No to mamy Wielki Post! Pan Jezus, po swoim poście na pustyni miał przed sobą tylko trzy lata życia. Wykorzystał je genialnie, w trzy lata spotkał się z wieloma ludźmi, wodę w wino przemienił, ślepym wzrok przywracał, ogłosił prymat miłości nad wszystkim innym. Wreszcie zginął na krzyżu, ale przecież powstał z martwych.
Patrzę na ostatnie trzy lata mojego życia, nie wiem jak u Was, ja niewiele dni straciłem. To było aż 1095 dni, a w tym roku to mamy nawet 366 dni do wykorzystania.
Staram się słuchać ludzi. Przeważnie recytują litanie do Św. Narzekania, że zimy i śniegu już nie ma, że ceny rosną, że rząd słaby, że zdrowie już nie takie, że żona znów przytyła a mąż coraz częściej chodzi na ryby, że dzieci nieposłuszne, a wnuki przyklejone do smartfonów. Normalnie dramat, tragedia, koniec świata.
I jestem wredny, bo się pytam: Masz co jeść? Bo uchodźcy z syryjskiego Idlibu jedzą cały czas mąkę kukurydzianą albo i nic. Bomby lecą ci na głowę? Bo na Syryjczyków spadają codziennie. Kaloryfery grzeją? Bo u pana Czesia w kanale ciepłowniczym przy Nadbystrzyckiej w Lublinie, to tylko ciepłe odchody pełnią rolę CO. Byłeś w kościele, pomodliłeś się? Bo w Burkina Faso, to wizyta w kościele często kończy się strzelaniną i śmiercią chrześcijan z rąk ekstremistów. I słyszę: „Mietek, a Burkina Faso to jakaś nowa knajpa?”
Błogosławmy Boga za każdy nowy dzień, za chleb i herbatę, za żurawie na niebie zamiast bombowców, za jeszcze ciepłe kaloryfery.
Jeszcze mamy prawie cały marzec i pozostałe 10 miesięcy tego roku. Albo szemrać będziemy do Św. Narzekania, albo tak jak Pan Jezus. Albo tak jak Pan Jezus, na całego, na sto procent rozradujemy się miłością Boga Ojca i każdego człowieka pokochamy.


