Sobota 4 września 2021
Sobota w szkole? A owszem, należę do pokolenia, które uczyło się w soboty, zwykle były to cztery lekcje do południa. Tak samo było na studiach, soboty uwolnione zostały dla uczniów i żaków chyba w latach 80-tych ub. wieku.
Trochę przyglądam się zmianom w edukacji i wywołanych nimi sporami. Dyskusje dotyczą różnych kwestii, od spisu lektur obowiązkowych po status kuratorów. W ostatnich latach zmieniane były pomysły na edukację, powstało „pokolenie gimnazjalistów”, czyli tych, którzy na własnej skórze (głowie) doświadczyli eksperymentu, którego celu chyba nikt dokładnie nie przemyślał, a już na pewno nie zrealizował.
W całej, czasem gorącej, dyskusji o szkołach i uniwersytetach, bardzo mało myśli się i mówi o mistrzach. Patrząc na swoją własną drogę nauki, wiem, że największy wpływ mieli mistrzowie. Owszem, nauczycieli było wielu, zapamiętałem jednak tylko mistrzów. To były postaci dla których nawet lekcje czy wykłady w soboty, były czasem uniesień, zachwytu i pasji. Z żalem przychodziło powstać po ostatnim dzwonku, a niektóre wykłady dzięki Bogu przedłużały się i nikt z miejsca się nie ruszał.
Kim są mistrzowie? To ludzie, którzy nie tylko mają ogromną wiedzę ale także wierzą w to, co przekazują. Nie dotyczy to tylko historii czy literatury ale także chemii i matematyki, czego doświadczyłem. Mistrzowie potrafią (mam nadal taką nadzieję) rozpalić umysły uczniów, natchnąć i unieść.
Od czasów akademii platońskiej, największą rolę odgrywał mistrz. Ewangelia głoszona przez Jezusa miała wielką skuteczność dzięki Mistrzowi. Przyszłość dobrej edukacji – przy wszystkich wysiłkach wujka Google – zależy jednak od mistrzów. To chyba jedyne kryterium, które polecałbym przy wyborze szkoły czy kierunku studiów.
Na zdjęciu – szkoła w obozie dla uchodźców, uciekających przed ISIS w irackim Kurdystanie.


