Mój profesor homiletyki (głoszenie kazań), ks. Mieczysław Brzozowski zalecał, aby zawsze w jednej ręce trzymać Biblię a w drugiej gazetę. Po to, żeby nie gadać głupot i żeby Słowo Boże odnosiło się do życia, m.in. opisywanego w gazetach.
Trzymam się tej zasady, choć nie w pełni, bo mam wrażenie, że dziś gazety trochę odrywają się od życia, mają swoje światy i często pełnią rolę młotka na przeciwników. W zaleceniu księdza profesora była jednak sugestia, żeby trzymać się życia, faktów, historii i patrzeć na nie z perspektywy Słowa Bożego.
No dobrze, co znajduję w Ewangelii? W większości są to historie ludzi mocno poharatanych przez życie – opętanych, chorych psychicznie, niepełnosprawnych ale i złodziei, prostytutek czy życiowych rozbitków.
A życie? Spotykam wielu ludzi, których historie są bardzo podobne do tych z Ewangelii. To ludzie od dawna bez dachu nad głową, silnie uzależnieni, czasem po kilku pobytach w więzieniach, szorujący po dnach gdzie nikt ich nie widzi.
Patrzę co robił Jezus. Słuchał tych ludzi, rozmawiał z nimi, nikogo nie potępił, miał dobre słowo dla nich, czas i uwagę. Rozumiał ich, dawał chleb, patrzył w oczy. Wielu przywrócił zdrowie i godność.
I myślę, że w naśladowaniu Pana Jezusa najważniejsze jest to, żeby przy ludziach stać, być i nie opuszczać ich.
Zdjęcie – z Asią z lewej i Małgosią, już nie żyjącą.


