Poniedziałek 4 września 2017 Ewangelia obfituje w sceny, w których różni ludzie przychodzą do Jezusa ze swoimi problemami lub z kłopotami swoich bliskich. Proszą o łaski: „Panie ulituj się!”, „Oczyść mnie z trądu!”, „Ulecz moje dziecko!”
Ci wszyscy ludzie proszą Jezusa. Wiedzą, że to, o co proszą mogą otrzymać darmo, z łaski, bez zasług.
Jedyną grupą niewysłuchanych przez Jezusa są faryzeusze oraz Piłat, oni – jak odnotowują ewangeliści – żądali. Żądali znaków, cudów, jakichś niezwykłości. Żądali i nie otrzymali.
Być może jedną z przyczyn naszych niewysłuchanych modlitw jest to, że żądamy ich spełnienia. Argumentujemy, że jesteśmy pobożni, chodzimy do kościoła, odmawiamy pacierze, nie przeklinamy i nie szczypiemy ludzi. Zatem, należy nam się. To jest nasza waluta, za którą oczekujemy przychylności Pana Boga, chcemy kupić zdrowie, pomyślność, sukces. Przenosimy na relację z Panem Bogiem syndrom klienta, który ma walutę, więc należy mu się grzeczna obsługa i spełnienie życzeń. Idziemy do kościołów po zakupy rzeczy nieosiągalnych w stokrotkach, biedronkach i żabkach, dajemy na mszę za to czy tamto, płacimy, żądamy towaru najlepszej jakości.
Przemiana pysznych klientów w pokornie proszących biedaków, chorych, grzeszników jest bolesna. Jest jednak warunkiem Bożego miłosierdzia, które dane jest właśnie grzesznikom i słabym, ale proszącym. Klienci z żądaniami idą do supermarketów.

