13 czerwca 2005
Życie jest drogą. Spotkasz na niej zło i ludzi, którzy czasem – bo chyba nie zawsze? – zrobią coś złego. Tak samo jak ty.
Jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Nadstawiać?
Nadstaw, jeżeli ci się należało (za chamstwo, głupotę, obłudę) – policzki szybciej trzeźwią nas niż długie, i zwykle nieskuteczne, przemowy o niewłaściwości postępowania.
Nadstaw też, jeżeli cię stać na taki gest. Ale jeżeli nie, oddaj zupełnie spokojnie, nawet z nawiązką. Zupełną głupotą zaś jest nadstawianie kolejnych policzków, kiedy tylko ktoś chce je wymierzyć. Chrześcijaństwo (i w ogóle życie) – w przeciwieństwie do sportu uprawianego przez Gołotę (nie mylić z boksem!) – nie jest sztuką obrywania po mordzie.
Chrześcijaństwo jest sztuką miłości, z całym arsenałem dostępnych środków. Raz w imię tej miłości trzeba cios przyjąć, raz – w imię tej samej miłości – walnąć kogoś by zmądrzał i nie psuł. I Jezusowi zdarzało się gwałtownie meblować świątynię (tzw. wypędzenie przekupniów). I przyjmować ciosy („bili Go, zasłaniali mu oczy i pytali: Prorokuj, kto cię uderzył!” Łk 22,64).
Są sytuacje, gdy większe dobro zdarzy się jeżeli nadstawisz drugi policzek, takie, że piękniej będzie odstąpić płaszcz (do już oddanych butów), pożyczyć staremu łajzie (co i tak nie odda) i przeciągnąć spacer o kilometr (mimo bolesnych nudów przy pierwszym okrążeniu). Bez wątpienia jednak „miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa” (Rz 13,10).
Jeżeli kochasz, nadstaw śmiało policzek. Jeżeli kochasz, palnij równie śmiało, żeby zadośćuczynić tej samej miłości.

