Czwartek 12 maja 2016 Kaśka od kilku dni pracuje, miesza mąkę w piekarni, wielu ludzi je potem smaczny chleb. Te dni to nowe życie Kaśki.
Ma niespełna 30 lat, trochę taka chłopczyca, z mocnymi pięściami. Przez to 4 lata spędziła za kratami. Nigdy nie miała normalnej rodziny. Przez prawie dwa lata spała z matką alkoholiczką na klatkach schodowych i melinach, piły razem, zwykle podłe F16, ukraiński spirytus. Po tym piciu, świerzbie i wszach pozostały jej blizny, teraz już dobrze zagojone.
Przeszła leczenie odwykowe i terapię, znalazła pracę. Ma teraz to nowe życie. Kilka osób długo z nią rozmawiało, były namowy, perswazje, przekonywanie. Opatrywaliśmy jej paskudne rany, na rękach, nogach i karku. Dostawała czasem czystą bieliznę, spodnie i bluzki. Nie wiadomo kiedy iskra nadziei przerodziła się w ogień, który płonie do dzisiaj.
Dwie rzeczy dodam. Po pierwsze, nigdy nie jest za późno na start do nowego życia. Nie zapomnijcie o tym, jak dopadnie was czarna myśl, że to już koniec. Po drugie, nigdy nie zniechęcajcie się w namowach, tłumaczeniach i naciskach. Nigdy nie wiadomo, co Pan Bóg zrobi z naszymi dobrymi słowami i kiedy małą iskrę zamieni w dobry i duży płomień. A Kaśkę miejcie w modlitwie i dobrej pamięci.

