We wspomnienie Matki Bożej Bolesnej jedna prawda jest bardzo wyrazista. Pod krzyżem Maria stała. Nie panikowała, nie lamentowała i nie krzyczała. Stała. W milczeniu.
W naszej kulturze dzisiaj obecność zastępowana jest gadulstwem, wrzaskiem i kłótniami. Panuje przekonanie, że wszystkie problemy da się rozwiązać atakami słów, najlepiej z podniesionym głosem i dosadnością, czasem nawet wulgarnością.
Obecność jest wielką sztuką, a jednocześnie ma ogromną moc wspierającą. Często jestem w sytuacjach, gdy nie mogę nic albo prawie nic zrobić dla kogoś. Bo ktoś jest nieuleczalnie chory, krańcowo samotny albo silnie uzależniony. Mogę jedynie stać przy takich ludziach. Stać, słuchać ich i rozumieć. Jeśli już mówię to mało i prosto.
Nie miałem jak dotąd tak dramatycznych chwil jak Maria pod krzyżem, ale widząc tę scenę wiem, że obecność jest najważniejsza. Stać przy ludziach jak Ona, przekazywać moc obecności.


