Z zasady ufam ludziom. Ufam, że mówią prawdę i że chcą dobrze. Oczywiście, mam włączoną sygnalizację ostrzegawczą, rejestrującą próby naciągania. Jeśli ktoś ze śląskim akcentem prosi, abym mu kupił bilet do Szczecina, to nie kupuję, bo wiem, że on ten bilet odda w kasie i dostanie 70 procent jego wartości. A pieniądze przeznaczy na inne wydatki, głównie na alkohol. A dlaczego do Szczecina? Bo z Lublina do Szczecina jest daleko i wartość biletu jest wyższa niż gdyby naciągał mnie na podróż do Nałęczowa. Podejrzewam, że na podobnej zasadzie niektórzy kupują bilety nieznajomym ze Świnoujścia do Zamościa.
Ufam ludziom, bo wychodzę z założenia, że są dobrzy. Kiedy proszą mnie o pomoc, pomagam, jeśli to możliwe w 9 na 10 przypadków. Różnie na tym wychodzę, bo średnio w 5 przypadkach jednak ktoś wykorzystał moje zaufanie. Pozostaje jednak 4 czy 5 osób, które faktycznie potrzebowały pomocy, a ja mogłem jej udzielić. Dla nich zatem warto ufać wszystkim.
Do niczego Was nie namawiam, podpowiadam jedynie to, czego uczę się z Ewangelii. Zaufanie jakim Chrystus obdarzył swoich uczniów było „na wyrost”, przecież prócz Jana Apostoła wszyscy w Niego zwątpili pod krzyżem. Ale potem prawie wszyscy wypełnili Jego misję, płacąc za to życiem.


