GDY CZŁOWIEK KOCHA I DAJE SIEBIE INNYM Środa 9 września 2020

Miłość potrzebuje konkretów, piosenki i wiersze jej nie spełnią, choć są miłe. Zapraszamy w naszym Centrum Wolontariatu do konkretnej miłości. Chodzi o czas, który moglibyście poświęcić chorym, samotnym, bezdomnym, więźniom, uchodźcom czy dzieciom.

Prawie 20 lat temu Jan Paweł II, jako pierwszy papież w historii zwrócił się do wolontariuszy, co dzisiaj przypominam:

„Pragnę wyrazić wam żywe i szczere uznanie za poświęcenie, z jakim w każdym miejscu na świecie nieustannie troszczycie się o tych, którzy znajdują się w potrzebie. Czy to gdy pracujecie w pojedynkę, czy też zrzeszeni w różnych organizacjach — dla dzieci, osób starszych, dla chorych, ludzi znajdujących się w trudnych sytuacjach, dla uchodźców i prześladowanych — jesteście promieniem nadziei, który rozprasza mrok samotności i dodaje odwagi do przezwyciężenia pokusy przemocy i egoizmu.

Cóż takiego skłania wolontariusza do poświęcenia swego życia dla innych? Przede wszystkim naturalny odruch serca, który przynagla każdego człowieka do pomocy drugiemu — swemu bliźniemu. Jest to bez mała «prawo istnienia». Wolontariusz, gdy bezinteresownie może dać innym coś z siebie, doświadcza radości, która przewyższa to, czego dokonał.

Z tego właśnie powodu wolontariat jest szczególnym czynnikiem sprzyjającym postępowi na drodze humanizacji: dzięki różnym formom solidarności i służby, które promuje i konkretyzuje, uwrażliwia społeczeństwo na godność człowieka i na jego różne potrzeby. Działalność wolontariatu prowadzi do doświadczenia, że człowiek w pełni realizuje się wyłącznie wtedy, gdy kocha i daje siebie innym”.

Tyle Jan Paweł II. A rekrutacja do wolontariatu – on-line – w najbliższy czwartek 10 września o 18:00 na stronie www.noweradio.pl  i FB, link poniżej.https://www.facebook.com/178548322167933/photos/a.496766627012766/3492199847469414/

Itinerarium

RADOŚĆ Z WŁASNEJ HISTORII Kazanie na święto Narodzenia NMP wtorek 8 września 2020

Można nieźle potrenować język zanim od Abrahama przedrzemy się do Józefa i Marii w rodowodzie Chrystusa. Po drodze jest i Naasson, Obed, Asa, Salatiel, Azor i Eliud. Przy niektórych imionach uśmiechniemy się, ale podobnie zareagowaliby mieszkańcy Palestyny wczytując się w polskich Krzesimirów, Przemysławów, Genowefy czy Mieczysławów. Zapewne sięgając do własnych rodzinnych korzeni nie dotrzemy do zbyt wielu pokoleń przodków, niewątpliwie jednak wzięliśmy się od kogoś.

Pomimo wielu pięknych tytułów przyznawanych Marii – Królowa świata, Najświętsza Panienka, Stolica Mądrości itd. – Matka Boża jest bardzo ludzka, podobnie jak Chrystus. Dziś obchodzimy święto Narodzenia Marii, w polskiej tradycji powiązane z błogosławieństwem nasion do siewów. I każdy z nas ma dzień swoich urodzin.

Nie urodziliśmy się przypadkowo, jesteśmy zamierzeni przez Pana Boga, nasze życiorysy od urodzin po śmierć nie są tylko zapisem kolejnych dni, miesięcy i lat, ale są historią naszego zbawienia. W tej historii są imiona naszych przodków, dziadków i rodziców, czasem ich wędrówki po dalekich stepach Kazachstanu czy lasach Syberii. Dobrze jest pokochać swoje losy, rodzinne i polskie, bo w nich dzieje się nasza droga do wieczności. Marii i Jezusowi potrzebna była ludzka historia, losy ich przodków i rodzin. Przez nasze historie życia jesteśmy Im podobni,  dzięki temu wspólnie będziemy uczestnikami życia wiecznego.

Taka jest radość życia, radość historii i radość dzisiejszego święta.

Ewangelia na dzisiaj:

Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama. Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; Juda zaś był ojcem Faresa i Zary, których matką była Tamar. Fares był ojcem Esroma; Esrom ojcem Arama; Aram ojcem Aminadaba; Aminadab ojcem Naassona; Naasson ojcem Salmona; Salmon ojcem Booza, a matką była Rachab. Booz był ojcem Obeda, a matką była Rut. Obed był ojcem Jessego, a Jesse ojcem króla Dawida.

Dawid był ojcem Salomona, a matką była dawna żona Uriasza. Salomon był ojcem Roboama; Roboam ojcem Abiasza; Abiasz ojcem Asy; Asa ojcem Jozafata; Jozafat ojcem Jorama; Joram ojcem Ozjasza; Ozjasz ojcem Joatama; Joatam ojcem Achaza; Achaz ojcem Ezechiasza; Ezechiasz ojcem Manassesa; Manasses ojcem Amosa; Amos ojcem Jozjasza; Jozjasz ojcem Jechoniasza i jego braci w czasie przesiedlenia babilońskiego.

Po przesiedleniu babilońskim Jechoniasz był ojcem Salatiela; Salatiel ojcem Zorobabela; Zorobabel ojcem Abiuda; Abiud ojcem Eliakima; Eliakim ojcem Azora; Azor ojcem Sadoka; Sadok ojcem Achima; Achim ojcem Eliuda; Eliud ojcem Eleazara; Eleazar ojcem Mattana; Mattan ojcem Jakuba; Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem.

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak.

Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.

Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów».

A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: «Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel», to znaczy «Bóg z nami».

(Mt 1,1 – 23)

Itinerarium

CZAS ZMIENIĆ KURS! Poniedziałek 7 września 2020

Zdarzało mi się płynąć na kutrze, pełne morze, przychodzą silniejsze podmuchy, łajba się kołysze, woda chlusta na pokład. Szyper widzi, co się dzieje i krzyczy – Panowie, nie tak, zmieniamy kurs! Na kutrze używa się co prawda mocniejszego języka, ale i tak chodzi o to, żeby w porę zareagować na niebezpieczeństwo.

Nadal nie tracę nadziei, że pandemia daje nam szansę na zmianę kursu cywilizacji. W tym sensie możemy ją odczytywać jako znak zapytania ze strony Pana Boga – Czy rzeczywiście szliśmy dobrą drogą? Nie przypisuję Panu Bogu autorstwa wirusa, jest znakiem jak wszystko inne, może bardziej wyraźnym przez zaskoczenie, nagłość i nieprzewidywalność skutków.

Żyliśmy według (może nawet nie do końca uświadamianego) modelu – Co by tu jeszcze zjeść? Czego by się jeszcze napić? Gdzie by tu jeszcze pojechać, tyle plaży jeszcze nie czuło naszego ciała! A tego filmu to jeszcze nie widziałem! Upraszczam, ale mówię o modelu konsumowania, kolekcjonowaniu wrażeń i doznań, im więcej tym lepiej. Dotyczy to także sfery religijnej, do niedawna na niespotykaną skalę rozwijał się „pilgrimaging” (na wzór clubbingu), czyli zaliczanie kolejnych sanktuariów dookoła świata.

Łajba się jednak rozkołysała a pytania czy trzymamy dobry kurs nie da się zagłuszyć czy zapić. Czy uda się nam bardziej dostrzegać ludzi? Zwłaszcza samotnych, zagubionych, odrzuconych przez tempo życia? Czy uda nam się bardziej cieszyć tym co mamy niźli tym co chcielibyśmy mieć (i mieć i mieć jeszcze)? Czy wyruszymy w najpiękniejszą pielgrzymkę jaką jest wędrówka do własnego serca, gdzie możemy odnaleźć i sens życia i cichą obecność Pana Boga? Czy uda nam się mniej paplać a więcej mówić? A może wrócimy do ukochania prawdy? I do podziwu dla szykujących się do odlotu żurawi?

Łajba się rozkołysała, zatem za mądrym szyprem ośmielam się wołać – Nie tak! Zmieniamy kurs!

Itinerarium

ZATROSKANI WZAJEMNIE Kazanie na 23 Niedzielę Zwykłą 6 września 2020

Stoję na wolnym powietrzu z grupą nieznajomych i proszę aby zachować jakiś odstęp, dopominam się też o włożenie maseczek. Niechętnie, ale udaje się. Ten pandemiczny przykład przytaczam w kontekście dzisiejszej Ewangelii.

Badacze cywilizacji mówią o rosnącej dysocjacji społecznej, wzajemnym oddalaniu się ludzi od siebie. Za tym idzie – moim zdaniem – zanik odpowiedzialności za drugiego. To, co dziś czytam, wezwanie do upominania innych (w sensie ostrzegania przed jakimś złem) i zachęta by zgodnie i wspólnie prosić Boga, to przypomnienie, że jesteśmy wspólnotą, w której mamy się wzajemnie strzec i wspierać.

Nie chodzi o to, by pokrzykiwać na innych za brak maseczek, ale można strzelić komplement – „Ale masz świetną maseczkę!” Zresztą mamy tysiące pomysłów i sposobów, żeby troszczyć się o więzi, o budowanie wspólnot, małżeńskich, rodzinnych, przyjacielskich, w środowisku i w pracy.

I każda taka wspólnota jest już Kościołem w jego istocie, wspólnotą ludzi zatroskanych wzajemnie.

Ewangelia na dzisiaj:

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik.

Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.

Dalej, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli dwóch z was na ziemi zgodnie o coś prosić będzie, to wszystko otrzymają od mojego Ojca, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich».

(Mt 18,15 -20)

Itinerarium

NIE BĄDŹ TAKA MATKA TERESA Sobota 5 września 2020

Piąty dzień września dedykowany jest Matce Teresie z Kalkuty, świętej od trędowatych w Indiach. Siostry z założonego przez nią zgromadzenia (Misjonarki Miłości) spotkać można na całym świecie, zawsze wśród najuboższych, chorych, opuszczonych.

Dzisiaj zdarza mi się słyszeć lekko drwiące komentowanie  radykalnego oddania się Matki Teresy osobom najbardziej odrzuconym, w stylu  „Nie bądź taka Matka Teresa!” I zaraz ktoś dodaje „Przecież płacimy podatki na pomoc społeczną”. Prawda jest taka, że wydatki na pomoc społeczną rosną, a biedy i nieszczęść nie ubywa.

Ludzie, którymi zajęła się Matka Teresa, bardziej niż jakiegokolwiek sytemu pomocy społecznej, potrzebują, aby ktoś sią nimi zajął. Nie chodzi o pieniądze. Każdy z takich ludzi oczekuje, że zostanie zauważony, że stanie się ważny, że ktoś go wysłucha i zrozumie. I że nie będzie opędzał się, omijał szerokim łukiem  i przeganiał. To jest droga naśladowania dzieł Matki Teresy.

A wzywanie, żeby nie być taką Matką Teresą brzmi raczej jak gaszenie wyrzutów sumienia. Miłosierdzie można naśladować, można je także trochę ośmieszyć, po to by zwolnić się z jego praktykowania.

Itinerarium

W DZIĘKOWANIU BĄDŹCIE PIERWSI Piątek 4 września 2020

W przestrzeni publicznej właściwie znikło słowo „dziękuję”. Nie używają go politycy i komentatorzy, a już kompletną abstrakcją wydaje się podziękowanie za krytykę. Dziękuję znika też w usługach, tu jest relacja wykonano – zapłacono.

Zdarza mi się często dojeżdżając do skrzyżowania wyhamować wcześniej i przepuścić autobus czy trolejbus, które potrzebują szerokiego łuku do skrętu. Miło jest zobaczyć uniesioną dłoń kierowcy w podziękowaniu. Sam czynię to za każdym razem kiedy jakiś inny kierowca wpuszcza mnie w korku albo ustępuje miejsca, oczywiście używam też na krótko świateł ostrzegawczych, co w języku kierowców oznacza podziękowanie.

Z biegiem lat rozumiem też biblijne wezwanie św. Pawła – „Dziękujcie zawsze za wszystko Bogu” (Ef 5,20). Zawsze. Za wszystko. Zaczynam dzień od podziękowania Bogu i tak też kończę. Uświadamiam sobie, że tak naprawdę wszystko otrzymuję, nie ma nic takiego co stworzyłem sam. Jak nie dziękować?

Tak samo jest z ludźmi, nic mi się nie należy od nich, a przynoszą tyle dobra, radości i piękna, nawet jeśli tylko wykonują swoje obowiązki. Mnożę zatem podziękowania dla nich, bo czuję wdzięczność.

Jakiś badacz współczesności pisał, że utraciliśmy „kulturę dziękczynienia” na rzecz chłodnych kontraktów i wyuczonej obojętności. Wiem, że dziękowanie jest znakomitą formą rozsiewania dobra i budowania mocnych więzi z ludźmi. Może to daje nam szansę odmiany coraz bardziej zimnego świata.

Itinerarium

I PRZY LUDZIACH ZOSTAĆ Czwartek 3 września 2020

Mój profesor homiletyki (głoszenie kazań), ks. Mieczysław Brzozowski zalecał, aby zawsze w jednej ręce trzymać Biblię a w drugiej gazetę. Po to, żeby nie gadać głupot i żeby Słowo Boże odnosiło się do życia, m.in. opisywanego w gazetach.

Trzymam się tej zasady, choć nie w pełni, bo mam wrażenie, że dziś gazety trochę odrywają się od życia, mają swoje światy i często pełnią rolę młotka na przeciwników. W zaleceniu księdza profesora była jednak sugestia, żeby trzymać się życia, faktów, historii i patrzeć na nie z perspektywy Słowa Bożego.

No dobrze, co znajduję w Ewangelii? W większości są to historie ludzi mocno poharatanych przez życie – opętanych, chorych psychicznie, niepełnosprawnych ale i złodziei, prostytutek czy życiowych rozbitków.

A życie? Spotykam wielu ludzi, których historie są bardzo podobne do tych z Ewangelii. To ludzie od dawna bez dachu nad głową, silnie uzależnieni, czasem po kilku pobytach w więzieniach, szorujący po dnach gdzie nikt ich nie widzi.

Patrzę co robił Jezus. Słuchał tych ludzi, rozmawiał z nimi, nikogo nie potępił, miał dobre słowo dla nich, czas i uwagę. Rozumiał ich, dawał chleb, patrzył w oczy. Wielu przywrócił zdrowie i godność.

I myślę, że w naśladowaniu Pana Jezusa najważniejsze jest to, żeby przy ludziach stać, być i nie opuszczać ich.

Zdjęcie – z Asią z lewej i Małgosią, już nie żyjącą.

Itinerarium

MOŻNA PATRZEĆ PO BOŻEMU Środa 2 września 2020

Miał przyjść, ale nie przyszedł, nawet nie zadzwonił. Najpierw się wkurzam, już sobie szykuję reprymendę. Zaraz potem jednak przychodzi inna myśl, przecież wiem, że nie radzi sobie z uzależnieniem, że miotają nim różne emocje. Kiedy w końcu przychodzi, już nie narzekam tylko pytam – Co się stało?

W innym przypadku zostałem fałszywie oskarżony (może nie w wielkiej rzeczy), burzę się i kipię, wzrasta chęć odwetu, pokazania, że tak się nie robi. Daję sobie jednak pięć minut, przychodzi myśl – Na pewno oskarżyciel nie robi tego ze złej woli. Staram się nawet postawić na jego miejscu, już spokojniej podchodzę do sytuacji.

Cały czas uczę się patrzeć „po Bożemu”, na ludzi, sprawy i wydarzenia. Po Bożemu, czyli inaczej niż od razu mi się wydaje. Często w duchu odmawiam sobie wezwanie do Ducha Świętego, ślę krótkie westchnienie do Pana Jezusa albo proszę o wstawiennictwo najbardziej zaprzyjaźnionych  świętych. Uwierzcie mi, to działa!

Oczywiście nie zawsze udaje mi się przejść na Boży punkt widzenia, gdzie najpierw jest miłosierdzie a potem sprawiedliwość, gdzie przebaczenie zastępuje karę (nawet słuszną), gdzie zrozumienie wyprzedza wybuch a nadzieja idzie daleko przed odrzuceniem. Wiem jednak, że tak można, próbuję praktykować spojrzenie Boże najczęściej jak umiem.

Itinerarium

KTO POLSKĘ NAM WYMYŚLIŁ Wtorek 1 września 2020

Piszę o ostatniej wojnie, w kolejną rocznicę jej wybuchu. Pomimo ponad 80 lat od tamtego września, pamiętam o wojnie, bo ona zasadniczo zdecydowała o Polsce jaką dziś znamy. Nie mieliśmy nic do powiedzenia w kwestii naszych granic, zostały nam narzucone przez trzech panów i ich doradców – Stalina, Roosevelta i Churchilla.

W ciągu ostatnich 250 lat, po pierwszym rozbiorze, o tym gdzie będzie Polska decydowano za nas najpierw w Petersburgu i Berlinie, potem na kongresie w Wiedniu, w czasie zawierania traktatu w Wersalu, w Spa, wreszcie podczas narad rosyjsko – angielsko – amerykańskich w Teheranie i Jałcie. Tylko raz, w Rydze (1921), po Cudzie nad Wisłą sami określaliśmy swoje terytorium. Poza tym decyzje o Polsce podejmowali Niemcy, Rosjanie, Austriacy, Anglicy, Francuzi, Amerykanie a nawet częściowo Portugalczycy i Włosi, zaiste długi poczet. Oczywiście nasi przodkowie sami doprowadzili do takiej sytuacji rujnując wielkość Pierwszej Rzeczpospolitej. Przypomnę, że taka tragedia nie przydarzyła się żadnemu większemu narodowi w Europie.

Nic bardziej mylnego niźli przekonanie, że granice państw są już ostatecznie ustalone, boleśnie doświadczyli tej prawdy ostatnio bracia Ukraińcy i zdaje się, że to nie koniec.

Narody ocalają swoje państwa jeśli są zjednoczone, podzielone padają łupem wrogów. Historia pokazuje także, że dobrze jest żyć w zgodzie z sąsiadami i mieć wiernych przyjaciół.

Codziennie trzeba się modlić o pokój i dobro Ojczyzny, dążyć do zgody i zrozumienia, szanować drugiego człowieka i z zaufaniem do Boga spoglądać w przyszłość.  

Itinerarium

CO NAM SIĘ PRZYDARZYŁO W SIERPNIU 1980? Poniedziałek 31 sierpnia 2020

Co się przydarzyło mnie i mojemu pokoleniu w sierpniu roku 1980 i potem? Po latach widzę, że to były głównie trzy rzeczy.

Najpierw, pokonaliśmy strach, a było się czego bać, polskie ulice wyglądały podobnie jak teraz te w Mińsku (czołgi, ZOMO, etc.) Mnie osobiście – i pewnie wielu z nas – brzmiały wówczas w uszach słowa św. Jana Pawła (z r. 1978): „Nie lękajcie się!” Dotąd staram się wedle nich żyć.

Druga sprawa, zaczęliśmy sobie ufać, a przecież zawsze obok ktoś mógł być donosicielem (i bywał), ubekiem a przynajmniej ormowcem. Mimo to, pamiętam dobrze, ufaliśmy sobie i okazywało się, że słusznie. Większość ludzi zasługuje na zaufanie, wiem to, bo doświadczyłem tego wtedy i doświadczam dzisiaj.

I rzecz trzecia, wyzwoliliśmy w sobie moc, siłę i potężną sprawczość. Temu nie mogła się oprzeć tamta władza.

Zatem, jeśli cieszę się dziś z Solidarności 1980, to widzę, że ta solidarność to odwaga, zaufanie i wyzwolona moc. I mam nadzieję, że taką solidarnością można nadal pisać historię.

I łyżka, a nawet cała chochla dziegciu, na jubileusz Solidarności. Dzisiaj myślę, że ta nasza solidarność weszła w fazę silnie bezobjawową. Tak, polska solidarność jest silnie bezobjawowa. Świadczą o tym syryjskie kalekie dzieci, których nie leczymy w Polsce, choć to ofiary wojny a my jesteśmy bogatym krajem. Świadczą o tym dzieci w domach Dziecka, jest ich ponad 100 tysięcy (spore miasto), a przecież te dzieci mają chrzestnych i krewnych. Świadczą o tym ludzie głodni, których nadal nie brakuje. Świadczą starsi i samotni, wciąż ich przybywa, a ich dzieci i wnuki mają coraz lepiej.

Odwaga, porzucenie strachu, zaufanie i wyzwolona moc, takiej solidarności sobie i nam wszystkim życzę, na Jubileusz i dalsze lata.

Itinerarium