Piątek 2 lipca 2021
Bareja nie żyje, ale jego „Misia” chętnie nadal oglądamy. Ja codziennie widzę i słyszę scenariusze do podobnych produkcji. Dziś będzie o policjantach i pomocy społecznej.
Mam świadka, jak było. Dzwoni policjant, miły i pobożny („Szczęść Boże” na powitanie), z pytaniem czy wiem gdzie może przebywać pani Jolanta W. (wiadomo, że inicjały zmieniam). Akurat wiem, bo odwiedzam panią Jolę. A aspirant docieka czy mógłbym podać adres. No nie mogę, odpowiadam, bo pani Jola przebywa w altance na działkach, gdzie nie ma klasycznych adresów. Aspirant wyłuszcza, że musi podać jakiś adres, bo prokuratura zleciła mu ustalenie adresu w celu przekazania jakiegoś pisma, zawiadomienia. Mówię, że mogę opisowo określić miejsce przebywania pani Joli, bo jest bezdomna. Rozmówca z radością podchwycił propozycję. To ja opisuję:
– To są działki na północy Lublina, zjeżdża się z dwupasmówki w wąską polną dróżkę …
– Czy mógłby ksiądz wolniej, bo piszę … – dociera do mnie w słuchawce głos rozmówcy. I dociera do mnie, że ten opis naprawdę dotrze do prokuratury. Zatem staram się z całą starannością dookreślić miejsce pobytu pani Joli.
– Z tej polnej dróżki trzeba skręcić w bramę główną, zawsze otwartą … Potem idziemy prosto i mijamy trzy alejki … Skręcamy w prawo w czwartej … Po jakichś dwustu metrach po lewej stronie jest piąty opuszczony domek … Charakterystyczny, w stylu góralskim …
– W góralskim? – upewnia się policjant. Potwierdzam. – A to ładnie, ładnie … – kończy zadanie stróż prawa.
Ciąg dalszy jest o pomocy społecznej. Pomagałem panu Zenkowi uzyskać zasiłek, jak najbardziej mu przynależny, bo zajmuje pustostan, bez światła, wody i całej reszty cywilizacji. Ma już blisko 70 lat i przyzwyczaił się do swoich standardów. Powiadomiłem odpowiednią placówkę pomocy społecznej, za sprawę zabrała się pani Kasia (wiadomo imię zmienione), która orzekła iż musi zrobić „wywiad środowiskowy” i nawiedzić w związku z tym pana Zenka. A ja mam podać adres.
– Nie podam, bo pan Zenek nie ma adresu – zakomunikowałem. Po minucie ciszy pani Kasia rezolutnie oświadczyła:
– To jak ja tam mam trafić?
– Mogę panią tam zaprowadzić, bezpłatnie – rozwiązałem pierwszy problem pomocy społecznej – bo wiem, gdzie to jest.
Po kilkuminutowej konsultacji pani Kasia zgodziła się na moją usługę.
W umówionym miejscu pani Kasia stawiła się z koleżanką, panią Anią, która jest początkującą pomocniczką społeczną. Weszliśmy do domu pana Zenka i pani Ania zaczęła zasypywać człowieka zdziwieniami:
– Ależ panie Zenku! Tu nie ma światła, jest dwudziesty pierwszy wiek!
– Ja i tak dobrze widzę! Co się pani czepia? – bronił się Zenek.
– I łazienki nie widzę … ani toalety …
– Wiadro tam stoi – wskazał pan Zenek – pani tu nie musi mieszkać.
Szybko ograniczyłem kolejną sekwencję pytań początkującej pomocniczki społecznej, drżąc, że zaraz zapyta o wifi, a pan Zenek ją wyprosi, niekoniecznie grzecznie. Stanęło na tym, że pan Zenek ma się udać do punktu pomocy społecznej, aby wypełnić stosowne dokumenty. Tego się obawiałem, ale trudno, zawiozłem go do punktu, gdzie kazano mu wypełnić siedemnaście (17) różnych papierków – oświadczeń, zgłoszeń, wniosków, informacji, orzeczeń i klauzuli. Dwa dokumenty musiał własnoręcznie wypełnić, zasugerowałem, że ja napiszę, bo pan Zenek słabo widzi, a on podpisze. Pani Kasia na to, że procedury nie pozwalają na takie fanaberie. Dobrze, napisał, drukowanymi literami.
– To my w ciągu miesiąca rozpatrzymy pana wniosek i prześlemy decyzję. Najlepiej mailem …
– Pani Kasiu, pan Zenek nie ma poczty elektronicznej, nie ma też komórki, to znaczy ma, ale taką w której mieszka a nie taką z której można dzwonić – walczyłem z nadmiarem biurokracji – Może prześlecie decyzję na adres Centrum Wolontariatu?
Pani Kasia potrzebowała kwadransa, aby ustalić czy procedury zezwalają na taki obrót sprawy. Zezwalają. Pan Zenek zasiłek ma.
Wnioski. Ani pan aspirant ani Kasia z Anią z pomocy społecznej nie są winne. Mają określone procedury, jak ich nie spełnią dostaną ochrzan albo i po premii. Przez ostanie ponad 30 lat został zbudowany w Polsce system wielkiej nieufności społecznej, podejrzewam tu jakąś zmowę ministrów z producentami papieru i tonerów do drukarek. Nie wiem czy ten system kiedyś runie ale takie marzenie mam.
Prokuraturze pomogłem, pan Zenek zasiłek ma, więc źle nie jest. A Bareja to wszystko filmuje i Panu Bogu w niebie pokazuje. Niebo dla Barei należy się bezsprzecznie, na pewno nie musiał pisać wniosku, oświadczenia i klauzuli RODO.


