Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Kiedy czytam
dzisiejszą Ewangelię o tym, że nie będzie żadnego nadzwyczajnego znaku objawiającego
Boga, od razu przypominam sobie fragment z Norwida – „Przez wszystko do mnie
przemawiałeś – Panie; Przez ciemność burzy, grom i przez świtanie; Przez
przyjacielską dłoń w zapasach z światem”.
Nie jesteśmy lepsi od
słuchaczy Jezusa, też chcielibyśmy mieć jakiś znak, najlepiej jeszcze jakiś
prywatny, ale taki do pochwalenia się – „Zobacz, co dostałem z nieba, od Pana
Boga …”
Tymczasem Pan Bóg po
Swojemu (a nie wedle naszych życzeń) staje się obecny. A to bociany śpieszy do
odlotów, by za miesiąc zerwały się w kierunku Nilu, a to pszczołom każe do cna
nektar z kwiecia lipowego wyzbierać, a to znowu sypnie zaraz meteorami w ciemne
noce.
I ludzi dobrych
stawia co dzień przy nas, ludzi, co dobrze poradzą, wspomogą, wysłuchają,
zrozumieją i jeszcze posiedzą drugą godzinę przy herbacie.
Pan Bóg objawia się
po Swojemu, przeważnie woli milczeć. Objawia się po Swojemu, trochę po
Norwidowemu.
Ewangelia na dziś:
Niektórzy z
uczonych w Piśmie i faryzeuszów rzekli do Jezusa: «Nauczycielu, chcielibyśmy
zobaczyć jakiś znak od Ciebie». Lecz On im odpowiedział:
«Plemię
przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz
znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we
wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w
łonie ziemi.
Ludzie z
Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je, ponieważ oni
wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili; a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.
Królowa z
południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z
krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż
Salomon».
Wciskamy enter i zapisujemy plik, wysyłamy wiadomość lub robimy przelew.
Natychmiast, w ciągu sekundy. Tak rośnie w nas świadomość błyskawicznej sprawczości.
Zaraz będziemy mieli jeszcze szybszy Internet, specjaliści pracują nad
szybszymi samolotami i autami, tempo wznoszenia budynków i dużych konstrukcji
także rośnie. Wszystko dokonuje się szybko i natychmiast. Oprócz dobrych stron
tego procesu (nazywanego mądrze akceleracją), bezwiednie przenosimy ten model
na inne sfery życia.
Z doświadczenia wiem, że przemiana charakteru, rozwój moralny czy wzrost
duchowy nie poddają się zasadzie enter. Nikt w mig nie staje się prawdomówny,
współczujący ani święty. Podobnie na dobre wino trzeba poczekać minimum 15 lat.
Ponieważ potrzebne tu jest dojrzewanie, rozciągnięte na lata, często chyba
porzucamy prawdę, dobro a nawet miłość. Dojrzewanie wymaga cierpliwości a my
chcielibyśmy efektów natychmiast.
Nie porzuciłem wiary w przemianę ludzi i świata w Królestwo Boże, wiem, że
następuje ona powoli, tak jak to podpowiada Chrystus w przypowieściach w
dzisiejszej Ewangelii. I mamy niedzielę, nowy dzień, początek nowego tygodnia.
Wiem, kto potrzebuje mojej modlitwy, kto czeka na telefon i komu dziś zaniosę
chleb i z kim poważnie będę mógł porozmawiać. Cierpliwie trzymał się będę małego,
codziennego dobra, prostych uprzejmości, zwykłych życzliwości. Wierzę, że w ten
sposób, bez żadnych wzniosłych haseł, włączam się w ewangeliczny zaczyn, w dobre
owocowanie, w moc małego gorczycznego ziarna.
Ewangelia na dzisiaj:
Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść:
«Królestwo niebieskie podobne jest do
człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli. Lecz gdy ludzie spali,
przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł.
A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy,
wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: „Panie,
czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej
chwast?” Odpowiedział im: „Nieprzyjazny człowiek to sprawił”. Rzekli mu słudzy:
„Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?”
A on im odrzekł: „Nie, byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i
pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom:
Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie
do mego spichlerza”».
Przedłożył im inną przypowieść: «Królestwo
niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej
roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, większe jest
od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki podniebne przylatują i
gnieżdżą się na jego gałęziach».
Powiedział im inną przypowieść: «Królestwo
niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy
miary mąki, aż się wszystko zakwasiło».
To wszystko mówił Jezus tłumom w
przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić
słowo Proroka: «Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od
założenia świata».
Wtedy odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam
przystąpili do Niego uczniowie, mówiąc: «Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście».
On odpowiedział: «Tym, który sieje dobre
nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie
królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast,
jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie.
Jak więc zbiera się chwast i spala w
ogniu, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci
zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia oraz tych, którzy dopuszczają się
nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie
zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego.
Myślałem, że pandemia
wyzwalać będzie więcej twórczych idei, pomysłów i działań. W Brukseli obecnie
naradzają się szefowie państw Unii Europejskiej. Na darmo spodziewałem się, że
rozmowy dotkną kondycji wspólnoty europejskiej, jej mocno rozchwianych
fundamentów (egoizm innych państw wobec Włoch czy Hiszpanii) i perspektyw na
przyszłość.
W relacjach medialnych
pojawił się tylko jeden wątek – podział funduszy, kto, ile i na jakich zasadach
ma dostać kasy. Choćby nie wiem jak wiele pieniędzy przeznaczono na walkę z
kryzysem wywołanym przez pandemię, będzie to jedynie leczenie skutków a nie
przyczyn.
Pandemia obnażyła słabości
Unii, która zdaje się być nie unią a zlepkiem interesów, do solidarności jest bardzo
daleko, zasada „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego” jest w tym zlepku
nieznana. Wirus pokazał też, że ochrona życia i zdrowia jest dla bogatych,
statystyki ubogich starszych osób umierających w domach opieki we Włoszech,
Hiszpanii, Francji czy Belgii jest zastraszająca, to oni głównie są ofiarami pandemii.
Doceniam znaczenie
Unii, dzięki niej państwa Europy od 75 lat w końcu nie napadają na siebie i
wzajemnie się nie wyrzynają, co przez wieki było regułą. Doceniam też znaczenie
polskiej obecności w tym gremium, bo dzięki temu nie jesteśmy częścią tzw.
Wspólnoty Niepodległych Państw, czyli ZSRR bis, jak Białoruś, Armenia czy do
niedawna Ukraina. Nie da się istnieć „pomiędzy” ani dołączyć jako kolejny stan
do USA.
Martwi mnie jednak małostkowość
przywódców państw Unii i jedyna mocna wiara, jaką wyznają – wiara w moc pieniądza.
I wciąż nie tracę nadziei na „Europę ducha”, w której rządzą wartości, takie
jak umiłowanie prawdy, solidarność i braterstwo, troska o słabszych,
poszanowanie godności każdego człowieka i przyjaźń pomimo różnic. Takim
Europejczykiem sam staram się być i każdemu z Was życzę tego ducha.
O kłopotach z malejącą
liczbą Polaków napisano już wiele, niedawno ukazała się prognoza, wedle której
pod koniec tego wieku (wcale niedługo) może być nas tylko 17 milionów.
Oczywiście jeżeli utrzymają się i nasilą obecnie trwające tendencje.
Ostatnie znaczące wyże
demograficzne mieliśmy w latach 50 – tych i na początku lat 80 – tych ub. wieku.
Od tamtej pory mamy lekkie falowanie, czyli małe wzrosty i spadki, przełomu w
stronę odbudowy tkanki biologicznej narodu nie widać.
Różne diagnozy podają
wiele przyczyn owego kryzysu, bodaj najbardziej rozpowszechniona i pewnie
słuszna to bezwiedne kopiowanie wzorców cywilizacyjnych z tzw. Pierwszego Świata, czyli Zachodu Europy i Ameryki. Przy
czym umyka uwadze fakt, że ten Pierwszy Świat staje się powoli Ostatnim, jeśli
przyjmiemy miarę zmniejszania się populacji. Może się okazać, że za sto lat, w
tym Pierwszym Świecie będzie najmniej ludzi, choć będą najbogatsi. A narody czy
ludy wymarłe? Z różnych przyczyn nie ma już Etrusków, Longobardów czy nawet
bliskich nam Jaćwingów, a Eńców (tak, jest taki naród!) jest tylko 237. Na
przykładzie USA, Kanady czy Australii widzimy, że możliwe jest powstawanie zupełnie
nowych narodów. I jakiś naród „europejski” możemy sobie wyobrazić.
Czy są to procesy
nieuchronne? Przy fatalistycznym rozumieniu biegu cywilizacji tak. Jeśli jednak
zgodzimy się, że prawdziwym bogactwem narodów są ludzie, a nie zamożność finansowa
czy wzrost PKB, perspektywa może być inna. Postawienie w centrum uwagi
człowieka – a nie tzw. rozwoju gospodarczego i wynikającego rzekomo z niego
szczęścia – stwarza szansę demograficznego nawrócenia. Do przemiany jest także
podstawowa mentalność, tę dziś dominującą św. Jan Paweł II nazywał „anty – life
mentality”, mentalnością przeciwną życiu. I nie chodzi tylko o oczywiste akty
śmierci w postaci aborcji czy eutanazji, ale także (i może głównie) o stawianie
rzeczy nad ludźmi, techniki nad etyką i sztuki posiadania nad sztuką istnienia.
I w tym momencie
pojawia się kwestia wiary w obecność i działanie Pana Boga, pojawia się pytanie
o Bożą wolę, Jego zamysł wobec nas. Jak czytam w Biblii, On cieszy się z „wielu
narodów”, radują Go „wszystkie narody”. Raduje Go też naród polski, na razie
jeszcze nie najmniejszy, ale pod koniec wieku może się Mu zrobić smutno.
W środę rano 16 lipca
1980 r. kolejarze z lubelskiej lokomotywowni zatrzymali pociągi w swoim węźle. Kilka
lokomotyw stanęło na rozjazdach, semafory były na pozycji „Stój”, a już dla
całkowitej pewności, że żaden wagon się nie przemknie robotnicy wyłączyli zasilanie.
Tak rozpoczął się bodaj najsłynniejszy lubelski strajk pod przywództwem
Czesława Niezgody. Władze przysłały do Lublina maszynistów z Poznania i
Siedlec, aby zastąpić niesfornych kolejarzy lubelskich. Ci jednak wyszli do kolegów
z dużymi kluczami od szyn i poprosili grzecznie, aby wracali do siebie, tak też
się stało. Ponieważ kolej ma dobrą łączność wieść o strajku w mig rozeszła się
po kraju. Partia zgodziła się na postulaty strajkujących, nawet na wolne wybory
do Rady Zakładowej.
I tak przed gdańskim
Sierpniem wydarzył się lubelski Lipiec, stoczniowcy pokrzepiali się, że skoro
kolejarzom się udało to i oni zwyciężą.
Dzisiaj, w czwartek
16 lipca, o 11:00 najpierw w budynkach dawnego Dworca Północnego PKP, a potem w
specjalnym pociągu środowisko Centrum Wolontariatu
w Lublinie wspominać będzie tamten robotniczy zryw. Ale nie tylko wspominać.
Będziemy też apelować o nową wrażliwość, bo problemy się zmieniają ale solidarność
jest nadal aktualna. Może nawet bardziej aktualna wobec pandemii samotności,
wobec rosnącej liczby osób lądujących na krawędzi życia i poza nią, wobec coraz
bardziej pękających więzi rodzinnych, sąsiedzkich i społecznych. Solidarność
jako zwrot od siebie ku ludziom, zwłaszcza porzuconym i odrzuconym, cierpiącym.
Solidarność jako odwaga wzięcia ich brzemion na siebie. Tak rozumiemy nasz
wolontariat. I myślę sobie, że skoro Im się udało 40 lat temu, to nam się uda
dzisiaj.
Jeden z zaprzyjaźnionych
artystów stworzył mural, nawiązujący do
roku 1980. Drugi wykonana premierowo rapem opowieść o lubelskiej Jutrzence
Solidarności.
Relacje i transmisje
ze wspomnianych wydarzeń można będzie też oglądać na FB profilu Centrum Wolontariatu
i słuchać w internetowym Nowym Radiu – www.noweradio.pl
Najnowsza wersja
nowoczesnego samochodu! Prawie sam jedzie i wszystko wie. I to w promocyjnej
cenie! Znamy to dobrze, codziennie bombardują nas sprzedawcy marzeń, podsuwając
do wzięcia kolejne rzeczy.
Nigdy nie działały na
mnie reklamy, ani te na bilbordach ani w mediach, te w Internecie irytują, bo
przeszkadzają w odbiorze innych treści. Obecnie, w czasie pandemii, wręcz mnie
drażnią.
Rozumiem zasady
komercji, walkę o klienta, ale hasła reklamowe brzmią i wyglądają obecnie jakby
się nic nie stało i nic nie zmieniło. Działają według zasady – „Chciej więcej i
więcej!”, „Masz to ale weź jeszcze i tamto!” Nie wiem jaka jest skuteczność
tych przekazów. Myślę i mam nadzieję, że słaba.
Czy najbardziej
potrzebujemy nowych rzeczy? Chyba weszliśmy w taki czas, takie doświadczenie,
że rozumiemy iż najbardziej potrzebujemy jednak ludzi. Pandemia odsłoniła, że
mamy bardzo dużo rzeczy, a bardzo mało ludzi. Nie w sensie liczbowym, ale mało
dla siebie nawzajem jesteśmy. A potrzebujemy od ludzi tego, co tylko oni mogą nam
dać – zrozumienia, wysłuchania, wspólnoty, bliskości, wreszcie miłości.
I chyba bardziej niż
nowych rzeczy tęsknimy i lgniemy do starych drzew, do powietrza i do wód w
rzekach i jeziorach. Bez tego nie da się radośnie żyć, a bez nowych rzeczy
poradzimy sobie.
Dwa razy napisałem „chyba”,
że chyba potrzebujemy bardziej ludzi i przyrody niż rzeczy. Sami jednak możecie
sobie odpowiedzieć czy ta intuicja jest trafna.
Francja dzisiaj
poświętuje rocznicę swojej rewolucji, brutalne zburzenie dawnego porządku,
pełne niewinnej krwi. Rewolucją chwalą się też Rosjanie, choć jej skutkiem były
setki milionów ofiar, zwłaszcza za rządów Stalina.
Bliższe naszym czasom
są łagodne przewroty, rewolucja aksamitna (Czechy 1989), rewolucja pomarańczowa
(Ukraina 2004), rewolucja róż (Gruzja 2003), rewolucja śpiewająca (wydarzenia
na Litwie, Łotwie i Estonii w l. 1987- 91) czy dżinsowa na Białorusi (2006). Co
ciekawe, badacze rewolucji jako jedyną polską rewolucję wskazują wydarzenia
sprzed 40 lat, czyli eksplozję Solidarności. Rewolucję bez krwi i trupów w
lipcu i sierpniu 1980 r.
Świat warto zmieniać i
ulepszać. Nie stanie się lepszym przez gilotyny, sierpy i młoty, kule i granaty,
przez śmierć niewinnych ludzi. Na pewno zmienia go na lepsze solidarność,
budowanie wspólnoty, przebaczenie, czynne współczucie. A najbardziej gorąca
miłość.
Wyborcze emocje mają
to do siebie, że przesłaniają prawdziwy obraz świata, tego najbliższego i
jeszcze bardziej tego dalszego. Ani rezultaty obecnych polskich wyborów, ani
tych amerykańskich na jesieni, nie zmienią podstawowych trendów
cywilizacyjnych, czyli wyższości postaw opisywanych jako „mieć” nad tymi zawartymi
w idei „bardziej być”. Miarą sensu i szczęścia nadal pozostanie posiadanie –
pieniędzy, rzeczy, wrażeń – im więcej ich ktoś zgromadzi, tym bardziej jest
zwycięzcą. A kto będzie szukał prawdy, szlifował umiłowanie mądrości czy mnożył
miłosierdzie, pozostanie nieszkodliwym hobbystą.
Nie zmieni się także
nachalna promocja egoizmu, gloryfikowania swojego „ja”, w imię których z innymi
należy walczyć i ich pokonywać. Solidarność – w Polsce – pozostanie wspomnieniem
zestarzałym o 40 lat (sierpień 1980), a na
świecie mrzonką nieokreślonej ale na pewno bardzo odległej przyszłości.
Po wyborach zatem
warto pójść na spacer, bo to dla zdrowia korzystne, wysłuchać zmartwień
rodziców i dziadków oraz nadziei dzieci i wnuków. Podziękować Bogu za chleb i
spokojne niebo nad głowami, z którego nie polecą bomby. Pewnie tego nie
zrobimy, ale zrobią tak kobiety i mężczyźni oraz dzieci w Jemenie, gdzie
śmiercionośne bomby są codziennością. I uchodźcy w Kurdystanie, od prawie 10
lat żyjący w namiotach na pustyniach. I jeszcze mieszkańcy Sudanu Południowego,
Somalii czy północnej Nigerii.
Dobrze wybieramy
tylko wtedy, gdy idziemy za wezwaniami miłości, miłości obejmującej tych
najbliższych i tych z bardzo daleka.
Na zdjęciu – obóz uchodźców
w pobliżu Erbil w autonomii Kurdystanu, północny Irak.
Ewangelia jest zapisem słów i ich spełnienia. Za słowami „Bądź uzdrowiony”
idzie fakt podniesienia się chorego i powrotu do zdrowia. Najważniejsza słowna
obietnica Chrystusa, o powstaniu z martwych, znajduje wypełnienie w pustym
grobie i rozmowach żywego Chrystusa z uczniami po Jego śmierci.
Które ze słów Ewangelii wydały w nas owoce? Staramy się nie kłamać, nie
krzywdzić ludzi, wiemy czego nie powinniśmy robić. Jest też coś więcej, coś co
powinniśmy robić – szanować ludzi, przebaczać, troszczyć się o nich, kochać
całym sercem.
Nie zawsze się nam to udaje, o czym
świadczą nasze spowiedzi i kolejne postanowienia poprawy. Najważniejsze
jest jednak, że nie odrzucamy Słowa Bożego, trwamy przy nim, pielęgnujemy. I choć
pewnie nie powiemy o sobie, że już wydajemy stokrotne plony, to widzimy, że słowa
Ewangelii stają się faktami naszych biografii. Jeśli w naszych życiorysach są
ludzie, którym przebaczyliśmy, których nakarmiliśmy (choćby pośrednio), których
z serca ugościliśmy, do których przyszliśmy z pocieszeniem i umocnieniem, to
znaczy, że Ewangelia trwa w nas i owocuje.
Ewangelia na dzisiaj:
Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem.
Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a
cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami:
«Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedne ziarna
padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na grunt skalisty,
gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka.
Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne
znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne wreszcie
padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie
sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny.
Nie sądzę, żeby
istniała jakaś ludzka siła, która skłoni Polaków do ostrożności wobec wirusa.
Wczoraj wieczorem wyszedłem na idiotę, paradując w maseczce po sklepie
osiedlowym, próbowałem zachować też jakiś dystans, ale kilku młodzianów z
puszkami piwa skutecznie napierało na mnie, nie miałem szans.
W narodowych genach
mamy zapisany opór wobec władzy, jakiejkolwiek. Ostatnim rządcą, który miał
autorytet w Rzeczpospolitej był Jan III Sobieski, potem przez cały wiek XVIII
władców mieliśmy słabych. No a później to już trzeba było z władzami mniej czy
bardziej otwarcie walczyć, najpierw z zaborczymi, dalej z okupacyjnymi,
wreszcie z tymi prosowieckimi. I tak stuknęło nam prawie 300 lat oporu wobec władzy,
z małą z punktu widzenia historii przerwą na panowanie Piłsudskiego. Ostatnie
30 lat to za mało, aby gen oporu wobec władzy zaniknął. Przeciwnie, ma się
dobrze. Ostrzeżenia epidemiologów i wezwania ministrów (nie zawsze popierane czynami),
nie działają. Na rozsądek i myślenie racjonalne nie mamy co liczyć, zwycięża „jakoś
to będzie”. Owszem, będzie, ale źle. I dochodzi jeszcze argument z zagranicy –
Włosi i Hiszpanie też nie noszą maseczek i balują w kawiarniach.
No cóż, ja sobie
jeszcze przez jakiś czas pobędę idiotą w maseczce i z próbami zachowania
dystansu w miejscach publicznych. Do czego i Was zachęcam.