Piątek Wielkanocny 21 kwietnia 2017 Śmierci poświęcamy dużo więcej (za dużo) czasu i uwagi niźli życiu wiecznemu. To dowodzi stagnacji i regresu chrześcijaństwa. Wiele się mówi – również w trakcie kazań – o przygotowaniu do śmierci, o jej nieuchronności, o konieczności zadbania o prawidłowy testament, o dobrym ubezpieczeniu, żeby potomkowie mieli jakąś korzyść z naszej śmierci.
Celebracja śmierci i pogrzebu rozkwita, są trendy w modzie pogrzebowej, firmy ścigają się w unowocześnianiu trumien (niektóre argumentują, że w ich produktach nieboszczyk czuje się naprawdę wygodnie), a niektóre zakłady pogrzebowe sprawdzają prognozę pogody przed wyborem daty pogrzebu – jasne, warto sobie wybrać dzień słoneczny, bo przy dżdżystym może się zakatarzyć rodzina i ksiądz. Wszystko tak zadbane, że aż chce się umierać. Nie umierajcie tylko w czwartek czy piątek, popsujecie weekend.
W kulturze celebracji śmierci, jawi się ona jako finał ludzkiego losu, ostateczne zduszenie istnienia, totalna bezsilność, bezpowrotne uschnięcie. Chrześcijanie przypominają trochę ludzi niedowidzących, niezdolnych do widzenia przestrzeni za progiem śmierci, nie dostrzegają Krainy Żyjących, gdzie wesoło przechadzać się będą w obecności żyjącego Boga.
To nie są suche dywagacje. Od tego, jak widzisz swoją najdalszą przyszłość, zależy twój dzisiejszy dzień, to, co zrobisz, powiesz, pomyślisz. Krótko mówiąc, kto widzi życie wieczne na horyzoncie, pije spokojnie smaczną kawę, śpiewa głośno przy goleniu, mówi prawdę, codziennie chodzi na spacery, daje hojnie jałmużnę i jeszcze hojniej kocha, lubi wiatr i miękki mech, rozdaje cukierki dzieciom i tryska dowcipami. I nie powiem gdzie ma kształt trumny, no nie powiem, ale wiecie gdzie.
Proszę sobie śpiewać, recytować do końca Psalm 116.
Alleluja.
Miłuję Pana, albowiem usłyszał
głos mego błagania,
bo ucha swego nakłonił ku mnie
w dniu, w którym wołałem.
Oplotły mnie więzy śmierci,
dosięgły mnie pęta Szeolu,
popadłem w ucisk i udrękę.
Ale wezwałem imienia Pańskiego:
«O Panie, ratuj me życie!»
Pan jest łaskawy i sprawiedliwy
i Bóg nasz jest miłosierny.
Pan strzeże ludzi pełnych prostoty:
byłem bezsilny, a On mię wybawił. Wróć, moja duszo, do swego spokoju,
bo Pan ci dobrze uczynił.
Uchronił bowiem moje życie od śmierci,
moje oczy – od łez,
moje nogi – od upadku.
Będę chodził w obecności Pańskiej
w krainie żyjących.

