Może to być zachód słońca, jak na zdjęciu przy dzisiejszym wpisie. Albo zwykła rozmowa, tyko z bardziej intensywną obecnością. Albo dobry obiad z bliskimi. Albo jakiś mądry wiersz, który znamy na pamięć. Albo chwila ciszy w kościele, najlepiej w samotności. Albo lot samolotem z oceanem pod nami. Albo modlitwa za zmarłego. Może to być w drugiej połowie sierpnia. Może to być dowolne miejsce i czas.

Najważniejsze, aby wreszcie wyruszyć w wewnętrzną drogę poszukiwania żywego Boga. Żywego Boga.

