Sobota 30 października 2021
Bardzo lubię protestantów, z kilkoma nawet się koleguję, wpadnę w sobotę poświętować z nimi, w niedzielę mają wspomnienie czynu Marcina Lutra. Nie pochwalam co prawda przybijania czegokolwiek na jakiekolwiek kościelne drzwi, co przydarzyło się byłemu katolickiemu zakonnikowi. Przy okazji, rzecz to zabawna ale prawdziwa – protestantyzm zaczął się od buntu katolickiego zakonnika, Luter był augustianinem, dziś jeszcze bodaj trzy ich klasztory działają w Polsce. Jednego mnicha z tegoż zakonu znam, żartem mawia czasem – „A wiesz, jeden z naszych to …” Tak, Luter jest najsłynniejszym bratem w tym zgromadzeniu.
Nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby przejść na którąkolwiek wersję protestantyzmu. Dla mnie są to wyznania zbyt młode, ledwo 500-letnie. Jeden z moich profesorów twierdził, że aby uznać jakiś ruch za poważną religię, należy poczekać tysiąc lat, jak przetrwa, awansuje do grona Religii. Twierdził również, że każda gałąź wiedzy musi stać w poczekalni przynajmniej 200 lat, aby zaliczyć ją można było do rangi Nauki.
Niepokoi mnie za to – zdaje się, że Franciszka papieża także – tzw. protestantyzacja Kościoła Katolickiego. Kopiowanie protestanckich form kultu, skądinąd frapujących (np. glosolalia, proroctwa), wynika przede wszystkim z nieznajomości niezwykle bogatej tradycji Kościoła Katolickiego. Rodzi się także z rozbratu z genialną spuścizną katolickiej mistyki i umiłowaniem nowinkarstwa – „Cudze chwalicie, swego nie znacie”.
Im bardziej poznaję myśl i ducha katolickich doktorów Kościoła, ich rozmach fantazji, przenikliwość wnioskowania i analizowania, tym większą mam sympatię dla protestantów. Powiedziałbym nawet – zbiorę gromy, wiem – że ich wyznania są ciekawą wersją chrześcijaństwa. Nie dla mnie jednak, choć rozumiem, że komuś się podoba.
Siostry i bracia od Lutra i innych reformatorów, serdecznie Was pozdrawiam. Różne są drogi do Królestwa Niebieskiego – jak szlaki na Zawrat – ważne, by iść tymi znaczonymi miłością. Spotkamy się na Szczycie!


