Poniedziałek 16 lutego 2015
W starych dawnych czasach w domu był jeden telefon, z którego korzystali wszyscy, co niekiedy bardzo utrudniało życie. Z tamtej epiki pochodzi dowcip o kawalerze, który zadzwonił pod numer domowy (innych nie było) z pewnością, że odbierze jego ukochana. I od razu czułym głosem zapytał:
– To ty, żabciu?
Odebrał jednak ojciec dziewczyny, mający w domu zresztą cztery córki. Ponieważ humor miał dobry odparował absztyfikantowi:
– Nie, proszę pana. Tu mówi właściciel stawu …
Dzisiaj prawie każdy z nas ma telefon komórkowy i pomyłka z żabcią jest raczej wykluczona. Każdy ma swój komputer, niemal każdy ma swój pokój, coraz częściej także swój samochód, a przynajmniej rower. Indywidualizacja powoduje, że „moje” przeważa nad „naszym”. Myślę, że w związku z tym czujemy się odpowiedzialni za to co „moje”, a to co wspólne, „nasze”, jest coraz bardziej ograniczane.
Bezwiednie odmawiamy codziennie „Ojcze nasz”, chociaż ta modlitwa chroni nas trochę przed prywatyzacją wiary. Wyobrażacie sobie, że zaczynacie „Ojcze mój, któryś jest w niebie …”? Modlimy się do naszego Ojca, prosimy o chleb dla „nas” (nie tylko dla siebie), o odpuszczenie win dla „nas” i zachowanie „nas” od złego. Ta modlitwa jest duchową walką o lepszy świat, „nasz świat”, pole odpowiedzialności wychodzi poza „mój” indywidualny ogródek.
Kiedy człowiek jest sam, w pojedynkę, diabeł podsuwa mu smutek i samotność. Kiedy jednak udaje się nam („nam”!), zbudować jakieś razem, rzecz wspólną, „naszą”, naśladujemy (nieświadomie) tajemnicę samego Boga, Jego jedności w Trójcy. Zabrzmi banalnie, ale tak się zbawiamy.


43 responses to TAK SIĘ ZBAWIAMY