ps 10,14). Nadzieja biednego umacnia się pewnością tego, że jest on
przyjęty przez Pana, że to w Nim znajduje prawdziwą
sprawiedliwość i że jego serce jest wzmacniane, aby mógł kochać dalej
(por. Ps 10,17).
Warunkiem, jaki stawia Pan Jezus uczniom,
aby stali się wiarygodnymi ewangelizatorami, jest konieczność rozsiewania widzialnych
znaków nadziei. Wszystkie wspólnoty chrześcijańskie i tych,
którzy czują potrzebę niesienia nadziei i pocieszenia ubogim, proszę
o zaangażowanie, aby ten Światowy Dzień mógł wzmocnić w wielu chęć
konkretnej współpracy, aby nikt nie czuł się pozbawiony bliskości
i solidarności. Niech towarzyszą nam słowa proroka,
który zwiastuje inną przyszłość: „A dla was, czczących moje imię,
wzejdzie słońce sprawiedliwości” (Ml 3,20).
Wiele zniszczeń w ciągu historii zdawało się zwiastować koniec świata.
Jerycho zburzyli Żydzi, ich Jerozolimę najpierw Babilończycy a potem Rzymianie,
legła też Troja i Kartagina. W bliższych nam czasach Niemcy obrócili w ruiny
Warszawę, Amerykanie unicestwili Hiroszimę i Nagasaki, nowojorskie wieże WTC
skutecznie zniwelowali partyzanci z Al – Kaidy. Świat jednak trwa nadal, może
tylko zwarcie potęg nuklearnych w jakimś szaleństwie doprowadziłoby do krachu kuli
ziemskiej.
Astronomowie także nie przewidują nagłych wizyt śmiercionośnych komet czy
innych ładunków kosmicznych, które znicowałyby naszą planetę.
Pomimo to, żyjemy w złudnym spokoju. Troszczymy się o ochronę zabytków,
zdrowia i środowiska naturalnego, brawo, dobre rzeczy. Jednocześnie nasila się
inwazja bezsensu, pustki i pozorów istnienia. Najgorzej, że miłość przestaje
być siłą kształtującą naszą cywilizację. I jeżeli w najbliższym czasie
przyjdzie koniec świata, to poprzez odrzucenie miłości. Choć nadal będziemy
cieszyć się joggingiem, hot – dogami, colą, smartfonami i kolejną wersją jeszcze
szybszego Internetu. Po co?
Tylko miłość, wiem brzmi banalnie, nadaje sens temu życiu i całej naszej wieczności.
I upodabnia nas do Pana Boga.
Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest
przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: «Przyjdzie czas,
kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie
był zwalony».
Zapytali Go: «Nauczycielu, kiedy to
nastąpi? I jaki będzie znak, gdy to się dziać zacznie?»
Jezus odpowiedział: «Strzeżcie się, żeby
was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: „To
ja jestem” oraz: „Nadszedł czas”. Nie podążajcie za nimi! I nie trwóżcie się,
gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw „musi się stać”, ale nie
zaraz nastąpi koniec».
Wtedy mówił do nich: «„Powstanie naród
przeciw narodowi” i królestwo przeciw królestwu. Wystąpią silne trzęsienia
ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki
na niebie.
Lecz przed tym wszystkim podniosą na was
ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu
mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was
sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać
naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych
prześladowców nie będzie mógł się oprzeć ani sprzeciwić.
A wydawać was będą nawet rodzice i bracia,
krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego
imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie spadnie.
Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie».
Myślę, że niektórzy z
was zawstydzą się po przeczytaniu dzisiejszego wpisu i szybko pozbędą się tego
wstydu. Powodem do wstydu jest nie nawiedzenie Ostrej Bramy w Wilnie i brak modlitwy
przed tamtejszym obrazem Matki Bożej. Na liście sanktuariów maryjnych
najchętniej nawiedzanych przez Polaków Ostra Brama z trudem mieści się w
pierwszej dziesiątce. A jest to, historycznie patrząc, po Jasnej Górze drugie
polskie sanktuarium.
Chętniej
pielgrzymujemy do Lichenia, Fatimy i Lourdes, wzrasta też liczba wizytujących meksykańskie
Guadalupe. Niczego nie ujmuję tym sanktuariom, choć w przypadku tych ostatnich
postępujemy chyba według zasady „cudze chwalicie …” Pomimo bliskości
terytorialnej Wilno nie jest ulubiony celem naszych pielgrzymek.
Przyczyny tego stanu
rzeczy upatruję w trwającej od trzydziestu lat okcydentalizacji, czyli zachwytu
Zachodem i naśladowaniu zachodnich wzorów w przekonaniu, że są najlepsze.
Oczywiście, nie ma sanktuariów lepszych i gorszych, ale trochę wstyd kiedy nie
nawiedza się naszych polskich.
Dotyczy to nie tylko
Ostrej Bramy. Przypomnę, że w Wilnie mamy też sanktuarium św. Kazimierza i że
tam na Antokolu znajdziemy domek św. Faustyny. Nieliczni pielgrzymi odwiedzają
Nowogródek, obecnie na Białorusi, kojarzony z Mickiewiczem, choć jest tam
piękne sanktuarium błogosławionych męczenniczek, polskich sióstr nazaretanek.
Dla lublinian ważnym miejscem powinien być Słonim (też dziś na Białorusi), gdzie
śmierć męczeńską za ratowanie Żydów poniosła jedyna rodowita lublinianka wśród
błogosławionych, Marta Kazimiera Wołowska. We Lwowie wstyd nie nawiedzić
relikwii św. Józefa Bilczewskiego. Tę listę ważnych świętych dla Polaków miejsc
na Kresach można wydłużać.
Dziś w liturgii mamy
wspomnienie Matki Bożej Ostrobramskiej, tej z Pana Tadeusza: „Panno święta, co
Jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej świecisz Bramie!” Dlatego piszę o
wstydzie, możliwym szybko do zmazania.
Wczoraj bp Mieczysław
Cisło pobłogosławił wolontariuszy Gorącego Patrolu i poświęcił akcesoria
przydatne przy jesiennych i zimowych wyjazdach do miejsc w których przebywają
ludzie bezdomni.
Akcesoria są ważne –
pojemny mikrobus a w nim defibrylator, termosy, latarki, ubrania, buty i
opatrunki. Z tym dojeżdżamy doz zawalisk, pustostanów, legowisk i altanek na ogródkach
działkowych.
Do tej pory odwiedziliśmy
blisko sto osób żyjących w takich warunkach. Kilkanaście przekonaliśmy do zgłoszenia
się do schronisk lub noclegowni. Przynajmniej trzy z nich żyją dzisiaj już w przyzwoitych
warunkach, z dachem nad głową, pracują lub podejmą wkrótce pracę. W kategoriach
statystyki to może nie za wiele, ale trzymamy się zasady, że dobrzy pasterze
szukają nawet jednej zaginionej owieczki. Będziemy szukać.
W naszych spotkaniach
z osobami bez domu, bywają też sytuacje zabawne. Kilka dni temu, w trakcie
kolacji jeden dość młody i lekko „pod wpływem” pan krzyknął:
– Pomocy!
– Co tam, panie Bartku? – zapytałem – Czego potrzeba?
– Trzeba mi pa…, pa…, pa…
– Jakiego pa?
– No ty masz – rzekł Bartek – daj mi pa…, pa…
Pastuszka!
– Pastuszka? – zdziwiłem się, ale na wszelki
wypadek przeszukałem kieszenie kurki i spodni – Nie mam.
– Masz … i jeszcze rolę! – domagał się Bartek.
A ja zacząłem wnioskować, że faktycznie pastuszek powinien mieć rolę, a
dokładnie łąkę.
– Daj mi … rolę dla pastuszka … – ciągnął kolega
– będę grał w jasełkach…
Dwa dni potem przyniosłem mu tekst jasełkowej
roli dla pastuszka. Mam też pod ręką teksty dla Heroda, mędrców, Józefa, Marii
i oczywiście dla aniołów. Nie wiadomo, co się przyda.
Nasza cierpliwość ma
swoje granice, wyczerpuje się i kończy wreszcie. Zastępuje ją gniew, złość i
pogarda. Dobrze, że Pan Bóg nie stosuje tej miary wobec nas, bo już dawno by
nas nie było.
Zanim kogoś odrzucimy
i skreślimy, dobrze jest popatrzeć na drzewa i przypomnieć sobie piękną
historię ogrodnika z Ewangelii. I pomodlić się o dar cierpliwości, którym chętnie
dzieli się z nami Duch Święty.
Jezus opowiedział następującą przypowieść: «Pewien
człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na
nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł
więc do ogrodnika: “Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na
tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię
wyjaławia?” Lecz on mu odpowiedział: “Panie,
jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może
wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć”». (Łk 13,6 – 9)
Towarzyszę często ludziom,
którzy się załamują. Nigdy nie mówię „Nie łam się!” To tak, jakbym choremu radził
„Nie choruj!”
Najczęściej mówię „Rozumiem
cię”. Bo rzeczywiście rozumiem. I dalej słucham, pytam, staram się czuć żal,
gorycz, smutek czy zwątpienie rozmówcy. Tyle mogę. Przyznaję, że niekiedy opowiadam
jakiś żart lub wyliczam które ptaki zimują u nas. Albo wyjaśniam czemu polska
reprezentacja w piłce nożnej gra tak bezbarwnie.
To nie są rzeczy
banalne ani „od czapy”. W Ewangelii, w rozmowach Pana Jezusa, pojawiają się
wróble, morwy, wino (wcześniej było wodą), lilie polne, drachma, zagubione owce
i chmury zwiastujące deszcz. Nie „od czapy” to wszystko.
Ludzie, którzy się
załamują, ja też czasami, potrzebują mocnej, Bożej rzeczywistości. Dobrego
żartu, odkrycia sikorek, co pozostają u nas zimą albo wspólnie odmówionej
modlitwy, koniecznie krótkiej.
Świat, który Pan Bóg
stworzył, ludzie, którzy są z nami, to właśnie nas trzyma i wzmacnia.
Które z większych
państw europejskich było bezkarnie łupione przez tatarskie hordy w ostatnim
tysiącleciu? Polska. Które z większych europejskich państw straciło
niepodległość na 123 lata w ostatnim tysiącleciu? Polska. Które z tych państw
straciło prawie 100 znakomitych przywódców, łącznie z prezydentem, w możliwej
do uniknięcia katastrofie lotniczej? Polska.
Wszystkie wspomniane
wyżej tragedie Polaków dokonały się w czasach niezgody narodowej, najpierw podczas
rozbicia dzielnicowego, potem w okresie szalejącej prywaty elit rządzących a
ostatnia w trakcie trwającej od 2005 r. walki partyjnej. Wszystkie były do
uniknięcia, ale jak wiadomo Polak mądry po szkodzie. Mądry na krótko. Od prawie
15 lat jesteśmy zawirusowani bakcylem nienawiści i agresji. W historii nasze
niezgody i walki kończyły się tragediami Polski.
Polsce nie trzeba
najbardziej ciepłej wody w kranie ani różnych „plusów”, najbardziej potrzeba
nam zgody, spokojnej rozmowy i zrozumienia. Po raz ostatni udało się nam to –
jako tako – w roku 1918.
Polsce, wam wszystkim
i sobie samemu, życzę jak najlepiej. Każdego dnia, dzisiaj także, budujemy Ją poprzez
zgodę, zrozumienie innych, spokojne słuchanie i jeszcze bardziej spokojne
mówienie swoich racji. Póki tak będziemy myśleć, mówić i działać, nadal
będziemy mogli świętować niepodległość. Nie raz w roku, ale codziennie.