Czwartek 17 września 2015
Wiele lat temu, kiedy jeszcze były egzaminy na studia, pewna adeptka politologii z okolic Baligrodu postanowiła spróbować sił na Uniwersytecie w Warszawie. Na ustnym egzaminator zapytał o główne doktryny polityczne. Dziewczyna, ponoć piękna, uśmiechała się i kręciła głową, dając do zrozumienia, że nie wie o co chodzi.
– No, nie słyszała pani … Liberalizm … Konserwatyzm …
– Nie, panie profesorze.
Profesora zamurowało, ale daje następną szansę:
– No dobrze, a na przykład, podstawowe różnice między lewicą a prawicą, hm?
– Ja nie wiem, panie profesorze ..
Egzaminator oniemiał na chwilę i dorzucił ostatnie pytanie:
– A może…, może… Co pani mówią nazwiska Marks, Engel …?
– Słyszałam, że tacy byli, ale nic więcej nie wiem – szczerze odrzekła dziewczyna i nadal bardzo wdzięcznie się uśmiechała.
Profesora nagle olśniło i zmienił front:
– Jak pani ma na imię?
– Agnieszka, panie profesorze!
– A … Skąd pani jest?
– Z Bieszczadów panie profesorze! – z entuzjazmem odpowiedziała Agnieszka.
Profesor zapalił papierosa (wtedy to była rzecz normalna), podszedł do otwartego okna, zaciągnął się (głęboko, wiadomo!) i sam do siebie wyrzekł myśl i marzenie:
– A może by tak, rzucić to wszystko i pojechać w te Bieszczady?
Bardzo proszę wszystkich czytelników, którzy znają tę humoreskę, aby nie dopisywali, co w oryginale powiedział profesor, bo mogą to czytać ludzie bardzo młodzi. Tak, tyle w ramach przypomnienia dawnego żartu.
Kilkanaście dni temu – i to już żart nie jest – tuż po referendum rozmawiałem w gronie kilku osób o tym, co zaszło. I wtedy chłopak, już sporo po trzydziestce, zapytał:
– Referendum? Było jakieś referendum? Naprawdę?
Okazało się, że nie słyszał. Szczęśliwy człowiek! Widzicie, kiedyś byli szczęśliwi ludzie (w Bieszczadach) i dzisiaj są, w Lublinie!


42 responses to SZCZĘŚLIWI LUDZIE W BIESZCZADACH