Wątpliwości w powstanie z martwych Jezusa mieli Jego najbliżsi współpracownicy. Dlatego nie dziwię się, że my czasem – albo stale – wątpimy. Towarzysze Jezusa widzieli jak konał i był złożony do grobu. Po Jego z martwych wstaniu nie umieli Go rozpoznać, co nie dziwi, bo z martwych wstanie zmienia człowieka.

Gdybyśmy teraz spotkali kogoś, kto podawałby się za z martwych powstałego Chrystusa, kogoś kto zmieniałby dla przykładu wodę w wino i chodził po tafli jeziora i tak mielibyśmy mnóstwo pytań oraz wątpliwości. Większości z nas i tak by te zjawiska nie przekonały.
Z martwych wstanie, Jezusa i nasze, to sprawa wiary. Dlatego pozostawiam każdego z was z pytaniami z wielkanocnego wyznania wiary:
Czy wierzysz w Ducha Świętego, święty Kościół powszechny, obcowanie Świętych, odpuszczenie grzechów, zmartwychwstanie ciała i życie wieczne?
Jak byliśmy w Wielką
Sobotę w kościele odpowiedzieliśmy:
Wierzę.
Tak zdobywamy życie wieczne.
Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień
tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem
złych duchów. Ona poszła i oznajmiła to tym, którzy byli z Nim, pogrążonym
w smutku i płaczącym. Ci jednak słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie chcieli
wierzyć.
Potem ukazał się w innej postaci dwom z nich na drodze, gdy szli do wsi. Oni powrócili i oznajmili pozostałym. Lecz im też nie
uwierzyli.
W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im
brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego.
(Mk 16,9 – 14)

