Przypuszczam, że w najbliższych miesiącach za tzw. sprawą pani Alicji oraz z powodu różnych elekcji w Polsce, w debacie publicznej wróci kwestia aborcji.
Niezmiennie jestem przekonany, że nasza cywilizacja zostanie kiedyś (pewnie w niedalekiej przyszłości) oskarżona o najgorsze z możliwych użycie wolności, wolności wymierzonej w bezbronne dzieci (aborcja) oraz w bezsilnych schorowanych, najczęściej starszych ludzi (eutanazja). W historii bywały dziwne okresy „zaczadzenia”, kiedy ślepliśmy i głuchliśmy na podstawowe wartości. W oparach zaczadzenia na kolejnych etapach rozwoju naszej cywilizacji, tolerowaliśmy niewolnictwo, za oczywiste przyjmowane były podziały rasowe czy klasowe. Trzeba było wielu wieków, aby edukacja i opieka zdrowotna były nie tylko przywilejem elit, ale dobrem dostępnym dla wszystkich. Do dziś jeszcze nie doszliśmy do pełnego równouprawnienia kobiet. Prawie otrząsnęliśmy się z uroku nazizmu, preferującego wyższość jednego narodu nad innymi.
Nadużycie wolności, prowadzące do uśmiercania nie narodzonych dzieci oraz schorowanych starców, jest największym zaczadzeniem naszej epoki.
Bolesław Piecha, były wiceminister zdrowia, wyznaje w jaki sposób wybudził się z tego zaczadzenia:
Karetka przywozi kobietę w ciężkim stanie. Miała usuwaną ciążę, ginekolog przedziurawił macicę. Moje zadanie to usunięcie resztek płodu i zaszycie. Podchodzę rutynowo, wszystko przebiega pomyślnie.
Cztery miesiące później w naszym szpitalu ta kobieta rodzi zdrowe dziecko. Macica nie była dość dobrze wyłyżeczkowana.
Ona jest moją sąsiadką z Rybnika, dwa bloki obok. Często widzę później, jak spaceruje z wózkiem. Nigdy nie zamieniamy słowa. Zasłona wstydu z obu stron.
Widząc ją, zaczynam myśleć: „Jak mogłem stać się maszynką do zabijania?”
(…) Najgorsze było przyznanie się, że to ja sam to robiłem. Z jednej strony przez cztery lata przeprowadzałem te nieszczęsne aborcje, z drugiej – przyjmowałem porody, byłem jak doktor Jeckyll i mister Hyde.
Trujący czad rozwiewa się wskutek przewietrzenia, wtargnięcia zdrowego wichru. Powiew miłości do życia potrzebny jest niezwykle szybko naszej epoce. Ten powiew rodzi się i z modlitwy i z mądrej pochwały życia.
PS. Cytaty wspomnień Bolesława Piechy zaczerpnąłem z „Gościa Niedzielnego” i „Gazety Wyborczej”.

