Nie pamiętam dokładnie, kiedy to było. Może 16, a może 17 lat temu. Niezbyt chętnie, w ramach dziennikarskich obowiązków, pojechałem do Łęcznej, żeby coś napisać o pewnych duszpasterskich inicjatywach tamtejszego wikariusza.
Wróciłem trochę inny. I potem jakoś już sam chciałem ten kontakt podtrzymać. Kontakt zupełnie przypadkowy, bo mój ówczesny szef, Wacek Biały, był wyrozumiały: przecież gdybym się mocniej opierał, to wysłałby do Łęcznej kogoś innego. Ale widać Duch święty czuwał.
Może ten wyjazd zdecydował o tym, że w sprawach Kościoła nie jestem jak np. posłanka Senyszyn.
Dla jasności: warto słuchać, co mówi posłanka Senyszyn, także w sprawach Kościoła. Ma dużo racji. Bardzo dużo.
Duch tchnie, kędy chce.
Jan Pleszczyński

