Czwartek 11 listopada 2021
Będę miał przywilej świętowania Dnia Niepodległości we Lwowie, na cmentarzu Orląt. Żałuję, że w programach szkolnych nie ma wyjazdów na ten cmentarz, tak samo na wileńską Rosę. Kilka miesięcy temu usłyszałem od pani, po studiach, że cmentarz Orląt kojarzy się jej z drugą wojną światową.
Winien jest pewnie poziom nauczania historii ojczystej w szkołach, ale i zamiłowanie Polaków do riwier, większe niźli do dumnych pamiątek narodowych. Przed laty furorę robiło wypracowanie małego Polaka, który napisał: „Słowianie mieszkali w domach z drewna, z których dym wychodził mniejszym otworem, a Słowianie większym”.
Świętowanie 11 listopada nie do końca słusznie nazywa się odzyskaniem niepodległości, rok 1918 przyniósł niepodległość prawie połowie Europy (zwłaszcza wschodniej i południowej), wcale nie wywalczyliśmy wolności, została nam dana wskutek rozpadu trzech imperiów (dwóch, niemieckiego i rosyjskiego, chwilowy). Prawdziwy polski triumf nastąpił w r. 1920, w Cudzie nad Wisłą. W naszej tradycji dzień ten jest jeszcze słabo rozpoznawalny, inna data 12 września, czyli wiktoria wiedeńska, pozostaje znana raczej wąskiej grupie miłośników patriotyzmu (swoją drogą uchroniliśmy Wiedeń, a ten za 100 lat spokojnie odebrał nam Galicję, a nawet Lublin na kilkanaście lat). Pogrom Krzyżaków pod Grunwaldem, chwała polskiego i litewskiego rycerstwa, zastygł w rekonstrukcjach.
Same formy świętowania Niepodległości są potwornie nudne, smutne i zasadniczo nie różnią się od tych znanych w PRL – marsze, akademie, wiece, jałowe przemówienia. Aluzyjnie, do Ewangelii – nowe wino należy wlewać do nowych bukłaków, a tych nie uszyto jeszcze. No marzy mi się coś na kształt radosnych amerykańskich parad z 4 lipca. Dobrze, że chociaż pojawiają się ciekawe planszówki dla dzieci, jakiś niepodległościowy rap i wymowne memy, to szansa na wejście w świadomość najmłodszych pokoleń.
Siostry i bracia, radosnego świętowania, i dzisiaj i każdego dnia!


