Środa 8 lutego 2017 Dziewczyna o imieniu Józia, to dziś rzadkość, choć ja – człek nie najnowszej daty – znam kilka pań Józef, panny chyba żadnej. Dzisiaj Józie mają swoje małe ale piękne święto.
Gdybyście czytali żywoty świętych, a nie tylko grzebali w smartfonach, to czcilibyście ze mną dziś świętą Józefę.
Była Murzynką z Sudanu, w wieku 10 lat porwano ją a potem sprzedawano z rąk do rąk na targach niewolników. Callisto Legnani, włoski konsul w Chartumie spotkał ją na jednym z takich bazarów, wykupił, a potem zabrał do Włoch, kiedy sytuacja w Afryce stawała się bardziej niebezpieczna. Pod Wenecją znalazła spokój i ciepło, zajmowała się najpierw dziećmi konsula, wreszcie została siostrą zakonną, Córką Miłosierdzia, kanosjanką (nazwa do założycielki, Magdaleny di Canossa – pamiętacie, że papież nie zna dwóch rzeczy, terminu końca świata oraz liczby żeńskich zgromadzeń zakonnych). Jan Paweł II ogłosił Józefę świętą w październiku roku 2000.
Tak się przedstawia w skrócie historia św. Józefy Bakhity, historia a nie bajka, bo to wszystko działo się między rokiem 1868 a 1947.
Jeśli macie trudne chwile, niech was wspomaga święta niewolnica Józefa. Jeśli macie dużo siły i współczucia, mocy Bożej, ratujcie ludzi, gdzie się da, najpierw wokół siebie.

