PAN BÓG PO NORWIDOWEMU Poniedziałek 20 lipca 2020

Kiedy czytam dzisiejszą Ewangelię o tym, że nie będzie żadnego nadzwyczajnego znaku objawiającego Boga, od razu przypominam sobie fragment z Norwida – „Przez wszystko do mnie przemawiałeś – Panie; Przez ciemność burzy, grom i przez świtanie; Przez przyjacielską dłoń w zapasach z światem”.

Nie jesteśmy lepsi od słuchaczy Jezusa, też chcielibyśmy mieć jakiś znak, najlepiej jeszcze jakiś prywatny, ale taki do pochwalenia się – „Zobacz, co dostałem z nieba, od Pana Boga …”

Tymczasem Pan Bóg po Swojemu (a nie wedle naszych życzeń) staje się obecny. A to bociany śpieszy do odlotów, by za miesiąc zerwały się w kierunku Nilu, a to pszczołom każe do cna nektar z kwiecia lipowego wyzbierać, a to znowu sypnie zaraz meteorami w ciemne noce.

I ludzi dobrych stawia co dzień przy nas, ludzi, co dobrze poradzą, wspomogą, wysłuchają, zrozumieją i jeszcze posiedzą drugą godzinę przy herbacie.

Pan Bóg objawia się po Swojemu, przeważnie woli milczeć. Objawia się po Swojemu, trochę po Norwidowemu.

Ewangelia na dziś:

Niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów rzekli do Jezusa: «Nauczycielu, chcielibyśmy zobaczyć jakiś znak od Ciebie». Lecz On im odpowiedział:

«Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi.

Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je, ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili; a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.

Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon».

(Mt 12,38 – 42)

Itinerarium

WIEM DO KOGO ZADZWONIĘ I KOMU DAM CHLEB Kazanie na 16 Niedzielę Zwykłą 19 lipca 2020

Wciskamy enter i zapisujemy plik, wysyłamy wiadomość lub robimy przelew. Natychmiast, w ciągu sekundy. Tak rośnie w nas świadomość błyskawicznej sprawczości. Zaraz będziemy mieli jeszcze szybszy Internet, specjaliści pracują nad szybszymi samolotami i autami, tempo wznoszenia budynków i dużych konstrukcji także rośnie. Wszystko dokonuje się szybko i natychmiast. Oprócz dobrych stron tego procesu (nazywanego mądrze akceleracją), bezwiednie przenosimy ten model na inne sfery życia.

Z doświadczenia wiem, że przemiana charakteru, rozwój moralny czy wzrost duchowy nie poddają się zasadzie enter. Nikt w mig nie staje się prawdomówny, współczujący ani święty. Podobnie na dobre wino trzeba poczekać minimum 15 lat. Ponieważ potrzebne tu jest dojrzewanie, rozciągnięte na lata, często chyba porzucamy prawdę, dobro a nawet miłość. Dojrzewanie wymaga cierpliwości a my chcielibyśmy efektów natychmiast.

Nie porzuciłem wiary w przemianę ludzi i świata w Królestwo Boże, wiem, że następuje ona powoli, tak jak to podpowiada Chrystus w przypowieściach w dzisiejszej Ewangelii. I mamy niedzielę, nowy dzień, początek nowego tygodnia. Wiem, kto potrzebuje mojej modlitwy, kto czeka na telefon i komu dziś zaniosę chleb i z kim poważnie będę mógł porozmawiać. Cierpliwie trzymał się będę małego, codziennego dobra, prostych uprzejmości, zwykłych życzliwości. Wierzę, że w ten sposób, bez żadnych wzniosłych haseł, włączam się w ewangeliczny zaczyn, w dobre owocowanie, w moc małego gorczycznego ziarna.

Ewangelia na dzisiaj:

Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść:

«Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł.

A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: „Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?” Odpowiedział im: „Nieprzyjazny człowiek to sprawił”. Rzekli mu słudzy: „Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?”

A on im odrzekł: „Nie, byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza”».

Przedłożył im inną przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, większe jest od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki podniebne przylatują i gnieżdżą się na jego gałęziach».

Powiedział im inną przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło».

To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: «Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata».

Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie, mówiąc: «Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście».

On odpowiedział: «Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie.

Jak więc zbiera się chwast i spala w ogniu, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia oraz tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego.

Kto ma uszy, niechaj słucha!»

(Mt 13,24 – 43)

Itinerarium

KTO Z DUCHA JEST EUROPEJCZYKIEM Sobota 18 lipca 2020

Myślałem, że pandemia wyzwalać będzie więcej twórczych idei, pomysłów i działań. W Brukseli obecnie naradzają się szefowie państw Unii Europejskiej. Na darmo spodziewałem się, że rozmowy dotkną kondycji wspólnoty europejskiej, jej mocno rozchwianych fundamentów (egoizm innych państw wobec Włoch czy Hiszpanii) i perspektyw na przyszłość.

W relacjach medialnych pojawił się tylko jeden wątek – podział funduszy, kto, ile i na jakich zasadach ma dostać kasy. Choćby nie wiem jak wiele pieniędzy przeznaczono na walkę z kryzysem wywołanym przez pandemię, będzie to jedynie leczenie skutków a nie przyczyn.

Pandemia obnażyła słabości Unii, która zdaje się być nie unią a zlepkiem interesów, do solidarności jest bardzo daleko, zasada „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” jest w tym zlepku nieznana. Wirus pokazał też, że ochrona życia i zdrowia jest dla bogatych, statystyki ubogich starszych osób umierających w domach opieki we Włoszech, Hiszpanii, Francji czy Belgii jest zastraszająca, to oni głównie są ofiarami pandemii.

Doceniam znaczenie Unii, dzięki niej państwa Europy od 75 lat w końcu nie napadają na siebie i wzajemnie się nie wyrzynają, co przez wieki było regułą. Doceniam też znaczenie polskiej obecności w tym gremium, bo dzięki temu nie jesteśmy częścią tzw. Wspólnoty Niepodległych Państw, czyli ZSRR bis, jak Białoruś, Armenia czy do niedawna Ukraina. Nie da się istnieć „pomiędzy” ani dołączyć jako kolejny stan do USA.

Martwi mnie jednak małostkowość przywódców państw Unii i jedyna mocna wiara, jaką wyznają – wiara w moc pieniądza. I wciąż nie tracę nadziei na „Europę ducha”, w której rządzą wartości, takie jak umiłowanie prawdy, solidarność i braterstwo, troska o słabszych, poszanowanie godności każdego człowieka i przyjaźń pomimo różnic. Takim Europejczykiem sam staram się być i każdemu z Was życzę tego ducha.

Itinerarium

BOŻY SMUTEK Z POWODU BRAKU POLAKÓW Piątek 17 lipca 2020

O kłopotach z malejącą liczbą Polaków napisano już wiele, niedawno ukazała się prognoza, wedle której pod koniec tego wieku (wcale niedługo) może być nas tylko 17 milionów. Oczywiście jeżeli utrzymają się i nasilą obecnie trwające tendencje.

Ostatnie znaczące wyże demograficzne mieliśmy w latach 50 – tych i na początku lat 80 – tych ub. wieku. Od tamtej pory mamy lekkie falowanie, czyli małe wzrosty i spadki, przełomu w stronę odbudowy tkanki biologicznej narodu nie widać.

Różne diagnozy podają wiele przyczyn owego kryzysu, bodaj najbardziej rozpowszechniona i pewnie słuszna to bezwiedne kopiowanie wzorców cywilizacyjnych z tzw. Pierwszego  Świata, czyli Zachodu Europy i Ameryki. Przy czym umyka uwadze fakt, że ten Pierwszy Świat staje się powoli Ostatnim, jeśli przyjmiemy miarę zmniejszania się populacji. Może się okazać, że za sto lat, w tym Pierwszym Świecie będzie najmniej ludzi, choć będą najbogatsi. A narody czy ludy wymarłe? Z różnych przyczyn nie ma już Etrusków, Longobardów czy nawet bliskich nam Jaćwingów, a Eńców (tak, jest taki naród!) jest tylko 237. Na przykładzie USA, Kanady czy Australii widzimy, że możliwe jest powstawanie zupełnie nowych narodów. I jakiś naród „europejski” możemy sobie wyobrazić.

Czy są to procesy nieuchronne? Przy fatalistycznym rozumieniu biegu cywilizacji tak. Jeśli jednak zgodzimy się, że prawdziwym bogactwem narodów są ludzie, a nie zamożność finansowa czy wzrost PKB, perspektywa może być inna. Postawienie w centrum uwagi człowieka – a nie tzw. rozwoju gospodarczego i wynikającego rzekomo z niego szczęścia – stwarza szansę demograficznego nawrócenia. Do przemiany jest także podstawowa mentalność, tę dziś dominującą św. Jan Paweł II nazywał „anty – life mentality”, mentalnością przeciwną życiu. I nie chodzi tylko o oczywiste akty śmierci w postaci aborcji czy eutanazji, ale także (i może głównie) o stawianie rzeczy nad ludźmi, techniki nad etyką i sztuki posiadania nad sztuką istnienia.

I w tym momencie pojawia się kwestia wiary w obecność i działanie Pana Boga, pojawia się pytanie o Bożą wolę, Jego zamysł wobec nas. Jak czytam w Biblii, On cieszy się z „wielu narodów”, radują Go „wszystkie narody”. Raduje Go też naród polski, na razie jeszcze nie najmniejszy, ale pod koniec wieku może się Mu zrobić smutno.

Itinerarium

SEMAFORY STÓJ I SOLIDARNOŚĆ Czwartek 16 lipca 2020

W środę rano 16 lipca 1980 r. kolejarze z lubelskiej lokomotywowni zatrzymali pociągi w swoim węźle. Kilka lokomotyw stanęło na rozjazdach, semafory były na pozycji „Stój”, a już dla całkowitej pewności, że żaden wagon się nie przemknie robotnicy wyłączyli zasilanie. Tak rozpoczął się bodaj najsłynniejszy lubelski strajk pod przywództwem Czesława Niezgody. Władze przysłały do Lublina maszynistów z Poznania i Siedlec, aby zastąpić niesfornych kolejarzy lubelskich. Ci jednak wyszli do kolegów z dużymi kluczami od szyn i poprosili grzecznie, aby wracali do siebie, tak też się stało. Ponieważ kolej ma dobrą łączność wieść o strajku w mig rozeszła się po kraju. Partia zgodziła się na postulaty strajkujących, nawet na wolne wybory do Rady Zakładowej.

I tak przed gdańskim Sierpniem wydarzył się lubelski Lipiec, stoczniowcy pokrzepiali się, że skoro kolejarzom się udało to i oni zwyciężą.

Dzisiaj, w czwartek 16 lipca, o 11:00 najpierw w budynkach dawnego Dworca Północnego PKP, a potem w specjalnym  pociągu środowisko Centrum Wolontariatu w Lublinie wspominać będzie tamten robotniczy zryw. Ale nie tylko wspominać. Będziemy też apelować o nową wrażliwość, bo problemy się zmieniają ale solidarność jest nadal aktualna. Może nawet bardziej aktualna wobec pandemii samotności, wobec rosnącej liczby osób lądujących na krawędzi życia i poza nią, wobec coraz bardziej pękających więzi rodzinnych, sąsiedzkich i społecznych. Solidarność jako zwrot od siebie ku ludziom, zwłaszcza porzuconym i odrzuconym, cierpiącym. Solidarność jako odwaga wzięcia ich brzemion na siebie. Tak rozumiemy nasz wolontariat. I myślę sobie, że skoro Im się udało 40 lat temu, to nam się uda dzisiaj.

Jeden z zaprzyjaźnionych artystów  stworzył mural, nawiązujący do roku 1980. Drugi wykonana premierowo rapem opowieść o lubelskiej Jutrzence Solidarności.

Relacje i transmisje ze wspomnianych wydarzeń można będzie też oglądać na FB profilu Centrum Wolontariatu i słuchać w internetowym Nowym Radiu – www.noweradio.pl

Itinerarium

CHYBA BARDZIEJ POTRZEBUJEMY LUDZI I DRZEW Środa 15 lipca 2020

Najnowsza wersja nowoczesnego samochodu! Prawie sam jedzie i wszystko wie. I to w promocyjnej cenie! Znamy to dobrze, codziennie bombardują nas sprzedawcy marzeń, podsuwając do wzięcia kolejne rzeczy.

Nigdy nie działały na mnie reklamy, ani te na bilbordach ani w mediach, te w Internecie irytują, bo przeszkadzają w odbiorze innych treści. Obecnie, w czasie pandemii, wręcz mnie drażnią.

Rozumiem zasady komercji, walkę o klienta, ale hasła reklamowe brzmią i wyglądają obecnie jakby się nic nie stało i nic nie zmieniło. Działają według zasady – „Chciej więcej i więcej!”, „Masz to ale weź jeszcze i tamto!” Nie wiem jaka jest skuteczność tych przekazów. Myślę i mam nadzieję, że słaba.

Czy najbardziej potrzebujemy nowych rzeczy? Chyba weszliśmy w taki czas, takie doświadczenie, że rozumiemy iż najbardziej potrzebujemy jednak ludzi. Pandemia odsłoniła, że mamy bardzo dużo rzeczy, a bardzo mało ludzi. Nie w sensie liczbowym, ale mało dla siebie nawzajem jesteśmy. A potrzebujemy od ludzi tego, co tylko oni mogą nam dać – zrozumienia, wysłuchania, wspólnoty, bliskości, wreszcie miłości.

I chyba bardziej niż nowych rzeczy tęsknimy i lgniemy do starych drzew, do powietrza i do wód w rzekach i jeziorach. Bez tego nie da się radośnie żyć, a bez nowych rzeczy poradzimy sobie.

Dwa razy napisałem „chyba”, że chyba potrzebujemy bardziej ludzi i przyrody niż rzeczy. Sami jednak możecie sobie odpowiedzieć czy ta intuicja jest trafna.

Itinerarium

PO CO NAM TE REWOLUCJE Wtorek 14 lipca 2020

Francja dzisiaj poświętuje rocznicę swojej rewolucji, brutalne zburzenie dawnego porządku, pełne niewinnej krwi. Rewolucją chwalą się też Rosjanie, choć jej skutkiem były setki milionów ofiar, zwłaszcza za rządów Stalina.

Bliższe naszym czasom są łagodne przewroty, rewolucja aksamitna (Czechy 1989), rewolucja pomarańczowa (Ukraina 2004), rewolucja róż (Gruzja 2003), rewolucja śpiewająca (wydarzenia na Litwie, Łotwie i Estonii w l. 1987- 91) czy dżinsowa na Białorusi (2006). Co ciekawe, badacze rewolucji jako jedyną polską rewolucję wskazują wydarzenia sprzed 40 lat, czyli eksplozję Solidarności. Rewolucję bez krwi i trupów w lipcu i sierpniu 1980 r.

Świat warto zmieniać i ulepszać. Nie stanie się lepszym przez gilotyny, sierpy i młoty, kule i granaty, przez śmierć niewinnych ludzi. Na pewno zmienia go na lepsze solidarność, budowanie wspólnoty, przebaczenie, czynne współczucie. A najbardziej gorąca miłość.

Itinerarium

KTO WYBRAŁ NAJLEPIEJ? Poniedziałek 13 lipca 2020

Wyborcze emocje mają to do siebie, że przesłaniają prawdziwy obraz świata, tego najbliższego i jeszcze bardziej tego dalszego. Ani rezultaty obecnych polskich wyborów, ani tych amerykańskich na jesieni, nie zmienią podstawowych trendów cywilizacyjnych, czyli wyższości postaw opisywanych jako „mieć” nad tymi zawartymi w idei „bardziej być”. Miarą sensu i szczęścia nadal pozostanie posiadanie – pieniędzy, rzeczy, wrażeń – im więcej ich ktoś zgromadzi, tym bardziej jest zwycięzcą. A kto będzie szukał prawdy, szlifował umiłowanie mądrości czy mnożył miłosierdzie, pozostanie nieszkodliwym hobbystą.

Nie zmieni się także nachalna promocja egoizmu, gloryfikowania swojego „ja”, w imię których z innymi należy walczyć i ich pokonywać. Solidarność – w Polsce – pozostanie wspomnieniem zestarzałym o 40 lat (sierpień 1980), a na  świecie mrzonką nieokreślonej ale na pewno bardzo odległej przyszłości.

Po wyborach zatem warto pójść na spacer, bo to dla zdrowia korzystne, wysłuchać zmartwień rodziców i dziadków oraz nadziei dzieci i wnuków. Podziękować Bogu za chleb i spokojne niebo nad głowami, z którego nie polecą bomby. Pewnie tego nie zrobimy, ale zrobią tak kobiety i mężczyźni oraz dzieci w Jemenie, gdzie śmiercionośne bomby są codziennością. I uchodźcy w Kurdystanie, od prawie 10 lat żyjący w namiotach na pustyniach. I jeszcze mieszkańcy Sudanu Południowego, Somalii czy północnej Nigerii.

Dobrze wybieramy tylko wtedy, gdy idziemy za wezwaniami miłości, miłości obejmującej tych najbliższych i tych z bardzo daleka.

Na zdjęciu – obóz uchodźców w pobliżu Erbil w autonomii Kurdystanu, północny Irak.  

Itinerarium

SŁOWA KTÓRE STAJĄ SIĘ ŻYCIORYSEM Kazanie na 15 Niedzielę Zwykłą 12 lipca 2020

Ewangelia jest zapisem słów i ich spełnienia. Za słowami „Bądź uzdrowiony” idzie fakt podniesienia się chorego i powrotu do zdrowia. Najważniejsza słowna obietnica Chrystusa, o powstaniu z martwych, znajduje wypełnienie w pustym grobie i rozmowach żywego Chrystusa z uczniami po Jego śmierci.

Które ze słów Ewangelii wydały w nas owoce? Staramy się nie kłamać, nie krzywdzić ludzi, wiemy czego nie powinniśmy robić. Jest też coś więcej, coś co powinniśmy robić – szanować ludzi, przebaczać, troszczyć się o nich, kochać całym sercem.

Nie zawsze się nam to udaje, o czym  świadczą nasze spowiedzi i kolejne postanowienia poprawy. Najważniejsze jest jednak, że nie odrzucamy Słowa Bożego, trwamy przy nim, pielęgnujemy. I choć pewnie nie powiemy o sobie, że już wydajemy stokrotne plony, to widzimy, że słowa Ewangelii stają się faktami naszych biografii. Jeśli w naszych życiorysach są ludzie, którym przebaczyliśmy, których nakarmiliśmy (choćby pośrednio), których z serca ugościliśmy, do których przyszliśmy z pocieszeniem i umocnieniem, to znaczy, że Ewangelia trwa w nas i owocuje.

Ewangelia na dzisiaj:

Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami:

«Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedne ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na grunt skalisty, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny.

Kto ma uszy, niechaj słucha!»

 (Mt 13,1 -9)

Itinerarium

IDIOTA W MASECZCE Sobota 11 lipca 2020

Nie sądzę, żeby istniała jakaś ludzka siła, która skłoni Polaków do ostrożności wobec wirusa. Wczoraj wieczorem wyszedłem na idiotę, paradując w maseczce po sklepie osiedlowym, próbowałem zachować też jakiś dystans, ale kilku młodzianów z puszkami piwa skutecznie napierało na mnie, nie miałem szans.

W narodowych genach mamy zapisany opór wobec władzy, jakiejkolwiek. Ostatnim rządcą, który miał autorytet w Rzeczpospolitej był Jan III Sobieski, potem przez cały wiek XVIII władców mieliśmy słabych. No a później to już trzeba było z władzami mniej czy bardziej otwarcie walczyć, najpierw z zaborczymi, dalej z okupacyjnymi, wreszcie z tymi prosowieckimi. I tak stuknęło nam prawie 300 lat oporu wobec władzy, z małą z punktu widzenia historii przerwą na panowanie Piłsudskiego. Ostatnie 30 lat to za mało, aby gen oporu wobec władzy zaniknął. Przeciwnie, ma się dobrze. Ostrzeżenia epidemiologów i wezwania ministrów (nie zawsze popierane czynami), nie działają. Na rozsądek i myślenie racjonalne nie mamy co liczyć, zwycięża „jakoś to będzie”. Owszem, będzie, ale źle. I dochodzi jeszcze argument z zagranicy – Włosi i Hiszpanie też nie noszą maseczek i balują w kawiarniach.

No cóż, ja sobie jeszcze przez jakiś czas pobędę idiotą w maseczce i z próbami zachowania dystansu w miejscach publicznych. Do czego i Was zachęcam.

Itinerarium