W wykładach z filozofii zakładu Pascala zabraknąć nie może. I nieprzypadkowo o zakładzie Pascala jest w 13 odcinku. Jego stawką jest wszystko albo nic.
Wszystko albo nic – to jak 100 procent do zera. Ale w zakładzie Pascala „wszystko” oznacza nieskończoność, a nie jakieś tam głupie sto procent.
Zakład Pascala ma wiele wersji i jeszcze więcej interpretacji, które świętoduchowcy na pewno doskonale znają, więc nie warto ich tu roztrząsać. Wszyscy wiemy, że zasadniczo chodzi o to: wierząc możemy wygrać wszystko, a stracić niewiele. Nie wierząc możemy zyskać niewiele, a stracić nieskończenie wiele.
Bardzo nie lubię zakładu Pascala. Nie dlatego, że jest kompletnie nieprzekonujący (choć jest), ale dlatego, że nie daje mi żadnych nadziei na pośmiertną satysfakcję intelektualną. No bo jeśli stanie na moim i nie ma tam nic, nie będę mógł powiedzieć: miałem rację, moje na wierzchu. A jeśli jednak się mylę, to Wy wszyscy, z Księdzem na czele, zrobicie mi zyg-zyg i będziecie szydzić do Sądu Ostatecznego.
Na którym zresztą może być różnie, więc się nie cieszcie przedwcześnie.
Jan Pleszczyński

