Wtorek 6 września 201 Szlachectwo zobowiązuje, a zwłaszcza jak się nosi nazwisko Czartoryski. Michał najpierw skończył architekturę w Krakowie, potem walczył w obronie Lwowa (rok 1920), został nawet odznaczony Krzyżem Walecznych.
Po zwiedzeniu połowy Europy odkrył w sobie powołanie zakonne, w wieku 34 lat służył już jako dominikanin. Okoliczności wojny (albo Opatrzność Boża) sprawiły, że w czasie Powstania Warszawskiego znalazł się jako kapelan w szpitalu na Tamce. Kiedy Niemcy zdobyli szpital miał okazję ocalić życie ewakuując się razem z sanitariuszkami i cywilami, warunkiem było zdjęcie habitu. Postanowił pozostać z rannymi powstańcami. W południe 6 września 1944 r. został rozstrzelany razem ze wszystkimi rannymi pozostałymi na szpitalnych łóżkach. Zaraz potem, ciała zamordowanych oblano benzyną i podpalono, prochy pośpiesznie zakopano na podwórku jednej z kamienic. Po ekshumacji – w rok później – nie sposób było rozpoznać szczątków.
Michał Czartoryski (a przed wstąpieniem do klasztoru – Jan Franciszek), to polski błogosławiony (od 1999r.), dziś wspominany w liturgii, zginął w wieku 47 lat. Mało znany – może poza środowiskiem bardziej pobożnych kibiców Legii Warszawa – nasz święty brat. Krótka lekcja z jego życia, warta uwagi – z ludźmi trzeba pozostać do końca. Tak wypełnia się przykazanie miłości i całą Ewangelię.

