Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Wielki Czwartek w tradycji katolickiej to aktualizacja trzech ważnych wymiarów naszej wiary. Po kolei, ale tylko w sekwencji wzrastającej.
Wspomnienie ustanowienia sakramentu kapłaństwa, „dzień księdza”, przyznam, że słabo obchodzę to święto. Może już setki razy słyszałem pytanie „Jak to się stało, że ksiądz został księdzem?”, zwykle – zgodnie z prawdą – odpowiadam, że to pytanie nie do mnie ale do Szefa. Przyszło powołanie, zapytanie – „Jesteś gotów?”, to odpowiedziałem po żołniersku – „Tak!” I tak to się zaczęło ponad 30 lat temu.
Drugie święto, tajemnica ustanowienia Eucharystii, tu nie mam żadnych wątpliwości – „Kto spożywa moje ciało, ma życie wieczne”. Spożywam codziennie i podaję komunię innym. Bardzo się cieszę, że to jest mały, zwykły chlebek, opłatek. Taka z pozoru błaha sprawa, a jej końcem życie wieczne.
I trzecia rzecz, Przykazanie Miłości. O, to jest największa rzecz, nikt tego nie wymyślił i nie zadał nam ludziom. Przykazanie Miłości, do Boga, ludzi i samych siebie.
Do tego jeszcze Ukraina i wojna. Mam nadzieję wygrana a potem pokój. O to musimy się modlić, przyjmować komunię. I kochać, coraz mocniej.
Byłem dzieckiem, kiedy przez Europę przechodziły tzw. marsze wielkanocne, zapamiętałem te protestujące przeciwko wojnie w Wietnamie na początku lat 70-tych ub. wieku (jedna z wielu bezsensownych amerykańskich wojen). Choć były podszyte ideologią anarchistyczną kwestionowały wojnę jako sposób dominowania jednych nad drugimi. W owych marszach chodziły setki tysięcy ludzi, w ubiegłym roku – znalazłem w sieci – może sto osób (w Niemczech).
Jestem świadkiem upadku wartości, jakie przez wieki kształtowały oblicze Europy, a poprzez nią historię całej cywilizacji. Prawa człowieka zostały sprzedane zarówno w Europie jak i w Ameryce za cenę zysku. Stąd wieloraka sieć interesów z krajami łamiącymi prawa człowieka – np. Rosja czy Chiny – w którą niestety wpisuje się także Polska. Przypomnę fatalną wizytę Prezydenta RP w Chinach na kilka tygodni przed agresją Rosji przeciwko Ukrainie, rozumiem intencje Prezydenta, są wpisane w logikę zysku, bo handel z Chinami jest opłacalny. Rozumiem, ale nie po drodze mi z taką hierarchią wartości.
Co dalej Ukraino? Obserwuję, że tzw. wolnemu światu zależy na jak najszybszym zakończeniu „ukraińskiej awantury”, korzystny wariant to zgoda Żełenskiego i Ukrainy na oddanie Rosji Donbasu oraz pasa łączącego Krym z Rosją nad Morzem Azowskim. To wariant oczywiście korzystny dla Rosji i tzw. wolnego świata, dla Ukrainy chwila upokarzającego oddechu przed oddaniem kolejnych regionów. Nawet w Polsce spokój za taką cenę będzie przyjęty z ulgą. Tak? Oddalibyśmy Mazury i Warmię za spokój w reszcie Polski? A przed podobnym dylematem stoi Ukraina.
Nie prowadzę tu analiz politologicznych. Śmierć Chrystusa w imię prawdy, wolności, solidarności, pokoju – ale nie spokoju – wreszcie miłości bliźniego, rozpoczęła nową erę w dziejach ludzkości. Nie dokończyliśmy tej idei, w ostatnich dziesięcioleciach idziemy nawet w kierunku zupełnie odwrotnym. Czy Ukraina, poobijana i krwawiąca, otrzeźwi nas i nawróci? Chciałbym, bardzo chciałbym.
Od kiedy już zacząłem myśleć o tym, co działo i dzieje się na świecie, nie znalazłem dobrych odpowiedzi na wiele pytań.
Co skłoniło Hitlera do wywołania wojny z niemal całym światem? Dlaczego dążył do unicestwienia Żydów? Dlaczego Stalin zagłodził miliony Ukraińców (Wielki Głód) i wymordował kolejne miliony różnych narodów w obrębie ZSRR? I dlaczego przesiedlał całe narody – Tatarzy Krymscy czy Czeczenii – jakby przerzucał worki z ziemniakami? Czemu Amerykanie zrzucali bomby na Hiroszimę i Nagasaki? Oczywiście przeczytałem setki książek na każdy z powyższych tematów, znam chronologię i sekwencje wydarzeń, co wcale nie przynosi odpowiedzi.
Teraz podobne pytania powracają w odniesieniu do wojny w Ukrainie. Czy wszystko da się wytłumaczyć chorym stanem umysłów przywódców? I jakimś zbiorowym amokiem narodów idących za głosami wodzów? Albo jakimś „diabłowstąpieniem” u wodzów i ich poddanych?
I jeszcze, dlaczego w końcu zabito Jezusa z Nazaretu? Zabijanie niewinnych – a przecież los Jezusa podzieliło wielu innych, ginących w bardziej wyrafinowanych mękach niż On – co rozwiązuje? Albo rujnowanie miast? Albo chęć wyrżnięcia całych narodów?
Nie wiem czy te pytania i próby odpowiedzi powrócą teraz czy raczej wrócimy do dylematów urlopowych, w góry czy nad Bałtyk.
A może dlatego, że nie myślimy o takich odpowiedziach, nie rozmawiamy o nich, wciąż powracają Putiny?
Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią … To jedne z siedmiu ostatnich zdań wypowiedzianych przez Jezusa przed śmiercią. Nie wiedzieli co czynili wtedy faryzeusze, Piłat, Sanhedryn, Herod.
Po nich jednak przyszli następni. Neron uśmiercający masowo pierwszych chrześcijan. Iwan Groźny zasłynął tym, że w ciągu kilku dni utopił w przeręblach rzeki Wołchow ponad 50 tysięcy nowogrodzian. Ofiar Józefa Stalina nie sposób policzyć, najmniej było to 60 milionów. Hitler niemal zrealizował szaleńczą ideę holocaustu Żydów w Europie.
A jeszcze przecież Mao Zedong w Chinach, Pol Pot w Kambodży, Kadafi w Libii, Saddam Husajn w Iraku – mało znane w Europie ludobójstwo na Kurdach, zagazowanych w Halabdża. I jeszcze pomijany w Europie belgijski król Leopold II, topiący we krwi Kongo.
Nie wiedzą, co czynią. Dzisiaj Aleksander Łukaszenka. I Władimir Putin. Nie wiedzą, co czynią. Może wiedzą, ale czynią. Ojcze, przebacz im nawet jeśli wiedzą.
PS. Ukraińsko – polskie rekolekcje wielkopostne WOLNI Z WOLNYMI transmitowane będą na antenie Nowego Radia – www.noweradio.pl i na FB profilu radia.
WOLNI Z WOLNYMI
11 – 13 kwietnia 2022
Ukraińsko – polskie
Rekolekcje wielkopostne Last Minute
Poniedziałek 11 kwietnia 2022
Wtorek 12 kwietnia 2022
Środa 13 kwietnia 2022
Godz. 19:00.
Dolny kościół pw. NMP Królowej Polski
Lublin ul. Gospodarcza 7
Rekolekcje dla wierzących, niewierzących, dla tych, którym wydaje się, że wierzą, dla tych, którym wydaje się, że nie wierzą, dla poszukujących i wątpiących, dla zagubionych i grzeszników.
Treść rekolekcji dostępna będzie także na Youtube.
Rekolekcje dla wierzących, niewierzących, dla tych, którym wydaje się, że wierzą, dla tych, którym wydaje się, że nie wierzą, dla poszukujących i wątpiących, dla zagubionych i grzeszników.
Treść rekolekcji dostępna będzie na Youtube. Szczegóły wkrótce.
I mamy przed sobą Paschę, świętowanie zwycięstwa życia nad śmiercią, czego w najbardziej nieprawdopodobnych marzeniach bardzo pragniemy dla siebie samych i innych.
Pamiętam, jak osiem lat temu, to także był luty i także na dwa miesiące przed wschodnią Paschą. Wtedy po raz pierwszy Rosja napadła na Ukrainę, najpierw wyrwała Krym, a w same święta przejęła Donbas na wschodzie naszych sąsiadów. To była pierwsza wojenna Pascha dla Ukraińców, choć wtedy dotyczyła jedynie części ich kraju.
Może to przypadek a może i nie, ale w tym roku tamten scenariusz – w świetle kalendarza liturgicznego – znów się powtórzył. Tym razem będzie to najbardziej krwawa Pascha dla Ukraińców od blisko 80 lat, czyli od II wojny światowej.
Ukraina przechodzi swoją Drogę Krzyżową, jest krew, siniaki, biczowanie, koronowanie cierniami, jest konanie. I jest cały repertuar śmierci, giną dzieci, kobiety, czasem kobiety razem z dziećmi, starsi, giną wreszcie żołnierze.
I jesteśmy my, jestem ja. Jakie role nam przypadają, w perspektywie wydarzeń w Jerozolimie sprzed dwóch tysięcy lat? Wówczas najwięcej było widzów, najmocniej zapisali się ci najpierw wiwatujący w Niedzielę Palmową oraz ci żądający Ukrzyżowania pięć dni później.
Nie umiem odnaleźć się wśród widzów, pewnie i wielu z was. Pozostają nam jednak bardzo godne role – Weroniki i Szymona z Cyreny, także płaczących niewiast. Z tej ostatniej wypisuję się od razu. Ilekroć jednak przygarniamy rodziny ukraińskie, matki z dziećmi, tylekroć stajemy się Weronikami i Szymonami. I bierzemy rzeczywisty udział w wojnie, bo kiedy ukraińscy żołnierze mogą być spokojni o los żon, dzieci i matek, mogą bardziej skoncentrować się na obronie swoich ziem.
Jest też rola, której wolałbym abyśmy nie musieli odgrywać – rola Józefa z Arymatei i Nikodema, którzy byli organizatorami pogrzebu Jezusa.
I jeszcze prośba, zapewne naturalna już dla wielu z was. Zaproście do wielkanocnego śniadania ukraińskie kobiety z dziećmi, jeśli już mieszkają u was albo w pobliżu, to sprawa jest jasna. Myślę jednak o tych, którzy spędzą tę Wielkanoc w internatach, halach sportowych czy w innych ośrodkach. To nie są dobre miejsca do świętowania, zapraszając gości do siebie damy im wiele radości. Po raz kolejny niech się spełni prawda, że gość w dom, Bóg w dom.
W osobnym wpisie jest zaproszenie na ukraińsko – polskie rekolekcje Last Minute. Grafikę przygotowała Anastazja Shashkova, od niej też pochodzi fotka ilustracyjna, Wielkanocne ukraińskie „paski” .
Kiedy się ta wojna skończy? Już chcielibyśmy jej końca, podobnie zresztą marzyli ludzie w czasie ostatniej światowej. Z perspektywy historii ta wojna trwa bardzo krótko, oczywiście w porównaniu do znanych nam innych europejskich konfliktów. Europejczycy są zresztą narodami lubującymi się w wojnach, wspomnijmy stuletnią czy trzydziestoletnią, ostatnie – zapomniane już przez nas – też nie były krótkie, 10 lat trwała ostatnia wojna w Czeczenii a ta w Bośni i Hercegowinie trzy (1992 – 95).
Powrót wojen i konfliktów zbrojnych w Europie zaczął się zresztą po upadku imperium sowieckiego. Oprócz niemal wszystkich państw byłej Jugosławii (a jest ich siedem), ludzie ginęli w Litwie, Gruzji, Armenii, Azerbejdżanie i oczywiście w Ukrainie.
I jeszcze jedna uwaga. Nie ma wiecznie trwałych sojuszy czy paktów i NATO do takich także nie należy. I nie ma raz na zawsze ustalonych granic pomiędzy państwami, dotyczy to również – jak bardzo byśmy tego nie chcieli – także obecnych polskich granic, ustalonych w l. 1943 – 45 głównie przez Stalina. Równie chybotliwe były wcześniejsze formy „unii europejskich”, ta, którą teraz mamy tylko z pozoru jest trwała. Inne próby unifikowania Europy były znacznie trwalsze i długotrwałe, że tylko wymieńmy Cesarstwo Rzymskie czy koncept Karola Wielkiego.
Do czego zmierzam? Od 30 lat na naszym kontynencie toczą się wojny i krwawe konflikty. Oślepliśmy na nie, bo toczyły się „daleko od nas”, papież Franciszek mówił kiedyś o „trzeciej wojnie światowej w kawałkach”, mamy za Bugiem kolejną odsłonę tejże wojny. I nic nie wskazuje na to, aby to był ostatni kawałek.
Wielkim marzeniem ludzkości jest era pokoju i zgody między ludźmi i narodami, nigdy w historii takiego czasu nie było. Dla mnie, człowieka, który próbuje żyć według Ewangelii, ważna jest wizja Chrystusa, w której pokój rodzi się z braterstwa i głębokiej solidarności z każdym człowiekiem. Czy taki czas nadejdzie? Pozostanę optymistą, mam swoje lata, widziałem już w swoim życiu wiele rzeczy niemożliwych. A jednak się ziściły.
Bucza w Ukrainie jest dziś na ustach milionów ludzi i ważnych osób odpowiedzialnych za losy swoich państw ale też za losy świata. Ofiary z Buczy kandydują do miana ludobójstwa a zbrodnię tę określono – m.in. szef NATO – największą od zakończenia ostatniej wojny światowej.
Niestety takie oświadczenia mijają się z prawdą, czego dowodzi zarówno moja pamięć oraz jako taka znajomość historii. Świetnie pamiętam ludobójstwo w Srebrenicy (1995), gdzie Serbowie wymordowali blisko 10 tysięcy muzułmańskich Bośniaków – niektórych ocalonych spotkałem potem w Lublinie, w pierwszy ośrodku dla uchodźców. I jeszcze mocniej pamiętam jak w 1999 r. rosyjskie wojska wysłane przez Putina wymordowały kilkadziesiąt tysięcy Czeczenów i zrównały z ziemią Grozny. Ocalałych znowu miałem przywilej poznać w Lublinie, w tym samym ośrodku, w którym wcześnie żyli Bośniacy. Jestem przekonany, że obydwu tym tragediom jak i tej obecnej w Ukrainie tzw. wolny świat mógł zapobiec. Nie zrobił tego ani w Bośni ani w Czeczenii i nie zrobi teraz w Ukrainie.
Zaprzyjaźniony jestem od wielu lat z Dagoberto Valdesem, jednym z chrześcijańskich intelektualistów na Kubie, uznanych przez tamtejsze władze za wroga. Dagoberto sformułował znakomitą diagnozę, dlaczego społeczeństwo kubańskie ulega komunizmowi i zachowuje bierność. Nazwał to „skrzywieniem antropologicznym”, chodzi o pewne trwałe zmiany w kondycji „człowieka kubańskiego” spowodowane wieloletnią indoktrynacją. Wskutek niej traci on pewne cechy właściwe od zawsze rodzajowi ludzkiemu, np. wartość wolności jednostki (wolności myśli, słowa, działania) czy posłuszeństwo prawdzie. Znamy homo sovieticus (autorem tego określenia jest Rosjanin, Michaił Heller), czyli „człowieka radzieckiego”, gatunek kompletnie podległy kolektywowi, znakomicie „wyhodowany” w epoce Związku Radzieckiego, zdaje się do dziś żyjącego nad Wołgą.
W Europie zaś, przynajmniej od czasów ostatniej światowej wojny, wyrósł nowy gatunek człowieka. Nazwałbym go „homo haber”, od łacińskiego „habere”, czyli mieć. Zasada „więcej mieć” zdominowała kierunek cywilizacji europejskiej i spokrewnionych z nią amerykańskiej, australijskiej, itp. Ta zasada modeluje myślenie, język i działanie ludzi naszej cywilizacji, całych narodów i wybieranych przez nich polityków. Co jest skutkiem tego „skrzywienia antropologicznego”, europejskiego? Tak skrzywiony gatunek nie zrobi niczego, co mogłoby go pozbawić statusu ugruntowanego na posiadaniu. Wpływowi politycy tzw. Zachodu policzyli dobrze ile stracą na wojnie w Ukrainie i nie zrobią za wiele, aby ich status uległ pogorszeniu, jeśli już to jak najmniejszemu.
Zaryzykuję tezę, że wojna w Ukrainie już mogłaby się skończyć, gdyby nie interesy Niemców, Francuzów, Włochów i węgierskiego kunktatora, zaprzyjaźnionego z częścią polskiego establishmentu.
Owszem, są kręgi ludzi nie skażonych ideologią „homo haber”, w każdym narodzie, ale to opozycja o słabym głosie. My, Polacy, wzbudziliśmy w r. 1980 „człowieka solidarności”, ale ostatnie 40 lat to dryf do „homo haber” i obawiam się, że jak elity polskie dobrze policzą, to sympatia dla Ukrainy zblednie.
A Bucza? Bucza podobnie jak Sarajewo może doczeka się jakiegoś hitu muzycznego. Po masakrze w Sarajewie miło jest zanucić „Miss Sarajewo” w uroczym wykonania Bono i U2.
Coraz ładniej robi się na naszym niebie, a polubiłem je wczoraj bardzo mocno. Swietlana dotarła do Lublina po kilkudniowej ucieczce z jednego podkijowskich miasteczek, tam dostawała już małe codzienne porcje ryżu i chleba. Modliła się o ocalenie, wreszcie nadarzyła się okazja, aby wyjść korytarzem humanitarnym, otwartym na dwa dni przez Rosjan.
Najpierw oszołomił ją most na rzece Teterew, który dobrze znała, a właściwie jego ruiny, po raz pierwszy w życiu szła po prowizorycznym, chybotliwym moście z desek. Jej mostu, który znała od dzieciństwa już nie ma.
Już w Kijowie weszła na chwilę do sklepu przy piekarni i zobaczyła po dwóch tygodniach chyba ze trzy gatunki różnych chlebów. W zasadzie sam widok już ją nasycił.
Trzeciego dnia w Polsce odkryła niebo, a na nim kołujące spokojnie ptaki. I wtedy zrozumiała, że od 24 lutego bała się spoglądać na „swoje” niebo pod Kijowem, bo z niego spadały rakiety, spalające okoliczne wsie, w końcu i jej miasteczko.
A ja pomyślałem, że są różne nieba nad nami, bezpieczne i śmiertelnie groźne. I choć rozumiem dlaczego wszystkie NATO, UE, USA oraz im podobne siły nie zamykają ukraińskiego nieba dla ruskich bombowców, rozumiem ale zupełnie się z takim scenariuszem nie zgadzam. Dlaczego niebo Swietlany zsyła śmierć? A my tylko widzimy takie sceny na ekranach naszych monitorów? I taka myśl, jeszcze, przecież na naszym na razie bezpiecznym niebie, kiedyś też zamiast ptaków mogą rozkołysać się złowrogie drony.
To, co się dzieje obok nas, w Ukrainie i to, co widzimy patrząc na ceny, już budzi niepokój. Nic nie wskazuje, że miałoby być lepiej w najbliższym czasie, realnie oceniając będzie nam trudniej. Będzie trudniej i gorzej, niemal pod każdym względem. A przynajmniej tak będziemy oceniać swoją sytuację bo w ostatnich latach było nam coraz lepiej. Warto porzucić złudne mniemanie, że wkrótce wszystko wróci do normy, że ta wojna i drożyzna, to chwilowe zaburzenia. Nie, weszliśmy w długi proces pogarszania, nie sposób dobrze przewidzieć jak głęboko sięgnie to pogarszanie się i kiedy zacznie się polepszać.
Czy możecie sobie wyobrazić, że staniemy w kolejkach po chleb i że dla ostatnich może go zabraknąć? Jeśli tak się zadzieje, to dla mojego pokolenia, pamiętającego komunizm i stan wojenny to nic nowego, tym bardziej dla tych, którzy żyli w czasie stalinizmu czy wojny. Gorzej dla pokoleń znających tylko hossę.
Mogę się wymądrzać, bo wiem, że historia to pasmo hoss i bess, (myślę o tzw. poziomie życia) i że spodziewałem się tej już obecnej i przyśpieszającej bessy. Ostatecznie przyjmuję to spokojnie, a nawet z nadzieją, o czym zaraz.
Najpierw ostrzeżenie. Kiedy jest nam gorzej, szukamy winnych. I będziemy mieli pod ręką Ukraińców, boję się, że po ten prosty argument sięgną politycy i pociągną za sobą tłumy lubiące jednoznaczne i proste wnioski. W naszej historii szczególnie Żydzi byli winni wielu klęskom, w to wierzyła niekiedy większość Polaków. Ich miejsce mogą zająć Ukraińcy.
A drugie ostrzeżenie, jeśli jest nam gorzej, to pod ręką mamy stały repertuar winnych – rząd i politycy, Kościół i księża, Unia Europejska, dodatkowo Putin teraz. I prawda, każdy z tych podmiotów ponosi trochę winy za pogarszanie się naszego poziomu życia.
Uwaga, teraz mi się oberwie, trudno. Najbardziej winni temu procesowi pogarszania jesteśmy my sami. Tak, dobrze jest obwiniać wszystkich dookoła, byleby nie wskazać na siebie samych. Do wszystkich winnych Polacy dorzucają jeszcze niezmienne rozczarowanie pogodą i ciśnieniem. Trochę przypomina mi to strategię alkoholików, którzy piją dlatego, że żona zła, że dzieci wredne, że nikt ich nie lubi, że praca była za ciężka, że policja mandaty wlepia, że teściowa gada i że wreszcie życie jest do d… Gdyby wszystko było inne, to oni by nie pili.
No to dobrze, ale prawda jest inna, to my wychowaliśmy i wybraliśmy polityków, to z naszych rodzin pochodzą biskupi i księża (Boże, wiem, że moja rodzina to czyta!), to my kogoś tam delegowaliśmy do Brukseli i Strasburga, wreszcie prażyliśmy ciała na Majorkach bez pamięci o morderczych wyczynach Putina od ponad 20 lat.
I na koniec, w czym znajduję spokój i nadzieję. Spokój w tym, że mam chleb i smalec, bardzo je lubię, nauczyłem się już – za św. Pawłem – że umiem „biedę znosić i obfitować”. Owszem jadałem w Wersalu, chyba były to krewetki, ale zawsze smakuje mi bardziej ten polski chleb ze smalcem. Poza tym pamiętam opowieści moich wileńskich dziadków, przegonionych przez Stalina, którzy tygodniami w pociągu na Pomorze, jedli trzy razy dziennie ten smalec, czasem z cebulą. Ja wytrzymam, ale te generacje z KFC, McDonald’s i Pizza Hut?
A nadzieja? Nadzieję już dawno ulokowałem w Chrystusie. On z martwych powstał, wierząc w Niego i próbując iść Jego śladami, ja też z martwych wstanę. Wszystko inne to mało istotne sprawy i sprawki.
I jeszcze ta dzisiejsza Ewangelia, uwielbiam tę scenę. Zauważcie, że nie jest to przypowieść, to zapis konkretnego zdarzenia, spotkania Jezusa, kobiety i wzburzonego tłumu. Może skrótowy zapis wielu podobnych spotkań. Jak ważny jest człowiek, nawet ten potępiany przez większość, odrzucony, postawmy się na chwilę w miejscu tej dziewczyny, co czujemy? No i postawmy się w miejscu kogoś z tłumu, tłumu, który ma w rękach kamienie, zaraz mają polecieć na tę dziewczynę. Tłumu, który zaraz może zacząć rzucać kamienie na Ukrainki i ich dzieci, bo jest nam coraz gorzej.
I za tydzień palmy w naszych rękach a potem rezurekcje o świcie i jajka na śniadaniach, z żurkiem chyba. I Alleluja! Jeśli wierzymy w nasze z martwych wstanie, to możemy z radością krzyknąć – „Jest nam gorzej! Mamy tylko po pół jajka i ledwo co żurku w talerzu! Co tam! Alleluja!”
Ewangelia
Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On, usiadłszy, nauczał ich.
Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą dopiero co pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero co pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co powiesz?» Mówili to, wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć.
Lecz Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem». I powtórnie schyliwszy się, pisał na ziemi.
Kiedy to usłyszeli, jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta stojąca na środku.
Wówczas Jezus, podniósłszy się, rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» A ona odrzekła: