No to mamy Wielki Post! Jedna z moich znajomych, pani już nie całkiem młoda, zdecydowanie bardziej ceni srebro niźli złoto, ale tylko w odniesieniu do znanego przysłowia – „Mowa jest srebrem, a milczenie złotem”.
Poszła do spowiedzi – i jak sama opowiadała – za pokutę otrzymała ograniczenie w gadaniu. Co drugi dzień miała nie mówić, tylko milczeć.
– Kurde, ja mogę nie jeść cukierków, tych waniliowych wafelków i batoników. Ja tam przecież dużo nie gadam, jak już mówię, to mówię, co mam na myśli. I prosto z mostu. Mogę nie jeść ciasteczek, tych anyżowych też, choć lubię, nie powiem. Ja jestem gadatliwa? No, powiem czasem co myślę. Ale mogę nie wcinać śliwek w czekoladzie, zresztą teraz są już gorsze. W ogóle ci księża są dziwni. Ja mu mówię, co mam na sumieniu, a on, żebym mówiła co drugi dzień. No, dziwne, normalnie, dziwne. Lubię pościć, nawet makowca nie ruszę. Cholera, co drugi dzień słuchać… – wartko referowała spotkanie w konfesjonale.
No to mamy Wielki Post! A może by tak, co drugi dzień tylko słuchać?


