Poniedziałek 9 sierpnia 2021
Pewnie jest niejeden. Piszę o tym najnowszym, narodowym wstydzie sportowym. Mamy już prawie wszystko narodowe więc i wstyd narodowy trzeba przyjąć.
Do wstydu narodowego upoważniają wyniki polskich sportowców w ostatnich dwóch dużych wydarzeniach, Euro i Olimpiada. Przypomnę, że w mistrzostwach piłkarskich znaleźliśmy się poza pierwszą dwudziestką w Europie. Na Olimpiadzie było trochę lepiej, bo zajęliśmy – w klasyfikacji medalowej – 17 miejsce. To i tak lepiej niż przed 4 laty, kiedy Polska była 33 i jak przed 8 laty, gdy byliśmy na miejscu 24. W tym roku lepsi od nas byli m.in. sportowcy z Węgier, Kuby czy choćby Korei Południowej. A najlepsze czasy dla naszego sportu olimpijskiego? Ha, najlepiej układało nam się w epoce „ciemnej komuny”, od 1960 do 1976!
W tym wieku w zasadzie idzie nam źle i miejsce w pierwszej światowej dziesiątce – oczywiste w l. 60-tych ub. wieku – pozostaje niedosięgłym marzeniem. Bardzo źle idzie nam w sportach zespołowych (wyłączając sztafety lekkoatletyczne), tylko raz piłkarze i raz siatkarze zdobyli złoto olimpijskie, a było to tak dawno, że tylko takie leśne dziadki jak ja dobrze pamiętają.
Dlaczego tak słabo wypadamy w sporcie? Pozwolę sobie na opinię w tej kwestii, uzasadnioną wieloletnim kibicowaniem i znacznie krótszym czasem uprawiania sportu (nie tylko sportowego brydża).
Pierwsza przyczyna – nie tylko wstydu sportowego – leży w rosnącej wierze w siłę pieniędzy i rzeczy. Proszę bardzo, zbudowano w Polsce Orliki i nowoczesne stadiony, te pierwsze świecą pustkami o ile nie piją tam akurat taniego wina miejscowe żuliki (sympatyczni zwykle), te drugie wypełniają się tylko w trakcie koncertów. Same Orliki i stadiony nie grają i nie zwyciężają! Nie zainwestowano w ludzi – w trenerów, instruktorów, szkoleniowców, wychowawców sportowych i nauczycieli wf. Na tym poziomie rodzą się sukcesy! Ludzie są najważniejsi, a ta sfera jest kompletnie niedoinwestowana.
Druga przyczyna, zwłaszcza w grach zespołowych (i nie zmienią mojej opinii efemeryczne sukcesy w siatkówce i szczypiorniaku) tkwi w silnym polskim indywidualizmie wzmocnionym w ostatnich dekadach przez kulturową promocję egoizmu. Ważne jest „ja”, mój sukces, ekspozycja pazerności i bufonady święci triumfy, nie tylko w sporcie.
Trzecia przyczyna to brak zrozumienia i wiary w sport w kolejnych elitach rządzących. Od lat dominuje raczej przekonanie, że sport to takie nieszkodliwe hobby dla grup zapaleńców. Truizmem wydaje się prawda, że sport kształtuje ludzką wolę, cierpliwość, zdolność do poświęcenia, pracowitość, dążenie do celów, wytrwałość, no i że sprzyja zdrowiu! Ale gdzieby tam z takimi prawdami na Wiejskiej w stolicy się pokazywać! Tam wszak o sprawach ważnych się dyskutuje. Doceniam, że pomimo tych niekorzystnych warunków, polscy sportowcy osiągają jakieś sukcesy, nawet wbrew antysportowym okolicznościom. Dzięki ich pracy i wierze wyprzedziliśmy w Tokio – ledwo ledwo ale jednak – Jamajkę, Tajpej, Katar i nawet Bahamy


