Sobota 16 września 2017 Kardynał Kazimierz Świątek, białoruski duchowny (choć z polskiej rodziny kresowej) dożył 97 lat, zmarł w r. 2011. W Lublinie przechodził operację biodra, był już po 90-tce. Miałem okazję go poznać i porozmawiać.
Zapytałem o jego znakomitą kondycję mimo podeszłego wieku. Najpierw żartem (choć czy ja wiem …) odrzekł: „Jakbyś prze 10 lat jadł tylko zupę z mchów i przegryzał gałązki z wierzby, też miałbyś krzepę …” To była aluzja do długoletniego pobytu kardynała w syberyjskich łagrach.
Dalej, już w innej tonacji, mówił o wierze, która przecież góry przenosi, więc daje i siłę do przetrwania w chwilach chłodu, głodu i samotności.
Wiara jest źródłem ludzkiej mocy, ale nie spływa na nas bezwiednie z nieba. Karmi się i rośnie z modlitwy, ciszy, otwartego na Boga serca i z głębokich dialogów z mądrymi ludźmi. Żadne Internety nie zastąpią tego ostatniego, choć dzisiejsze pokolenie ufa iż tam właśnie znajdzie światło i siłę.
W jednym z gruzińskich klasztorów natknąłem się kilka lat temu na długą kolejkę, przeważnie młodych ludzi, którzy czekali na krótkie spotkanie z mnichami. Czekali na dwie rzeczy: na słowo i błogosławieństwo. Z każdym gościem mnich rozmawiał kilkanaście minut, a na koniec udzielał błogosławieństwa. Zadziwiające, że ci ludzie czekali na słowo. Na słowo i błogosławieństwo.
Niczego nie doradzam, zwłaszcza wyprawy do gruzińskiego klasztoru, gdzie mnisi mówią tylko w swoim ojczystym języku. Dobrze jednak, by nasza wiara rosła, a nie skarlała i umarła.

