STO LAT WIELKICH LUDZI Katolicki Uniwersytet św. Jana Pawła II

PS. Bywa na początku post scriptum – wiem, że KUL zakładał ks. Idzi Radziszewski, w nagraniu udało mi się tego zacnego rektora nazwać … Idziszewskim. Mea culpa.

https://vimeo.com/411513259/e25cb45b23

W pochmurne wtorkowe południe 9 czerwca 1987 r. stałem na dziedzińcu KUL wciśnięty w ponad pięciotysięczny tłum studentów, profesorów i innych szczęśliwców, wsłuchiwałem się w słowa „naszego” Papieża, nie mając świadomości, że uczestniczę w najbardziej historycznym momencie uczelni oraz  całego miasta. Przemawiał „nasz” Papież, nasz bo Polak, nasz bo profesor Uniwersytetu na którym ukończyłem studia ja sam i większość zgromadzonych wtedy słuchaczy. 

Dziedziniec Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego św. Jana Pawła II jest miejscem, gdzie rozegrały się bodaj najważniejsze wydarzenia w dziejach uczelni, obchodzącej właśnie stulecie istnienia. Żadna lubelska szkoła wyższa nie ma takiego miejsca, prostokąt otoczony murami dawnego podominikańskiego klasztoru, połacie zielonej trawy, dwie akacje, dwumetrowy pomnik św. Jana Pawła II ze składającym Mu homagium Prymasem Tysiąclecia, kard. Stefanem Wyszyńskim. Kardynał chadzał po tym dziedzińcu przez pięć lat, od 1925 do 1929 r., wkuwał tu prawo kanoniczne i przygotowywał swój doktorat na temat praw rodziny, Kościoła i państwa do szkoły. Potem, po wojnie, przez dwa lata (1946 – 1948) jako Wielki Kanclerz KUL – tytuł i funkcja przysługujące biskupom lubelskim – przemierzał tę przestrzeń na posiedzenia senatu. Sześć lat później, w październiku r. 1954, na ten dziedziniec wszedł młody ksiądz doktor Karol Wojtyła, z dyplomem rzymskiego Angelicum i rozpoczął wykłady z etyki. Kontynuował je przez następne 24 lata, zanim konklawe obwołało go papieżem w r. 1978, czterdzieści lat temu.

PAPIEŻ ODNAWIA DUCHA NA KUL

Wojtyła, już jako papież Jan Paweł II, wrócił na uniwersytet dziewięć lat później, 9 czerwca 1987 r. Po spotkaniu z przedstawicielami polskich uniwersytetów Ojciec Święty wyszedł na dziedziniec i po ustaniu wrzawy powitania mówił:

Jest Eucharystia równocześnie źródłem tej miłości – w nas. Źródłem tej miłości tu, w tym Katolickim Uniwersytecie… Uniwersytecie! Alma Mater! Jesteś objęty tą miłością, którą Chrystus do końca umiłował. Jesteś objęty Eucharystią. Trwaj w tym zbawczym uścisku Odkupiciela świata.

Służ Prawdzie! Jeśli służysz Prawdzie – służysz Wolności. Wyzwalaniu człowieka i Narodu. Służysz Życiu!

I na koniec, już poza oficjalnym przemówieniem: Zostawię wam przynajmniej jedną myśl bardzo osobistą … Jest to myśl o papieżu… próbuję zachować równowagę ducha wśród wszystkich zapóźnień zawodowych… Między innymi także w tym celu przyszedłem dzisiaj do KUL-u, ażeby tutaj doznać odmłodzenia, odmłodzenia ducha.

Nie przypuszczaliśmy także, że w rok później tym samym dziedzińcem przejdzie udając się po odbiór honorowego doktoratu prefekt Kongregacji ds. Doktryny Wiary kard. Joseph Ratzinger. Przez myśl nie przeszło nam wtedy, że gościmy przyszłego papieża, Benedykta XVI. Proroczo wybrzmiały również Jego słowa, wypowiedziane dokładnie 30 lat temu, w październiku 1988 r.: Przestajemy właściwie mówić o człowieku w należny mu sposób, o jego godności, o jego prawach, gdy mowę o Bogu skażemy – jako nienaukową – na wygnanie z obrębu rzetelnego myślenia, przenosząc ją w sferę czegoś, co jedynie subiektywne, choć może budujące. Mowa o Bogu należy do mowy o człowieku, stąd należy ona także do posłannictwa uniwersytetu. Jest ona w szczególności prawem i obowiązkiem katolickiego uniwersytetu.

NOBLIŚCI I PREZYDENCI NA DZIEDZIŃCU UCZELNI

Kilka lat wcześniej na tym samym KUL-owskim dziedzińcu  rozegrało się inne, bez wątpienia także historyczne spotkanie. Wówczas,  w gorące piątkowe południe 12 czerwca 1981 r. siedziałem z kolegami na rusztowaniu przy remontowanej właśnie jednej ze ścian budynku KUL. Na niepokaźnej scenie pośrodku dziedzińca stał Czesław Miłosz i recytował: „Który skrzywdziłeś człowieka prostego/ Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając …  Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta/ Możesz go zabić – narodzi się nowy. Spisane będą czyny i rozmowy”. Wsłuchiwaliśmy się w słowa, które tętniły wolnością i nadzieją zarazem. Niektórzy płakali. Długo czekaliśmy na taki dzień. Stał przed nami pierwszy polski noblista od ponad pół wieku, którego książek nie wydawano w kraju, a jego „Rodzinną Europę” czytaliśmy w samizdatach. To spotkanie było darem dla KUL-u i Polski, szczególnie dla uniwersytetu, który wówczas był jedyną wolną i katolicką uczelnią od Łaby do Władywostoku. Wyjątkowy charakter tamtego spotkania wzmagała także obecność Lecha Wałęsy, bohatera roku 1980. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że za dwa lata on także powiększy grono polskich laureatów Nobla, tym razem będzie to nagroda pokojowa.

Wspominanym już dziedzińcem kroczyli również inni wspaniali i wielcy ludzie, zapraszani przez światłych rektorów i kanclerzy KUL. Wśród honorowych doktorów dostojny uniwersytet ma całą plejadę świata katolickiego – założyciela neokatechumenatu Kiko Arguelo, inicjatorkę ruchu Focolari Chiarę Lubich, charyzmatycznego lidera Wspólnoty Św. Idziego Andrea Riccardiego oraz kilkudziesięciu wybitnych kardynałów i biskupów. Kilkukrotnie KUL odważał się na wyróżnienia o charakterze absolutnie przełomowym. Do tych zaliczyć należy doktorat dla Helmuta Kohla (1989), niemieckiego kanclerza zasłużonego dla pojednania polsko – niemieckiego, dla księcia polskich poetów współczesnych  ks. Jana Twardowskiego (1999), dla wybitnego polskiego kompozytora Henryka Góreckiego (2004) czy znakomitego reżysera Krzysztofa Zanussiego (także 2004). Wyjątkowy charakter miały także honorowe doktoraty w trakcie pierwszego Kongresu Kultury Chrześcijańskiej (2000 r.), kiedy uniwersytet przyznał je – po raz pierwszy w historii – naczelnemu rabinowi Rzymu, Elio Toaffowi (zaprzyjaźnionemu ze św. Janem Pawłem II) oraz prawosławnemu patriarsze Bukaresztu, Teoktystowi. Dziewięć lat później te same tytuły odebrali prezydenci wolnych od sowieckiego jarzma państw słowiańskich – ś. p. Lech Kaczyński, Wiktor Juszczenko (Ukraina), Valdas Adamkus (Litwa), Valdis Zatlers (Łotwa) i pierwszy prezydent niepodległej Białorusi Stanisław Szuszkiewicz.

Dziedziniec KUL-u poznała również Joan Baez, wielka gwiazda  zaangażowanej muzyki rockowej; w listopadzie r. 1985 pojawiła się niespodziewanie w Lublinie (po zachęcie Wałęsy) i w auli kard. Wyszyńskiego zaśpiewała o wolności i solidarności, przy okazji kpiąc z Leonida Breżniewa. W ten sposób wolny świat zagościł w KUL-owskich murach, w mrocznych czasach tuż po stanie wojennym.

Pisząc o wielkich ludziach i KUL-u w roku stulecia uniwersytetu nie mogę pominąć bpa Mariana Fulmana, który podjął wraz z ks. Idzim Radziszewskim ideę powołania katolickiej uczelni w wolnej Polsce i przez pierwsze cztery lata użyczał jej sal w lubelskim seminarium duchownym.

O wielkości uczelni, a tak możemy mówić o KUL, świadczą m.in. wielcy ludzie, którzy dzielili się tutaj wielkością swojego ducha i myśli, swoich dzieł i czynów, rozmachem wyobraźni i umiłowaniem Boga oraz Ojczyzny. Ufać chcemy, że uniwersytecki dziedziniec i inne jego obiekty nadal gościć będą podobnych opisanym tytanów wiary, intelektu i otwartego serca.

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.